Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Sobota 18-11-2017, imieniny Karoliny, Romana
 
Rek

UWAGA!

Rek
Telefon portElu Halo, tu portEl
512 918 555

Wiadomości

Na osiedlu

Gospodarka

Społeczeństwo

Kultura

Sport

Na uczelniach

Zbrodnia i kara

Prasówka

Jej portEl

Kina i teatr

Konkursy

Dawny Elbląg

Poradnik

Hit czy kit?

Po godzinach

Fotoreportel

Park Dolinka Park Dolinka

Blondynka za kierownicą (Zawody znane i nieznane, odc. 6)

 
Elbląg, Blondynka za kierownicą  (Zawody znane i nieznane, odc. 6) Aleksandra Klińska od 9 lat jest kierowcą autobusu w Oxfordzie (fot. arch. prywatne)
Rek

- Zajmuję stanowisko kierownicze, mam przeszklone biuro z pięknym widokiem, służbowego mercedesa. Jak mam nie lubić swojej pracy? - opowiada uśmiechnięta Aleksandra Klińska, która jest kierowcą autobusów. Elblążanka ulicami Oxfordu jeździ od 9 lat. Jej pasażerami są m.in. Jeremy Irons, Rowan Atkinson czy Glenn Close.

Anna Kaniewska: - Do Anglii wyjechałaś zaraz po studiach polonistycznych.
     Aleksandra Klińska: - Tak i najpierw wypełniałam atramentem kartridże do drukarek. Następnie pracowałam w zakładzie fotograficznym: robiłam sesje zdjęciowe, wywoływałam zdjęcia, obsługiwałam maszyny oraz klientów. W tej pracy nie tylko rozwinęłam swoją pasję do fotografii, lecz także podszlifowałam język. To zajęcie sprawiało mi wiele radości, ale nie było dobrze płatne. Dlatego postawiłam na zawód, którego wykonywanie jest przyjemnością dla mnie i dla mojego portfela (śmiech). Tak zostałam kierowcą. Poza tym od dziecka pociągał mnie transport. Będąc małą dziewczynką, chciałam zostać maszynistą (śmiech).
     
     - Jakie uprawnienia musiałaś zdobyć, aby zostać kierowcą autobusów?

     - Zaskoczę Cię. W Anglii prawo jazdy kategorii D nie jest wymagane. Jednak, aby dostać pracę, należy odbyć kurs: zdać egzamin teoretyczny i praktyczny oraz uzyskać niezbędne certyfikaty. W Anglii za takie szkolenie nie trzeba płacić. Mało tego - dostaje się za nie normalną pensję. Jest jeden warunek: osoba, która się szkoli, musi przepracować w danej firmie rok. Cały proces przebiega w przyjaznej atmosferze, bez zbędnego stresu.
     
     - Poza tym, aby zostać kierowcą autobusu na pewno trzeba dobrze czuć się za kierownicą i nie bać się ruchu drogowego. Dużo kobiet w Anglii zajmuje się tą profesją?

     - Na pewno więcej niż w naszym kraju (śmiech). Myślę, że 10% kierowców autobusów to kobiety. Przez 7 lat byłam jedyną Polką w mojej firmie, która wykonywała ten zawód. Od dwóch lat płci pięknej jest więcej, m.in. pracuje ze mną Marta, która również pochodzi z Elbląga.
     
     - Jesteś kierowcą w Oxfordzie. Jeździsz na trzech liniach.
     - Tak, choć znam wszystkie linie autobusowe w Oxfordzie i bez problemu mogę zmienić moje trasy. Jednak te bardzo mi odpowiadają.
     
     - A pamiętasz jeszcze swój pierwszy dzień w pracy?

     - Oczywiście. Było trochę stresu. Wiedziałam, że poradzę sobie z prowadzeniem pojazdu, jednak obawiałam się, że nie zapamiętam wszystkich przystanków. Poza tym pierwszego dnia pracy miałam sytuacje, która przypominała mi, że ten zawód wiąże się z dużym niebezpieczeństwem. Gdy przejeżdżałam na zielonym świetle, musiałam gwałtownie zahamować, bo drogę zajechało mi auto, które według przepisów powinno czekać na czerwonym świetle. Na szczęście, zdarzyło się to ok. 6 rano i w autobusie nie było jeszcze pasażerów.
     
     - Często masz takie sytuacje, w których bezpieczeństwo pasażerów jest zagrożone?

