Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Środa 22-11-2017, imieniny Cecylii, Marka
 
Rek

UWAGA!

Zamknij Zamknij
Rek

Najwięksi romantycy siedzą przy komputerach

Elbląg, Najwięksi romantycy siedzą przy komputerach Profesor Maciej Sysło (fot. AD)

Informatyka otacza nas prawie na każdym polu naszej życiowej aktywności. Dlaczego warto ją poznać? Jak jej uczyć? W jaki sposób zachęcić młodzież do podejmowania nauki na ścisłych kierunkach? Między innymi na te pytania odpowiedział nam prof. dr hab. Maciej Sysło, który gościł w ubiegłym tygodniu w elbląskim IV Liceum Ogólnokształcącym.

Profesor Maciej Sysło jest matematykiem związanym z Instytutem Informatyki Uniwersytetu Wrocławskiego oraz z Wydziałem Matematyki i Informatyki Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, jest również ekspertem w dziedzinie zastosowania informatyki w edukacji. W IV Liceum Ogólnokształcącym prowadził zajęcia przygotowujące do matury z informatyki w ramach programu Informatyka Plus dla uczniów elbląskich szkół średnich. Więcej o nich: „W świecie wielkiej informatyki”.
     
      Angelika Kosielska: – Jak się pracuje z uczniami z Elbląga? Jest pan wykładowcą akademickim, gdzie przyjęty jest inny sposób prowadzenia zajęć – jak więc pracuje się Panu z młodzieżą licealną?
     
Prof. Maciej Sysło: – Nie robiłbym takiej różnicy, rozgraniczenia. Uważam, że zwyczaj przedwojenny, kiedy profesorowie uczelni uczyli w szkołach średnich, jest bardzo dobrym pomysłem, do którego warto by wrócić. Zachowana była ciągłość, której teraz brakuje na uczelniach. Kolejny przykład – wielu nauczycieli akademickich bierze udział w pisaniu podręczników. Ale jak się nie ma kontaktu ze szkołą, to te podręczniki wychodzą na akademickie. Muszę powiedzieć – bo nadzoruję tę sprawę merytorycznie – że obecnie dla niektórych wykładowców nie jest prostym zadaniem dostosować się do tego młodego człowieka, któremu musimy dać to, czego on oczekuje. Powinna wystąpić tu bardzo modna dziś w edukacji personalizacja, indywidualizacja kształcenia. Uczeń ma być w centrum, a nie nauczyciel. Czasami trudno wykładowcom, z ich pewną manierą akademicką, „przygiąć się” do uczniów szkoły średniej.
     A wracając do pytania – to jest fajna grupa uczniów. Jednak czy to jest Elbląg, czy jakaś inna miejscowość, to nie ma znaczenia. Są oczywiście szkoły, klasy w Polsce, o których wręcz mówi się „orły informatyki”, np. w Białymstoku, Gdyni, Toruniu. Talenty jednak można znaleźć wszędzie. Ten projekt został stworzony m.in. właśnie po to, by tych przeciętnych, zwykłych uczniów zachęcić do nauki informatyki. By młodym ludziom stworzyć motywacje do wyboru kierunków ścisłych, technicznych, które są przyszłością. Naszym celem jest, by to, co my robimy z uczniami podczas kursów, w jakiś sposób przekładało się na to, jak oni są uczeni, by było później kontynuowane w szkole. Dlatego też mamy portal edukacyjny zakupiony na czas projektu, który jest platformą współpracy uczniów i nauczycieli skupioną w jednym miejscu.
     
     – Powiedział Pan, że nauczyciele akademiccy powinni znaleźć jakiś sposób dotarcia do uczniów – w jaki sposób?
     
