Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Środa 07-12-2016, imieniny Ambrożego, Marcina
 
Rek

UWAGA!

I ty możesz zostać dobroczyńcą!

Rozmowa z Tomaszem Schimankiem, zastępcą dyrektora Akademii Rozwoju Filantropii w Warszawie.

W Fundacji Elbląg odbyło się wczoraj szkolenie na temat korzyści, jakie płyną z filantropii. Dzięki niej pojedyncze osoby czy grupy otrzymują wsparcie. A jak na dobroczynności korzysta lokalna społeczność i organizacje pozarządowe?
     Tomasz Schimanek: Filantropia pozwala pomóc tym członkom zbiorowości, którzy gorzej radzą sobie w życiu. Przede wszystkim chodzi o osoby, które dotyka lub lada chwila może dotknąć problem społecznego wykluczenia. Myślę np. o młodych ludziach. Wkraczając w dorosłość, mają oni problemy ze znalezieniem pracy i dlatego już na starcie są zagrożeni znalezieniem się na marginesie. Są to też osoby starsze, które czasem, pozbawione kontaktu ze światem, czują się niepotrzebne i schodzą na margines życia społecznego. Takich grup jest wiele. Pomoc, jaka do nich dociera, jest ważna dla całej lokalnej społeczności, bo im takich osób mniej, tym bardziej społeczność staje się mocniejsza. Jest to również ważne dlatego, że konieczność pomocy prędzej czy później rodzi konkretne koszty i nawet jeśli wydaje nam się, że tych kosztów nie ponosimy, to przecież wszyscy płacimy podatki, które w dużej mierze idą właśnie na wsparcie tego rodzaju osób. Jeżeli zatem dzięki filantropii ludzie zaczynają lepiej radzić sobie w życiu, koszty automatycznie zmniejszają się, a społeczność ma pieniądze na realizację innych celów. Bardziej kontrowersyjne i jeszcze nie do końca powszechnie akceptowane są korzyści, jakie z dobroczynności czerpią pośrednicy między darczyńcami a odbiorcami, czyli organizacje. Ich rola jest szalenie ważna. W większości przypadków działają one bowiem blisko potrzebujących, więc z reguły bardzo dobrze wiedzą, czego im potrzeba. Panuje głębokie przekonanie, że w przypadku filantropii pośrednik nie powinien odnosić korzyści, jego rola powinna sprowadzać się wyłącznie do dystrybuowania pomocy. Jednak żeby skutecznie pełnić swoją rolę, organizacje pozarządowe muszą mieć przygotowaną do tego kadrę, czasami fachowców, muszą badać, czy właściwie odpowiadają na istniejące potrzeby, wreszcie muszą mieć biuro, samochód itd., chociażby po to, żeby rozwieźć dary rzeczowe. A ponieważ organizacje z reguły same nie generują dochodów, muszą korzystać ze wsparcia z zewnątrz. Czasami, w zupełnie nieuzasadniony sposób, rodzi to proste skojarzenie, iż organizacje, że tak powiem, żerują na pomocy przekazywanej potrzebującym. Tymczasem jest to ten element niezbędny, korzyść dla organizacji, to, że one mogą wzmacniać swoje zasoby ludzkie, np. dokształcać pracowników czy wolontariuszy, żeby lepiej realizowali swoje zadania.
     
