Niedziela 24-06-2018, imieniny Jana, Danuty
 
Rek

UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później

Fascynują mnie ludzkie twarze (Elblążanie z pasją, odc. 6)

 
Elbląg, Fascynują mnie ludzkie twarze (Elblążanie z pasją, odc. 6) Marian Lubawski w Indonezji, na wyspie wielorybników (fot. archiwum Mariana Lubawskiego)
Rek

Za aparat chwycił 11 lat temu. Najpierw fotografował krajobrazy, podobne do tych na pocztówkach. Wkrótce zainteresował się zdjęciami...twarzy i odkrył w sobie podróżniczą żyłkę. Marian Lubawski, bohater dzisiejszego odcinka z cyklu „Elblążanie z pasją”, odwiedza najdalsze zakątki świata w poszukiwaniu osób, które uwiecznia na zdjęciach. Z jednej podróży przywozi około półtora tysiąca zdjęć.

- Wybiera pan cel podróży. Co dalej?
     - Piszę program podróży: wybieram miejsca, które chcę zobaczyć, zastanawiam się, ile czasu mi to zajmie. Staram się dowiedzieć jak najwięcej o kraju, do którego wyjeżdżam. Nie do wszystkich miejsc można jechać o każdej porze roku, dlatego z dużym wyprzedzeniem organizuję urlop. W końcu rezerwuje przeloty, wizy no i jadę. Zazwyczaj podróżuję wraz z kolegą. Nie zabieram całej rodziny, bo jest za duże ryzyko i zbyt wiele kłopotów organizacyjnych. Gdy już jesteśmy na miejscu, próbujemy nawiązać kontakty z miejscową ludnością, często korzystamy z pomocy tubylców, którzy mogą nas oprowadzić i zapoznać z panującymi zwyczajami.
     
     - Czy łatwo jest nawiązać kontakty z tubylcami?
     - W większości krajów ludzie są życzliwi. Kraje azjatyckie są bardzo otwarte na przybyszów. Podobnie jest w Indonezji. Żyją tam weseli i uśmiechnięci ludzie, chętni do nawiązywania kontaktów. Jednak są regiony, w których ludzie są zamknięci, nie bardzo chcą rozmawiać... Po drugie nie potrafią, bo nie znają języków. Pamiętam, że w Papui była bardzo utrudniona komunikacja między ludźmi, a to dlatego, że żyją tam plemiona, które mieszkają wysoko w górach, z dala od cywilizacji.
     
     - Zapewne nie wszystkie plemiona są przychylnie nastawione do obcych.
     - To prawda. Gdy byłem w Etiopii wiele lat temu, najbardziej zależało mi na spotkaniu z plemieniem Mursi. Są to wojownicy, którzy żyją w południowej części kraju. Tam było dosyć niebezpiecznie, bo tubylcy popijają, skądś mają alkohol i są wtedy bardzo wrodzy. Mogą zastrzelić, bo chodzą z karabinami, więc tam mieliśmy problemy. Z kolei w Papui żyją ostatni kanibale. Jakiś czas temu, kolega, który mieszka w Indonezji, przysłał mi wycinek z gazety informujący o tym, że miejscowa policja złapała kilku kanibali.
     
     - Spodziewam się, że w podróży natknął się Pan na więcej dziwnych albo zaskakujących tradycji.
     - Ciekawym, ale bardzo krwawym rytuałem, są obrzędy pogrzebowe w rejonie Tana Toraja na wyspie Sulawesi. Gdy ktoś umrze, na jego cześć wybija się bawoły, świnie i buduje się wioskę - całą z bambusów. Jest to uroczystość, która trwa kilka dni. Do Tana Toraja przyjeżdżają reporterzy z całego świata, żeby ten rytuał zobaczyć. Ja akurat miałem okazję być na takim pogrzebie, gdzie zabito 26 bawołów. Kiedy umiera dorosły człowiek, chowają go w jaskiniach lub w grobie wykutym w skale. Na podobieństwo zmarłego osadzają blisko miejsca pochówku figurkę Tau Tau. Z Innym ciekawym zwyczajem spotkałem się na wyspie Lembata. Mieszkają tam bardzo biedni i smutni ludzie; żyją tylko z połowu wielorybów, a robią to w tradycyjny sposób, który praktycznie nie zmienił się od setek lat. Z drewnianych łodzi wskakują do wody i wbijają harpun w zwierzę. Oczywiście tak samo polują również na inne ryby, takie jak marliny, delfiny czy manty.
     