– Takim projektem na przykład. „Informatyka Plus” powstała m.in. po to, by trochę tę przepaść, to rozgraniczenie między szkołą, a uczelnią zasypać. Prowadzenie takich chwilowych zajęć z uczniami to jednak co innego niż być na bieżąco z nimi, konsultować się, i to nie z tymi orłami, ale z tą normalną klasą, z tymi średnimi, zwykłymi uczniami. Dobrze byłoby więc, by takiego kontaktu na tej linii było więcej.
     Stany Zjednoczone są dla mnie takim wzorcem, jak należy postępować. Sam prezydent Barack Obama ogłosił projekt „STEM: Science, Technology, Engineering and Mathematics” i oni zaczynają pracę już w gimnazjum. Bo żeby uczeń wybrał kierunek kształcenia i rozwoju, to niestety często w liceum jest już za późno. On musi wybrać już z rozsądkiem liceum o większej specjalizacji. Rozmawiałem tu z jedną z nauczycielek, zapytałem, dlaczego uczniowie przychodzą do klas informatycznych, i usłyszałem, że uczniowie wybierają tę klasę, bo jest tu mało historii, bo nie chcą się uczyć przedmiotów na pamięć. To jest ujemny wybór! Chciałbym, żeby uczniowie przyszli dlatego, że chcą poznać informatykę i matematykę, a nie dlatego, że nie chcą historii. Dlatego więc rozwój świadomości co do dalszej przyszłości, a w tym wypadku, jeśli mówimy o chęci zwiększenia naboru na kierunki ścisłe, należy zacząć już w gimnazjum. Z opinii nauczycieli szkół średnich, z jakimi się zetknęliśmy, wynika bowiem, że w gimnazjach praktycznie nic się nie robi, korzystają głównie z gier i lub internetu. Z uczniem po gimnazjum trzeba od nowa pracować. Gimnazjum to w ogóle jest porażka i upadek reformy. Dlatego zwrócenie bacznej uwagi na gimnazjum jest niezbędne.
     
     – Czy więc projekt rządowy sprzed dwóch lat „laptop dla każdego gimnazjalisty” pomógłby tak sprofilować uczniów, żeby w większej niż obecnie liczbie szli do szkół średnich na kierunki informatyczne, ścisłe?
     
– Nie. Laptop nie pomoże i nie zachęci ucznia do takiego wyboru. Ten projekt był nieprzygotowany. Premier rzucił ładne hasło, kiełbasę wyborczą. Myśmy robili badania w różnych miejscach i stwierdziliśmy, że niemal wszyscy uczniowie mają w domu komputer. To po co jeszcze laptop? Tu potrzebne są inne mechanizmy i narzędzia. Jeśli uczeń ma komputer i w domu, i w szkole, to wystarczy platforma edukacyjna. Problem jest w tym, że nie ma właśnie styczności między tym, co uczeń robi w szkole, a tym, co przy komputerze robi w domu. Dopiero platforma jest w stanie objąć to jednym środowiskiem. Pisałem nawet ekspertyzę dla premiera, jego kancelarii na temat tego projektu. No, niestety, moje zdanie było nieco odmienne od jego urzędników i nie zyskało poklasku. Przede wszystkim oni chcieli kupić sprzęt. A ja uważam, że to jest tak, jak powiedział to Nicholas Negroponte, ten, który jest od małych komputerów dla Trzeciego Świata, że projekt dotyczący laptopów dla każdego dziecka nie jest projektem dotyczącym laptopów, tylko dotyczącym edukacji. Dlatego trzeba zacząć od edukacji, jakie mamy cele, a nie od tego, czy mamy 500 mln na wydanie na zakup sprzętu, który za dwa lata będzie do wyrzucenia. Tu jest problem. Zacznijmy od celów edukacyjnych. Temu pomysłowi brakuje właśnie całej otoczki naukowej, edukacyjnej. Gdyby zakupowi laptopów towarzyszył program zawierający zamierzenia, cele edukacyjne, wtedy możemy mieć pewność, że on będzie właściwie wykorzystany. Taki program jednak kosztuje o wiele więcej niż zakup laptopów, bo trzeba przygotować nauczycieli, zakupić odpowiednie oprogramowania itp. oraz wymaga większego nakładu pracy niż zakup laptopów. Potrzeba projektu e-szkoły, czyli wykorzystania najnowszych technologii do celów edukacyjnych.
     
