Czwartek 13-12-2018, imieniny Łucji, Otylii
 
Rek

UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później
Zamknij Zamknij
Reklama w Elblągu
Rek

Podróż, która zmieniła jej życie

 
Elbląg, Podróż, która zmieniła jej życie Małgorzata Niemietz samotnie okrążyła świat. O swojej podróży opowiadała podczas 20. edycji gdyńskich Kolosów (fot. mw)
Rek

Przez 18 miesięcy podróżowała po świecie. W tym czasie odwiedziła ponad 20 krajów, w niektórych miejscach zatrzymywała się na dłużej, w innych na krócej. – Spełniło się marzenie mojego życia, jestem podróżnikiem, czyli tym, kim zawsze chciałam być – mówiła Małgorzata Niemietz, elblążanka, która o swoich doświadczeniach opowiadała w trakcie 20. edycji gdyńskich Kolosów.

Ostatni weekend w Gdyni upłynął pod znakiem Kolosów. To impreza, która gromadzi podróżników, alpinistów oraz żeglarzy z całego kraju i pozwala im podzielić się doświadczeniami z innymi. Wśród osób, które w Pomorskim Parku Naukowo – Technologicznym opowiadały o swoich przeżyciach, była Małgorzata Niemietz - elblążanka, której udało się okrążyć świat.
     
     Czasami trzeba wykazać się hartem ducha

     Jej podróż rozpoczęła dokładnie 1 września 2015 r. Pierwszym krajem na trasie była Sri Lanka.
     - To bardzo piękna wyspa, kojarząca się z plażami, ale jest tam również wyżyna centralna, z pięknymi widokami, dająca możliwość wędrówek – mówiła elblążanka i zwróciła uwagę na jeszcze jeden aspekt: - Dla samotnie podróżującej kobiety pobyt tam jest ogromnie uciążliwy. Zaczynając od cmokania, mlaskania, trąbienia, mrugania światłami aż po obmacywanie w tłoku. To dość nieprzyjemne, więc trzeba mieć jednak trochę hartu ducha.
     Później przyszedł czas na Singapur, a potem Malezję.
     - Niestety, dotarłam tam w trakcie wypalania lasów w Indonezji. Przez cały pobyt nie widziałam ani słońca, ani niebieskiego nieba. Ciężko było oddychać, z nieba lał się żar, nawet deszcz pachniał spalenizną – opowiadała Małgorzata Niemietz.
     
     Pierwsze, spełnione marzenie
     Krajem, który zrobił na niej ogromne wrażenie była Birma, inaczej Myanmar.
     - Do 2012 r. był on zamknięty dla podróżników, więc ta infrastruktura nie była jeszcze tak rozwinięta. Niemniej bardzo łatwo było się po nim poruszać – wyjaśniała. - To kraj piękny, tajemniczy, bogaty kulturowo, bardzo religijny.
     Jak tłumaczyła to właśnie tam spełniło się jedno z jej marzeń.
     - Jako młoda kobieta zobaczyłam kiedyś w National Geographic zdjęcie Bagan, zatopionego we mgle miasta, nad którym przelatują balony. Marzyłam, żeby to zobaczyć. Udało się, a mi poleciała łza szczęścia, byłam ogromnie szczęśliwa – mówiła elbląska podróżniczka, która wspominała coś jeszcze: - Nie widziałam na świecie państwa, w którym kobiety tak ciężko pracowałyby. W Myanmar budują one drogi, spulchniają ziemię hakami, noszą kamienie na głowie i gołymi rękoma wkładają w gorącą smołę, uprawiają pola prostymi narzędziami, sprzątają, wychowują dzieci. Bardzo ciężka, fizyczna praca. Nie jest łatwo być kobietą w tym kraju.
     
     Zaskakująco zielono
     Kolejny etap, kolejny kontynent - Afryka.
     - To była moja pierwsza podróż do jej części wschodniej i południowej. Zaskoczyło mnie to, że w tych regionach jest tak zielono. Jest tam bardzo wiele rzek, zieleni, wzgórz, żyznej ziemi. Ta część mojej podróży upłynęła pod znakiem natury, odwiedzania parków narodowych – opowiadała elblążanka. - Udało mi się zobaczyć prawie wszystkie zwierzęta Afryki, ale i tę walkę pomiędzy człowiekiem a zwierzętami o terytorium. I to one w niej przegrywają.
     
