Czwartek 18-10-2018, imieniny Łukasza, Juliana
 
Rek

UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później
Rek
Telefon portElu Halo, tu portEl
512 918 555

Wiadomości

Wybory 2018

Sport

Gospodarka

Na osiedlu

Społeczeństwo

Na uczelniach

Kultura

Zbrodnia i kara

Dawny Elbląg

Jej portEl

Kina i teatr

Konkursy

Prasówka

Poradnik

Hit czy kit?

Po godzinach

Fotoreportel

Piękny jesienny poranek Piękny jesienny poranek

Mój ojciec gasił pożar hali nr 20

 
Elbląg, Mój ojciec gasił pożar hali nr 20 Eugeniusz Woźniakowski dziś wrócił na miejsce, gdzie w nocy z 16 na 17 lipca 1949 r. jego ojciec gasił pożar hali nr 20 (fot. MS)
Rek

Była godzina 2.21 lipcowej nocy 1949 roku. Bramą przy dzisiejszej ulicy Stoczniowej na teren Zakładów Mechanicznych im. Karola Świerczewskiego wjechała pierwsza sekcja strażaków. Ogień trawił halę nr 20, łunę widać było z każdego punktu w mieście. Wśród strażaków gaszących ten gigantyczny pożar, który stał się przyczynkiem do pokazowego, stalinowskiego procesu, był ojciec Eugeniusza Woźniakowskiego.

Było upalnie tak, jak dziś. W nocy z 16 na 17 lipca 1949 r. na terenie Zakładów Mechanicznych im. Karola Świerczewskiego wybuchł pożar. Nikt nie zginął, ale straty materialne były ogromne. Partia postawiła sprawę jasno: to sabotaż imperialistycznych sił.
     - To sprawka szpiegów, którzy tak pięknie rozwijającą się fabrykę turbin chcieli puścić z dymem – mówi Grażyna Wosińska, autorka książki „Pożar i szpiedzy” o Sprawie Elbląskiej.
     Zanim jednak ruszyła fala aresztowań, torturami wymuszanych zeznań i wreszcie wyroków, jakie zapadły w pokazowym stalinowskim procesie, na teren zakładu przyjechali strażacy.
     - Pierwsza sekcja wjechała bramą przy dzisiejszej ul. Stoczniowej – wskazuje Grażyna Wosińska. - Była godzina 2.21 w nocy. Dowódcą sekcji był Stefan Gładkowski. Bardzo szybko zorientował się, że potrzebna jest sekcja druga, która też miała dyżur w tym czasie. Zadzwonił po wsparcie o godz. 2.25, a strażacy byli na miejscu o 2.28. Ważne jest to, co zobaczyli ci pierwsi, gdy dotarli pod halę nr 20 – podkreśla Grażyna Wosińska. - Wówczas już 2/3 dachu było w ogniu. Podjęto jedyną możliwą decyzję – nie gasimy hali, a wszystko obok, by ogień się nie przeniósł. Taki to był wielki pożar. Widać było go z każdego punktu w mieście.
     W pierwszej sekcji strażaków był ojciec Eugeniusza Woźniakowskiego, Stanisław. Rodzina w 1946 r. przyjechała do Elbląga z okolic Warszawy.
     - Ojciec najpierw zakładał linie energetyczne, później wstąpił do straży pożarnej zakładowej, a następnie został strażakiem zawodowym – wspomina Eugeniusz Woźniakowski. - Tamten okres znam właściwie ze zdjęć czy opowieści starszych braci, bo sam urodziłem się dwa miesiące po pożarze hali nr 20 – kontynuuje. - W domu za bardzo się o tym nie mówiło. Z tego, co pamiętam, mówiono, że ojca kilka dni nie było w domu. Na terenie zakładu strażników trzymano dwa tygodnie po pożarze więc zakładam, że mogło to też dotyczyć strażaków. Wszyscy martwili się w domu, bo to były straszne czasy. Wspominano, że był to duży pożar, do którego szybko zbierano strażaków. Ten nie miał czapki, ten hełmu, innego z domu zabrali. Taki pośpiech był.
     - Ojca wzywano na przesłuchania – wspomina Eugeniusz Woźniakowski. - Mama się wówczas strasznie martwiła. Jednak żadnych zarzutów mu nie postawiono i do 1963 r. pracował w straży pożarnej. Zmarł pięć lat później i jest pochowany na cmentarzu przy ul. Agrykola, naprzeciwko swojego dawnego dowódcy.
     Ojciec Eugeniusza Woźniakowskiego miał szczęście, którego zabrakło m.in. Stefanowi Gładkowskiemu.
     - Miesiąc trzymało go UB, potem też go ciągano na przesłuchania. Pewnie dlatego, że był pierwszy na miejscu pożaru – mówi Grażyna Wosińska.