     – Na razie jednak nie ma takiego programu. Jak zatem obecnie uczyć informatyki, żeby zachęcić uczniów by szli dalej w tym kierunku?
     
– Zachęcić tym, że ona do czegoś motywuje. Ucznia można zachęcić tym, że on może coś zrobić sam. Dziś się mówi, że szkoła powinna być bliżej tego, jak wygląda życie poza szkołą. Więc na przykład na tym kursie staram się przy wielu programach pokazać uczniom jak te problemy odnoszą się do czynności, które wykonują w praktyce. To musi być jakieś wyzwanie. Oczywiście, nie jesteśmy w stanie poprowadzić w szkole tych zajęć na tak wysokim poziomie, żeby można było wszystko zrobić. Uczniowie na przykład są zainteresowani oprogramowaniem „komórek”. Tego nie możemy im zaprezentować, bo nie mamy takich możliwości, tym zajmują się specjalistyczne firmy. Ale możemy pokazać im, że dzięki wiedzy, którą zdobędą teraz, jeśli będą się rozwijać i pogłębiać swoje umiejętności, mają w takiej firmie, przy takich oprogramowaniach pracować.
     Z tym, że zauważamy słabnące zainteresowanie kierunkami ścisłymi w ogóle w świecie, nie tylko w Polsce. Na przykład w Wielkiej Brytanii prawie o 50 proc. zmalało zainteresowanie informatyką w ciągu 7 lat. To było spowodowane tym, że upadły te wielkie firmy, które „robiły biznes”, a więc – jak nie ma dużych, bogatych przedsiębiorstw, to po co się tam pchać. A z drugiej strony te środki są tak powszechnie dostępne, że zniwelowały potrzebę głębszego poznania „co tam się dzieje?”. Natomiast zainteresowanie odpowiedzią na pytania typu: „jak to działa?”, „dlaczego tak działa?”, „co jeszcze za tym może być?” zeszło na plan dalszy. I to nawet na profesjonalnym poziomie, bo dziś człowiek, który programuje, nie robi tego jak kiedyś, nie pisze wiersz po wierszu całego oprogramowania, tylko bardzo często posługuje się gotowcami. Często nawet nie wiedząc, jaki to jest wysiłek, żeby coś takiego stworzyć.
     
     – Czym jest informatyka? Po co się jej uczyć?
     
– Dziś się mówi o tak zwanym komputacyjnym myśleniu, które dotyczy tego, że używamy komputerów do rozwiązywania problemów: biolog używa go do genotypu, fizyk do badania cząstek elementarnych kosmosu. Oni nie są informatykami, ale używają narzędzi informatycznych tak zaawansowanych, że informatyk nie jest w stanie tego użyć. Jak więc widać, trzeba wiedzieć, i to dużo, co narzędzia informatyczne są w stanie przynieść specjaliście. Chcielibyśmy, żeby właśnie takie myślenie znalazło odbicie w programie dla każdego ucznia. Informatyka jest obecna prawie na każdej płaszczyźnie aktywności człowieka. Dobrze więc wiedzieć, jak się w tym odnaleźć.
     
     – Pytam o zachęcenie do informatyki, również w kontekście rodziców. Czasami w ich ocenie, „siedzenie przed komputerem” jest marnotrawstwem czasu i nie da „konkretnego” zawodu jak lekarz, prawnik itp.
     
– Ma pani rację. Dyskusja na temat informatyki z kimkolwiek jest taka jak dyskusja o medycynie – każdy się na niej zna. Tu jest duży problem w dyskusji. Rzeczywiście, pojęcie rodziców o tym, czym jest informatyka (o matematyce jeszcze nie dyskutują, bo sie boją), jest według nich duże – przecież obsługują pocztę, korzystają z internetu. Dlatego podkreślam – informatyka to coś więcej niż korzystanie z internetu. Kiedyś się nawet mówiło, że najwięksi romantycy siedzą przy komputerach. I to chyba nadal jest aktualne. Błędne jest myślenie, że informatycy są skupieni tylko na cyferkach. Informatycy to humaniści, którzy muszą być ciekawi świata.
     