     Kolorowa i różnorodna
     Nadszedł czas na Amerykę Południową. To tam okazało się, że podróż potrwa dłużej niż rok. Brazylia, która miała być tylko krótkim przystankiem, tak zauroczyła Małgorzatę, że ostatecznie została tam przez trzy miesiące.

  Podczas prezentacji w PPNT w Gdyni (fot. mw) Podczas prezentacji w PPNT w Gdyni (fot. mw)

- Pięknym, kulminacyjnym momentem był przelot nad wydmami Lençóis Maranhenses. Jest to raczej mało znana atrakcja, co jest dla mnie niezrozumiałe – opowiadała Małgorzata Niemietz. - Byłam już tak daleko na północy, że postanowiłam przepłynąć Amazonką przez las deszczowy do Kolumbii.
     Następnie przyszedł czas na Ekwador i na Quilotoa - jezioro w wulkanie.
     - Obejście całego krateru było dość wyczerpującym fizycznie doświadczeniem – dodała elblążanka.
     Kolejny kraj na trasie – Peru. A tam m.in. największe jezioro wysokogórskie na Ziemi czyli Titicaca.
     - Udało mi się wtedy załapać na łódź, która płynęła na bardzo małe, odległe wyspy. Spędziłam na nich trzy dni – mówiła.
     W Boliwii, która była kolejnym punktem na trasie jej podróży, zobaczyła Salar de Uyuni – największą pustynię solną na świecie. A także płytkie jezioro, o charakterystycznej, bordowej barwie.
     - Widok na Laguna Colorada to jedno z piękniejszych doświadczeń mojego życia. Wulkany, gejzery, po prostu unikalne piękno naszej planety – opowiadała.
     Elblążanka popłynęła również na archipelag San Blas, położony u wybrzeża Panamy.
     - To 365 wysp, z czego tylko 49 jest zamieszkałych. Można się na nie dostać tylko drogą wodną, więc nie ma dużego tłoku. Czasami stoi na nich jeden dom albo jedna palma. Udało mi się być na wielu, samotnych wyspach, gdzie tylko ja zostawiałam na piasku ślady – opowiadała. - To taki przysłowiowy raj.
     
     Ostatni przystanek
     Po Ameryce Południowej przyszedł czas na Japonię, jak się okazało - ostatni etap. 
     - To niezmiernie interesujący kraj, aczkolwiek była to... najmniej słuszna decyzja w całej mojej podróży. Po tylu miesiącach na łonie natury Japonia dosłownie przygniotła mnie cywilizacją. Ogromna masa ludzi, technologia, te wszystkie dźwięki... Wtedy poczułam, że pora wracać do domu – mówiła i dodała, że był dla niej bardzo trudny moment. Po powrocie tęskniła za byciem w drodze, dochodziła do siebie przez około pół roku.
     - Spełniło się marzenie mojego życia, jestem podróżnikiem, czyli tym, kim zawsze chciałam być – dodała na koniec. - Co ważne: pokochałam to, że jestem kobietą. Wcześniej uważałam, że chłopcy mogą dużo więcej i myślałam "czemu ja nie jestem facetem, wtedy wszystko jest łatwiejsze". Teraz czuję się bardzo komfortowo sama ze sobą. Zachęcam wszystkich do realizowania swoich marzeń czy planów, niekoniecznie podróżniczych. Jest w tym wiele radości na bardzo długo.
     
     Podczas niedzielnego (11 marca) spotkania, ze względu na ograniczenia czasowe, Małgorzata opowiedziała tylko o niektórych punktach swojej podróży. Jeśli chcesz wiedzieć więcej – zajrzyj do tekstu "Kolejna podróż? To byłby plagiat".

notowała Marta Wiloch
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
Reklama

To kupisz w pasażu portElu

Serwis i oryginalne części Seat
Autoryzowany Serwis Skoda Hadm Gramatowski.
Serwis i oryginalne części Volkswagen
Wyprzedaż rocznika 2017 w salonie Skody HADM