Poniedziałek 10-12-2018, imieniny Bogdana, Julii
 
Reklama w Elblągu
Rek

UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później
Zamknij Zamknij
Reklama w Elblągu
Rek

Leśnik z sokołem

Elbląg, Leśnik z sokołem Michał i Frida (fot. Radek Śmietanko).

Sokolnictwo. Dla wielu ludzi to zajęcie wymarło razem z ostatnimi rycerzami. Dla innych jest to hobby snobistycznych arystokratów. A dla jeszcze innych - po prostu sposób na życie. Do tej trzeciej grupy należy bez wątpienia Michał Bień, uczeń czwartej klasy Technikum Leśnego w Warcinie i przewodniczący Ośrodka Rehabilitacji Ptaków Drapieżnych Dżawat, który mieści się przy szkole.

- Technikum istnieje od lat 50. Warcino leży około 30 kilometrów od Słupska. Uczymy się w historycznych wnętrzach, gdyż szkoła mieści się w dawnym pałacu Bismarcka. Klimat w niej jest zupełnie inny niż w takich murowanych, betonowych szkołach, jakie są np. w Elblągu - opowiada Michał Bień. - W ośrodku natomiast zajmujemy się rehabilitacją ptaków drapieżnych, ale nie tylko, bo trafiają do nas także inne zwierzęta. Ośrodek istnieje od 1996 roku, wcześniej, do lat 70. była tam sokolarnia. Aktualnie w ośrodku znajduje się około pięćdziesięciu ptaków drapieżnych: pustułek, myszołowów i puszczyków - to najczęściej pojawiające się gatunki. Mamy też parę bocianów.
     W ośrodku pracuje obecnie dziewięć osób, każda ma przydzieloną jedną albo dwie woliery, w każdej wolierze jest kilka ptaków. Michał ma teraz trzech podopiecznych; opiekuje się ptakami, karmi je, sprząta wolierę.
     Jak dostać się do takiej szkoły i do Ośrodka Rehabilitacji?
     - Chciałem iść do tej szkoły, bo od ojca dowiedziałem się, że jest tam sokolarnia, że zajmują się tam ptakami - mówi Michał Bień. - To mi się spodobało. Dostać się do szkoły to nie jest problem, ale dostać się do ośrodka jest trudniej - zajęcia w ośrodku są zajęciami pozalekcyjnymi. Na początku dostaje się opiekuna, osobę starszą doświadczeniem, która nas uczy. Jest się jakby czeladnikiem. Następnie trzeba zdać przynajmniej trzy egzaminy, m.in. z biologii ptaków drapieżnych Polski i Europy, wiedzieć, gdzie żyją, co jedzą, jak się rozmnażają - dosłownie wszystko na ich temat. Kolejny egzamin to instrukcja układania jastrzębi i potem sokołów, czyli co i jak zrobić, żeby ptaki ładnie latały i nie uciekały.
     Na nasze spotkanie Michał przyszedł z niecodziennym towarzyszem - samicą raroga górskiego o imieniu Frida, która przysłuchiwała się rozmowie.
     - Frida ma siedem lat i nie jest akurat naszym rehabilitantem - przedstawia ptaka Michał. - Jest to mój prywatny ptak. Pochodzi z hodowli, została wychowana w zamknięciu, ma obrączkę. Każdy ptak musi mieć także rodowód, tak jak, powiedzmy, pies. Takie świadectwo hodowlane i obrączkę hodowlaną muszą mieć wszystkie ptaki drapieżne znajdujące się w hodowlach, gdyż bez nich jest ona nielegalna. Zdarza się, że jakaś babcia trzyma kilka pustułek w kartonie albo w klatce, na balkonie. Nie jest to dobre dla ptaków i takich rzeczy nie powinno się robić.
     Czasem właśnie takie „balkonowe” ptaki lądują w ośrodku. Częściej jednak zdarza się, że trafiają tam zwierzęta potrącone przez samochód, takie, które zaplątały się w siatkę albo skręciły skrzydło.