     – Czy do zainteresowania uczniów informatyką nie brakuje dobrych nauczycieli?
     
– Na pewno. W każdym przedmiocie zresztą brakuje nauczycieli, a informatyce jeszcze bardziej. Problemem jest to, że kształci się niewielu informatyków. Byłoby najlepiej, by do szkoły trafiali nauczyciele po kierunkach uniwersyteckich. Jest trochę niedobrze, że większość nauczycieli jest tylko po studiach podypolomowych. I ta wiedza ich przerasta. Oni czasem muszą więcej uczyć, niż się sami uczyli. Tym bardziej, że to taki kierunek, w którym bardzo szybko następują zmiany, trzeba bardzo wiele czasu poświęcić na bieżące dokształcanie się. Nauczyciel musi być o kilka kroków wyprzedzać uczniów, by go nie „zagięli”. A obecnie nieraz wygląda to tak, że nauczyciel nawet nie wchodzi na pewne obszary, ponieważ jego uczniowie wiedzą w tej kwestii więcej od niego.
     
     – Głównym sponsorem projektów takich jak „Informatyka Plus”jest Unia Europejska. A co będzie, jak zabraknie unijnych dotacji? Czy jest jakiś krajowy plan kontynuacji takich programów?
     
– Tradycyjne pytanie. Nie wiem. Państwo musi przejąć na siebie rolę płatnika za tego typu projekty. Ale to są olbrzymie pieniądze. Nie sądzę więc, by państwo, jakikolwiek rząd powiedział co innego niż to, że brakuje na to pieniędzy w budżecie.
     Na szczęście ten projekt spowoduje powstanie pewnych mechanizmów. Zostawimy portal edukacyjny, a na nim materiały do wszystkich zadań, kilkadziesiąt nagranych wykładów, środowisko, w którym można prowadzić zajęcia on-line. Zostawimy więc infrastrukturę, która nie wymaga takiego finansowania jak jej rozpędzenie. Zwłaszcza, że pracujemy jeszcze nad zmianą sposobu myślenia o nauczaniu i prowadzeniu zajęć. Wtedy już nie będzie potrzeba aż tak dużych środków, a będzie można jakimiś małymi aktywnościami szkoły, grup szkół, nauczycieli, działać na bazie tego projektu. Tak więc jestem optymistą i wierzę, że ten program nie zostanie odłożony na półkę.
     
     – Do czego informatyka w zwykłym, codziennym życiu jest nam potrzebna?
     
– To jest coraz bardziej powszechne, rozsądne narzędzie pewnej organizacji życia, i to zarówno zawodowego, jak i osobistego czy nawet rozrywki. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz byłem w banku czy kupowałem bilety na przykład na samolot w „okienku”. Informatyka jest też obecna w naszym codziennym życiu, choć nawet jej nie zauważamy – komputery, a co za tym idzie – ich oprogramowanie jest już chyba związane z każdą dziedziną życia: w sklepie, szkole, szpitalu, itp. Do tego dochodzi przenoszenie też aktywności zawodowej czy też prywatnej do „sieci”. To dobre narzędzie ułatwiające komunikację. Ale podkreślam wyraźnie – nie jest w stanie zastąpić „prawdziwej” rozmowy czy kontaktu. Dlatego, trochę dla przekory powiem, że nie dajmy się zwariować – człowiek ma znacznie więcej potrzeb niż to, co może mu zaoferować komputer. Komputer jest jednak niezwykle przydatnym narzędziem w naszym życiu, od którego już nie uciekniemy.
     
     

Angelika Kosielska
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
Reklama