     - Jak ludzie, którym obce są najprostsze techniczne wynalazki, reagują na aparat?
     - W wiosce w zachodniej Papui dzieci bały się aparatu. Chowały się w zaroślach i chatach. Ale z biegiem czasu się oswoiły. Pokazałem im, jak wyglądają na małym wyświetlaczu i zaczęły coraz chętniej podchodzić.
     
     - Egzotyczna przyroda musi pięknie wychodzić na zdjęciach, a jednak fotografuje pan głównie ludzi. Dlaczego?
     - Kiedyś fotografowałem wszystko. Co się napotkało. Robiłem też zdjęcia krajobrazom, takim jak na pocztówkach. To były bardzo popularne fotografie, których jest mnóstwo w internecie. Jednak taka tematyka mnie nie satysfakcjonowała. Po prostu uznałem, że ludzie i ich środowisko, ich miejsce zamieszkania, twarze to jest chyba najlepsza, najciekawsza dziedzina fotografii i to mnie najbardziej fascynuje.

  Jedno ze zdjęć z Zachodniej Papui (fot. archiwum Mariana Lubawskiego) Jedno ze zdjęć z Zachodniej Papui (fot. archiwum Mariana Lubawskiego)


     - Co jest według Pana najważniejsze w fotografowaniu ludzi?
     - Nawiązać kontakt z osobą, którą chce się sfotografować. Oczywiście, czasem robię zdjęcia znienacka, tak że nikt ich się nawet nie spodziewa. Ale najciekawsze fotografie wychodzą, gdy sobie posiedzę, pogadam z tubylcem. On się rozluźni, trochę zorientuje, o co w tym wszystkim chodzi i wtedy próbuję mu zrobić zdjęcie.
     
     - Na czym wtedy  należy skupić uwagę?
     -Trudno powiedzieć, każda chwila jest inna. Jeden ma bardzo ciekawą twarz; dziwne, zmęczone, zorane, że tak powiem, rysy. U drugiego jest ważna cała postać, bo trzyma w ręku na przykład karabin czy jakąś tam maczetę. Inny wykonuje ciekawą czynność, a inny po prostu jest. Na to nie ma reguły.
     
     - Oglądałam zdjęcia, które zrobił Pan w Polsce. To chyba głównie krajobrazy. Bardzo podobały mi się „Żuławskie Wierzby”, które na zdjęciu wyglądają bardzo egzotycznie.
     - Zawsze staram się zrobić takie zdjęcie, którego jeszcze nikt nie zrobił. Chcę, żeby było najciekawsze i jedyne w swoim rodzaju. Te wierzby sfotografowałem za Gronowem Elbląskim. Jeździłem w to miejsce kilka razy. O każdej porze dnia były inne warunki i dopiero po kilku próbach udało się osiągnąć cel, jakiego oczekiwałem.
     
     - Fotografia wymaga wiele cierpliwości. A jaką rolę w robieniu zdjęć pełni profesjonalny sprzęt?
     - Ktoś kiedyś powiedział, z czym się w pełni zgadzam, że nie aparat robi zdjęcia tylko my. Gorszymi aparatami dobrzy fotografowie robili doskonałe zdjęcia. Dlatego uważam, że sprzęt nie jest najważniejszy, on ma jedynie pomóc.
     
     Marian Lubawski jest jednym z najaktywniejszych uczestników naszego konkursu Fotka Miesiąca.
     
     

Rozmawiała Aleksandra Szocik
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
Pokazuj od
najnowszych
Reklama

To kupisz w pasażu portElu

AMK Szkło ozdobne 2
AMK Kuchnia 6
AMK-Szafa z drzwiami suwanymi
Szkło ozdobne 5