  Po ojcu, który był strażakiem zostały stare zdjęcia (fot. MS) Po ojcu, który był strażakiem zostały stare zdjęcia (fot. MS)

Do 1 września 1949 r. aresztowano ok. 150 osób – mężczyzn i kobiety, bez żadnych podstaw. Głównymi podejrzanymi byli strażnicy, strażacy zakładowi, inni pracownicy "Świerczewskiego" – głównie reemigranci z Francji. Zarzucono im współpracę z obcym wywiadem, podpalenie hali, byli wrogami Polski Ludowej. Szefem siatki wywiadowczo-dywersyjnej miał być Jean Bastard – Francuz mieszkający w Elblągu.
     W więzieniach torturami wymuszano zeznania  W Sprawie Elbląskiej skazani na pozbawienie wolności byli: Stefan Czyż (dożywotnie pozbawienie wolności), Adam Basista (15 lat), Bolesław Jagodziński (15 lat), Bolesław Bobulis (12 lat), Edward Dawidowicz (12 lat), Józef Olejniczak (11 lat).
     Karę śmierci sąd wojskowy orzekł wobec trójki oskarżonych: Jeana Bastarda, Alojzego Janasiewicza, Andrzeja Skrzesińskiego.
     Po kilku latach spędzonych w stalinowskim więzieniu wyszli na wolność, by przez kolejne lata borykać się z brakiem pracy i nędzą. Zostali w końcu uniewinnieni, ale, wbrew pozorom, Sprawa Elbląska nie zakończyła się do dziś. Winni nie zostali bowiem rozliczeni.

Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
Pokazuj od
najnowszych
  • Mój ojciec gasił pragnienie.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    6 7
    (2016-06-25)
  • W nagłówku kłamstwo, w podpisie kolejne - nie tylko pan Eugeniusz nie wrócił na miejsce pożaru (nie mógł wrócić bo urodził się po tym wydarzeniu - co najwyżej przyszedł w to miejsce na trzy tygodnie przed kolejną rocznicą), ale i hala nie była gaszona jak wynika z tekstu, bo akcja gaśnicza miała inny przebieg. Nie wiem też kto nie został rozliczony - podpalacze czy prokuratorzy i sędziowie, a data pożaru sugeruje że sprawa jest jednak zakończona, chyba że IPN przesłucha szkielety. Proszę o nie uleganie wpływom prasy brukowej.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    10 1
    (2016-06-25)
  • Pewnikiem to był wpływ faszystowskiej instalacji elektrycznej, jednak faszyści cudownie wyginęli w 1945 więc trzeba było szukać innych kozłów.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    2 0
    (2016-06-25)
  • Widać po komentarzach, że Elbląg to nie miasto, to stan umysłu.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    3 0
    (2016-06-25)
  • Oprawcy stalinowscy i ich pózniejsi zastepcy ubecy i sbecy maja sie dobrze w całym kraju do dzis. W Elblagu również. Ta sprawa nigdy nie zostanie wyjasniona. Szukali podpalaczy to złapali. Niektórzy przesladowani zostali bohaterami przez przypadek że tam sie znalezli albo musieli wykonywac polecenia
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    6 0
    (2016-06-26)
  • Miszkurka2000 Po co temu panu takie pazury?
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    Miszkurka2000(2016-06-26)
  • Jeżeli wymieniać to wszystkich skazanych, albo wymieniać z zastrzeżeniem "m. in. " Chodzi mi tu m. in. o śp. Pana Czuchnowskiego - zasłużonego zamechowca.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    2 0
    byłyzamechowiec(2016-06-26)
Reklama

To kupisz w pasażu portElu

Soczewki kontaktowe ALCON Air Optix Aqua
Okulary korekcyjne JUST CAVALLI
OKOWOKO s.c.
Okulary korekcyjne JUST CAVALLI