Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Wtorek 21-11-2017, imieniny Janusza, Konrada
 
Rek

UWAGA!

Zamknij Zamknij
Rek
Rek
Telefon portElu Halo, tu portEl
512 918 555

Wiadomości

Na osiedlu

Gospodarka

Społeczeństwo

Kultura

Sport

Na uczelniach

Zbrodnia i kara

Prasówka

Jej portEl

Kina i teatr

Konkursy

Dawny Elbląg

Poradnik

Hit czy kit?

Po godzinach

Fotoreportel

W drogę W drogę

Fascynują mnie ludzkie twarze (Elblążanie z pasją, odc. 6)

 
Elbląg, Fascynują mnie ludzkie twarze (Elblążanie z pasją, odc. 6) Marian Lubawski w Indonezji, na wyspie wielorybników (fot. archiwum Mariana Lubawskiego)
Rek

Za aparat chwycił 11 lat temu. Najpierw fotografował krajobrazy, podobne do tych na pocztówkach. Wkrótce zainteresował się zdjęciami...twarzy i odkrył w sobie podróżniczą żyłkę. Marian Lubawski, bohater dzisiejszego odcinka z cyklu „Elblążanie z pasją”, odwiedza najdalsze zakątki świata w poszukiwaniu osób, które uwiecznia na zdjęciach. Z jednej podróży przywozi około półtora tysiąca zdjęć.

- Wybiera pan cel podróży. Co dalej?
     - Piszę program podróży: wybieram miejsca, które chcę zobaczyć, zastanawiam się, ile czasu mi to zajmie. Staram się dowiedzieć jak najwięcej o kraju, do którego wyjeżdżam. Nie do wszystkich miejsc można jechać o każdej porze roku, dlatego z dużym wyprzedzeniem organizuję urlop. W końcu rezerwuje przeloty, wizy no i jadę. Zazwyczaj podróżuję wraz z kolegą. Nie zabieram całej rodziny, bo jest za duże ryzyko i zbyt wiele kłopotów organizacyjnych. Gdy już jesteśmy na miejscu, próbujemy nawiązać kontakty z miejscową ludnością, często korzystamy z pomocy tubylców, którzy mogą nas oprowadzić i zapoznać z panującymi zwyczajami.
     
     - Czy łatwo jest nawiązać kontakty z tubylcami?
     - W większości krajów ludzie są życzliwi. Kraje azjatyckie są bardzo otwarte na przybyszów. Podobnie jest w Indonezji. Żyją tam weseli i uśmiechnięci ludzie, chętni do nawiązywania kontaktów. Jednak są regiony, w których ludzie są zamknięci, nie bardzo chcą rozmawiać... Po drugie nie potrafią, bo nie znają języków. Pamiętam, że w Papui była bardzo utrudniona komunikacja między ludźmi, a to dlatego, że żyją tam plemiona, które mieszkają wysoko w górach, z dala od cywilizacji.
     
     - Zapewne nie wszystkie plemiona są przychylnie nastawione do obcych.
     - To prawda. Gdy byłem w Etiopii wiele lat temu, najbardziej zależało mi na spotkaniu z plemieniem Mursi. Są to wojownicy, którzy żyją w południowej części kraju. Tam było dosyć niebezpiecznie, bo tubylcy popijają, skądś mają alkohol i są wtedy bardzo wrodzy. Mogą zastrzelić, bo chodzą z karabinami, więc tam mieliśmy problemy. Z kolei w Papui żyją ostatni kanibale. Jakiś czas temu, kolega, który mieszka w Indonezji, przysłał mi wycinek z gazety informujący o tym, że miejscowa policja złapała kilku kanibali.
     