     W jaki sposób filantropia jest korzystna dla firm i przedsiębiorców?
     Także w tej kwestii istnieje głębokie przekonanie, że filantropia znaczy bezinteresowność. Na zachodzie Europy już dawno to przekonanie zostało obalone. W latach osiemdziesiątych Anglicy robili duże badania i okazało się, że spośród ludzi, którzy wspierają działania społeczne albo jako wolontariusze angażują się w pracę organizacji, zaledwie niecałe trzy procent robi to z powodów czysto altruistycznych. Pozostałe 97 procent chce mieć z tego jakąś korzyść, np. w postaci poznania nowych ludzi, bycia potrzebnym, zdobycia doświadczenia, które ułatwi znalezienie pracy itd. U nas takich badań nie było, ale podejrzewam, że wyniki byłyby podobne. Musimy sobie uświadomić, że nie ma nic złego w tym, że ktoś, kto wspiera innych, sam chce mieć z tego jakąś korzyść. W
     Akademii Rozwoju Filantropii robiliśmy badania wśród dużych firm. Okazuje się, że jeśli chodzi o dobroczynność, to na pierwszym miejscu znalazła się motywacja związana z identyfikacją z danym problemem, z odruchem serca. Najczęściej ktoś, kto w firmie podejmuje decyzje o przyznaniu wsparcia, ma np. w rodzinie osobę upośledzoną. Wtedy nie trzeba go przekonywać, że warto wspierać działalność na rzecz takich osób. Na drugim miejscu znalazło się budowanie pozytywnego wizerunku. Firmy wspierają działania społeczne, aby postrzegano je nie tylko jako tych, którzy są zainteresowani np. sprzedażą własnych towarów, ale również jako takich, którzy myślą szerzej, chcą rozwiązywać problemy lokalnych społeczności. To jest szalenie ważna rzecz, którą trzeba brać pod uwagę, jeśli chce się współpracować z biznesem. Motywacji do udzielania pomocy może być jeszcze więcej, ale w przypadku biznesu te dwie okazują się najsilniejsze.
     
     Na co jeszcze powinny zwracać uwagę osoby, które będą próbowały zachęcić potencjalnych darczyńców?
     W podejściu społeczności do tego, co jest akceptowalne, a co jeszcze nie, widać pewne zróżnicowanie. Jest z tym różnie w zależności od regionu a nawet miasta. Nie będę namawiał, by nagle łamać stereotypy, tylko żeby powoli je zmieniać. Uczestników szkolenia chciałem przede wszystkim zainspirować, by zastanowili się, jakie korzyści z filantropii mogą pojawić się w warunkach elbląskich. Co z dobroczynności można w tym momencie zaoferować społeczności, organizacjom i biznesowi, a co np. jest pewnym wyzwaniem, do czego trzeba dojść, bo na razie jest tutaj zupełnie nieakceptowane, choć ważne?
     
     Co ma Pan na myśli?
     Na przykład wspomnianą już kwestię budowania dobrego wizerunku. To dla niektórych bywa trudne do przełknięcia. Czasami jest wyraźne oczekiwanie, żeby biznes wspierał, ale na nic w zamian za to nie liczył, bo powinien to robić z pobudek altruistycznych.
     
     To kwestia indywidualnego podejścia do danej firmy.
     Tak. Budować wizerunek można na tysiąc różnych sposobów. Te sposoby są strasznie ważne, ale muszą być dostosowane właśnie do tego, co jest akceptowane w danej społeczności. Gdzieś tam sprawdził się np. bal charytatywny jako forma uhonorowania darczyńców, w tym biznesu. Inne organizacje stwierdziły: aha, skoro to się tak znakomicie sprawdziło, my również zorganizujemy takie bale. Były one wielką porażką, bo okazało się, że akurat w miejscach działania tych organizacji taka formuła nie działa.
     
     10 maja w Elblągu odbędzie się doroczna gala, w czasie zostanie rozstrzygnięty konkurs na Filantropa Roku. Jak jest w Polsce z dobroczynnością?
     Jedne badania pokazują, że jest lepiej, inne, że trochę gorzej. Ja uważam, że jednak jest lepiej, dlatego, że coraz więcej o tym się mówi, łamie się stereotypy, więcej organizacji rozumie też, że darczyńcy chcą mieć jakieś korzyści i przedstawia oferty, które rzeczywiście pozwalają biznesowi te korzyści osiągnąć. Dzięki temu biznes coraz chętniej angażuje się w filantropię.
     
     Także każdy z nas ma możliwość przekazania organizacjom pożytku publicznego jednego procenta swojego podatku.
     To dopiero początki i zobaczymy, jak dalej będzie się rozwijać sytuacja. Natomiast gorąco wierzę, że podatnicy rzeczywiście będą przekazywać jeden procent podatku, bo - moim zdaniem - jest to obywatelski obowiązek. Państwo mówi do nas: obywatelu, czasami masz wątpliwości, co robimy z twoimi podatkami i teraz, choć tylko w zakresie jednego procenta, ale możesz zadecydować, na co pójdzie twój podatek. Obecnie mamy bodaj ponad 4600 organizacji pożytku publicznego. Jest więc w czym wybierać - i wszystkich oczywiście zachęcam do tego.
     
     

Rozmawiała Joanna Torsh
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
Reklama