     - Przeważnie przynoszone są przez ludzi - mówi Michał. - Najczęściej trafiają się złamania skrzydeł, osobniki wycieńczone i młode, szczególnie teraz. Czasem sami znajdziemy jakieś zwierzę, które potrzebuje pomocy. I my od tego jesteśmy, żeby je wychowywać, a następnie zwracać środowisku metodami sokolniczymi. Mamy wyleczyć takiego ptaka, jeśli miał - dajmy na to - złamane skrzydło. Nie jest to łatwe, ale można to zrobić. Gdy już taki ptak wyzdrowieje, trzeba go „rozlatać”, żeby wyrobić ponownie mięśnie. No i rozpolować, żeby przypomniał sobie, jak to się robi. Bierzemy wtedy ptaka na rękawicę i metodami sokolniczymi zaczynamy go układać.
     Na początku ptak lata na dłużcu, czyli na sznurku. Długość sznurka zależy od tego, jaki to ptak - sokoły zazwyczaj latają wysoko, krążąc, więc dłużec ma większy zasięg niż np. w przypadku myszołowów czy błotniaków stawowych, które latają z gałęzi na rękawicę. A potem puszcza się ptaka bez dłużca.
     Jak to się dzieje, że ptaki puszczone wolno wracają?
     - Trzeba je tego nauczyć - wyjaśnia Michał. - Etap układania trwa, tak książkowo, około 21 dni. Ale to się różnie odbywa, bo to zależy od ptaka. Tak do miesiąca można ptaka układać, po tym czasie się go puszcza. Dzień wcześniej dajemy ptakowi trochę mniej jedzenia, żeby do nas wrócił. Jak go odwiązujemy i puszczamy, serce zaczyna nam mocniej bić. Jeśli wraca, to jest dobrze. Jeśli nie, to albo coś jest nie tak z ptakiem, albo z nami. Trzeba też ptaka przywabić z powrotem. Sokoły najczęściej wabi się na tzw. wabidło, czyli taki worek z piórami albo kawałkiem futerka i przyczepionym do niego mięsem, który uwiązujemy na sznurku i kręcimy nim w powietrzu, wabiąc w ten sposób ptaka. On do tego przylatuje, ale trzeba ptaka wcześniej nauczyć, by tak robił.
     Michał może puszczać ptaki „na spacery”, ale nie może z nimi polować. Na taki luksus mogą pozwolić sobie jedynie myśliwi (trzeba zdobyć odpowiednie uprawnienia). Dopiero wtedy można zostać prawdziwym sokolnikiem.
     Ptaki trzymane są w wolierach, czyli - jak tłumaczy Michał - w większych klatkach, wyglądem zbliżonych do gołębnika. Tyle, że w wolierach nie ma żerdzi i ptaki chodzą po ziemi. Jedną wolierę Michał ma w domu. Trzyma w niej dwa ptaki, samice błotniaka stawowego i raroga górskiego - Fridę.
     - Raróg górski należy do rodziny sokołów. To nie jest nasz, polski, rodzimy ptaszek. Pochodzi z bardziej ciepłych krajów, czyli z Hiszpanii, Włoch czy Turcji. W naszym kraju występuje tylko w hodowlach. Frida ma siedem lat. Kupiłem ją od kolegi i mam ją od roku. Pochodzi z polskiej hodowli.
     Sokoły są wykorzystywane np. na lotniskach, do odstraszania ptaków z pasów startowych. Grupa ludzi zajmująca się w Polsce „rozlatywaniem” nie jest zbyt liczna - jest to ok. 100-150 osób. Polujących jest jeszcze mniej - około pięćdziesięciu.
     Jeżeli kogoś interesuje opieka nad ptakami drapieżnymi, to nie pozostaje nic innego, jak tylko dostać się do szkoły w Warcinie, a następnie dużo uczyć, by móc zostać rehabilitantem tych pięknych zwierząt. A w przyszłości, kto wie, może nawet sokolnikiem?
Radek Śmietanko
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
Pokazuj od
najnowszych
Reklama

To kupisz w pasażu portElu

Kalendarz Książkowy z Grawerem
Pieczątki Firmowe
Żarówki LED
Kalendarz Książkowy A5 Firmowy