     - Spodziewam się, że w podróży natknął się Pan na więcej dziwnych albo zaskakujących tradycji.
     - Ciekawym, ale bardzo krwawym rytuałem, są obrzędy pogrzebowe w rejonie Tana Toraja na wyspie Sulawesi. Gdy ktoś umrze, na jego cześć wybija się bawoły, świnie i buduje się wioskę - całą z bambusów. Jest to uroczystość, która trwa kilka dni. Do Tana Toraja przyjeżdżają reporterzy z całego świata, żeby ten rytuał zobaczyć. Ja akurat miałem okazję być na takim pogrzebie, gdzie zabito 26 bawołów. Kiedy umiera dorosły człowiek, chowają go w jaskiniach lub w grobie wykutym w skale. Na podobieństwo zmarłego osadzają blisko miejsca pochówku figurkę Tau Tau. Z Innym ciekawym zwyczajem spotkałem się na wyspie Lembata. Mieszkają tam bardzo biedni i smutni ludzie; żyją tylko z połowu wielorybów, a robią to w tradycyjny sposób, który praktycznie nie zmienił się od setek lat. Z drewnianych łodzi wskakują do wody i wbijają harpun w zwierzę. Oczywiście tak samo polują również na inne ryby, takie jak marliny, delfiny czy manty.
     
     - Jak ludzie, którym obce są najprostsze techniczne wynalazki, reagują na aparat?
     - W wiosce w zachodniej Papui dzieci bały się aparatu. Chowały się w zaroślach i chatach. Ale z biegiem czasu się oswoiły. Pokazałem im, jak wyglądają na małym wyświetlaczu i zaczęły coraz chętniej podchodzić.
     
     - Egzotyczna przyroda musi pięknie wychodzić na zdjęciach, a jednak fotografuje pan głównie ludzi. Dlaczego?
     - Kiedyś fotografowałem wszystko. Co się napotkało. Robiłem też zdjęcia krajobrazom, takim jak na pocztówkach. To były bardzo popularne fotografie, których jest mnóstwo w internecie. Jednak taka tematyka mnie nie satysfakcjonowała. Po prostu uznałem, że ludzie i ich środowisko, ich miejsce zamieszkania, twarze to jest chyba najlepsza, najciekawsza dziedzina fotografii i to mnie najbardziej fascynuje.

  Jedno ze zdjęć z Zachodniej Papui (fot. archiwum Mariana Lubawskiego) Jedno ze zdjęć z Zachodniej Papui (fot. archiwum Mariana Lubawskiego)


     - Co jest według Pana najważniejsze w fotografowaniu ludzi?
     - Nawiązać kontakt z osobą, którą chce się sfotografować. Oczywiście, czasem robię zdjęcia znienacka, tak że nikt ich się nawet nie spodziewa. Ale najciekawsze fotografie wychodzą, gdy sobie posiedzę, pogadam z tubylcem. On się rozluźni, trochę zorientuje, o co w tym wszystkim chodzi i wtedy próbuję mu zrobić zdjęcie.
     
     - Na czym wtedy  należy skupić uwagę?
     -Trudno powiedzieć, każda chwila jest inna. Jeden ma bardzo ciekawą twarz; dziwne, zmęczone, zorane, że tak powiem, rysy. U drugiego jest ważna cała postać, bo trzyma w ręku na przykład karabin czy jakąś tam maczetę. Inny wykonuje ciekawą czynność, a inny po prostu jest. Na to nie ma reguły.
     
     - Oglądałam zdjęcia, które zrobił Pan w Polsce. To chyba głównie krajobrazy. Bardzo podobały mi się „Żuławskie Wierzby”, które na zdjęciu wyglądają bardzo egzotycznie.
     - Zawsze staram się zrobić takie zdjęcie, którego jeszcze nikt nie zrobił. Chcę, żeby było najciekawsze i jedyne w swoim rodzaju. Te wierzby sfotografowałem za Gronowem Elbląskim. Jeździłem w to miejsce kilka razy. O każdej porze dnia były inne warunki i dopiero po kilku próbach udało się osiągnąć cel, jakiego oczekiwałem.
     
     - Fotografia wymaga wiele cierpliwości. A jaką rolę w robieniu zdjęć pełni profesjonalny sprzęt?
     - Ktoś kiedyś powiedział, z czym się w pełni zgadzam, że nie aparat robi zdjęcia tylko my. Gorszymi aparatami dobrzy fotografowie robili doskonałe zdjęcia. Dlatego uważam, że sprzęt nie jest najważniejszy, on ma jedynie pomóc.
     
     Marian Lubawski jest jednym z najaktywniejszych uczestników naszego konkursu Fotka Miesiąca.
     
     

Rozmawiała Aleksandra Szocik
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
Pokazuj od
najnowszych
Reklama