     - Myślę, że mniej więcej raz w tygodniu. Unikam kolizji, dzięki swoim szybkim reakcjom. Oxford jest specyficznym miastem, w którym jest bardzo dużo studentów oraz turystów, którzy nie są przyzwyczajeni do ruchu lewostronnego i wchodzą na ulicę, nie zważając na pojazdy. Dlatego jako kierowca muszę mieć wyćwiczone pewne odruchy. W Oxfordzie jest także bardzo dużo rowerzystów, którzy nie ubierają odblaskowych kamizelek i o zmroku są dla mnie niewidoczni. Nie pomaga pogoda panująca w Anglii. Często pada i jest mgła. Kiedyś miałam taką sytuację, że jechałam zatłoczoną ulicą i na jezdnię wbiegł mężczyzna. W ostatniej chwili zahamowałam i wcisnęłam klakson. Mężczyzna podniósł wzrok i rozpoznałam w nim ówczesnego polskiego ministra spraw zagranicznych. Myślę, że nie muszę podawać jego nazwiska i każdy domyśli się, o kogo chodzi. Dodam tylko, że jest on bardzo mocno związany z Oxfordem. Tak oto uratowałam życie naszemu ministrowi i uniknęłam oskarżenia o zamach (śmiech).
     
     - Spoczywa na Tobie ogromna odpowiedzialność.
     - Tak, ale staram się nie myśleć o odpowiedzialności, z którą wiąże się mój zawód. Gdybym myślała o tym codziennie, byłabym bardzo zestresowana. Gdybym się stresowała, ryzyko wypadku byłoby większe.
     
     - A jacy są twoi pasażerowie?

     - Są pasażerowie, którzy są naprawdę bardzo mili, np. zostawiają mi jabłko, batona, butelkę wody. Jestem związana z osobami, które regularnie podróżują moimi liniami. Gdy nie widzę danego pasażera przez pewien czas, zaczynam się martwić i myślę, co u niego. W kwietniu tego roku moim pasażerem był Norman Davies, znany historyk. Chwilę podyskutowaliśmy o obecnej sytuacji Polski i Wielkiej Brytanii, po czym profesor wysiadł. Spotkałam go pół godziny później na przystanku, na którym wcześniej wsiadał. Dał mi prezent – książkę z dedykacją: „Dla Aleksandry z pięknego Elbląga” oraz zaprosił mnie na kawę. Oczywiście przyjęłam zaproszenie. Wożę także Richarda Bransona [twórca Virgin Group, przyp.red.], gdy ten chce jechać do sklepu po bułki (śmiech). Wśród moich pasażerów są także aktorzy, m.in. Jeremy Irons, Rowan Atkinson czy Glenn Close. Oczywiście są również osoby, które są nieprzyjemne, bo np. są pod wpływem alkoholu czy nie podoba im się cena biletu. Przykre sytuacje związane z moim akcentem czy pochodzeniem zdarzają się bardzo rzadko.
     
     - Po Oxfordzie jeździsz już 9 lat. Gdy wracasz do Polski, na pewno oceniasz, jak Polacy zachowują się na drodze.

     - Myślę, że w Polsce jeździ się brawurowo i niecierpliwie. Polacy jeżdżą za szybko, nie ustępują innym pojazdom pierwszeństwa i często je wyprzedzają. Być może dla Polaków styl jazdy, który preferują Anglicy jest flegmatyczny, jednak zdecydowanie jest bezpieczniejszy. Jeśli chodzi o kierowców autobusów, to zauważyłam, że oni m.in. wpuszczają pasażerów do kabiny, korzystają z telefonu komórkowego. Natomiast w Anglii to się nie zdarza, ponieważ jest to zabronione.
     
     - Jeszcze nie wspomniałyśmy, że w Anglii prowadzisz nie tylko normalne autobusy, lecz także piętrowe. Jest duża różnica pomiędzy prowadzeniem tych dwóch pojazdów?
     
- Nie, trzeba tylko pamiętać, aby lepiej nie przejeżdżać pod niskim mostem (śmiech).
     
     - Odczuwasz monotonię? To już tyle lat…
     - … na tych samych trasach (śmiech). Z jednej strony tak, ale z drugiej nie. Dla mnie każdy dzień jest inny! Codziennie dzieje się coś nowego. Bardzo lubię obserwować świat wokół mnie i często zwracam uwagę na pozornie nieistotne sprawy: potrafię zachwycić się wschodem słońca, mgłą, końmi, które pasą się na pastwiskach. Ta praca daje mi dużo bodźców. Poza tym zajmuję stanowisko kierownicze, mam przeszklone biuro z pięknym widokiem, służbowego mercedesa. Jak mam nie lubić swojej pracy? (śmiech)
     
     - Rozumiem, że do końca życia chciałabyś być kierowcą?
     - Oczywiście. Jest to praca, którą bardzo lubię. Niczego nie planuję i czuję się spełniona. Mam nadzieję, że wszystko pozostanie takie, jakie jest.
     
     - Praca pracą, a w jaki sposób spędzasz wolny czas?
     - Tak jak wspomniałam, bardzo lubię robić zdjęcia. Kolejną moją pasją jest piłka nożna. Założyłam w Wielkiej Brytanii pierwszą polonijną, żeńską drużynę futbolową. Nazywamy się „Żubry Oxford Ladies” w skrócie „Żubrówki”.

Anna Kaniewska
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
Reklama