Wtorek 18-12-2018, imieniny Bogusława, Gracjana
 
Reklama w Elblągu
Rek

UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później
Zamknij Zamknij
Reklama w Elblągu
Rek

Poznajcie położną na medal

 
Elbląg, Poznajcie położną na medal fot. Michał Skroboszewski
Rek

Mówią o niej kobieta z misją. Praca dla niej to nie tylko zawód. Podjedzie, wysłucha, doradzi, porozmawia. Bo rozumie swoje pacjentki. Sama wiele przeszła. Jest jedyną elblążanką startującą w ogólnopolskim konkursie Położna na Medal 2018. Jej pacjentki wiedzą, że już dawno zdobyła ten tytuł. Zachęcamy do głosowania na Monikę Kaśkiewicz!

Dominika Kiejdo: Za co lubisz swoją pracę?
     Monika Kaśkiewicz: Łatwiej by było chyba zapytać, za co jej nie lubię! Właściwie wszystko lubię w tej pracy. Nie było opcji, żebym wybrała inną.
     
     - Na pewno bardzo lubisz dzieci...

     - Obecnie pracuję na oddziale położniczym, więc w zasadzie moim zadaniem jest opieka nad mamami po porodach. Jestem też doradcą laktacyjnym i na każdym dyżurze łączę opiekę nad mamą i jej dzieckiem. Jest to moja wymarzona praca. Wiadomo, że czasami ma się gorsze dni. Jestem tylko człowiekiem, bywam zmęczona. Jednak zawsze staram się nie okazywać tego moim pacjentkom.
     
     - Zdarzają się też trudne momenty.

     - Niestety, czasami zdarzają się komplikacje ze zdrowiem mamy czy jej dziecka w trakcie porodu czy cięcia cesarskiego. Zdarzają się oczywiście także bardzo przykre sytuacje, ale dzięki wiedzy i zaangażowaniu sztabu położnych, pielęgniarek i oczywiście lekarzy to na szczęście jest obecnie rzadkością.
     
     - Uczestniczysz też w porodach?
     - Obecnie nie. Wcześniej, przed urodzeniem moich dzieci pracowałam głównie na sali porodowej. Teraz do moich zadań należy opieka nad mamami po porodach i cięciach cesarskich. Położna nie zajmuje się tylko przyjmowaniem dzieci na świat i opieką nad noworodkami. Jej praca wykracza poza wszelką definicję tego zawodu. Położne robią nie tylko to, co należy do ich obowiązków. One dają siebie! Są empatyczne i otwarte, są przyjacielem rodziny. Bywają dla swoich pacjentek dostępne w dzień i w nocy. Do zadań położnej należy opieka nad kobietą w różnych momentach jej życia. Opiekuje się maleńką kobietką, która dopiero co się urodziła, małą dziewczynką, kobietą, która stara się o dziecko, taką która właśnie urodziła, kobietą w okresie menopauzy, ale i taką, która jest już u schyłku życia. Jedynym momentem, kiedy położna opiekuje się mężczyzną jest pierwsze 6 tygodni jego życia.
     
     - Pacjentki mówią o Tobie, że jesteś kobietą z misją, że pracujesz z sercem, że traktujesz pacjentki indywidualnie. Jedna z pacjentek zgłosiła Cię nawet do ogólnopolskiego konkursu Położna na Medal 2018.
     - W kwietniu ubiegłego roku wróciłam do pracy po długiej, bo prawie pięcioletniej, przerwie. Moje dzieci trochę podrosły. Moje serce rwało się już do pracy. Nie jestem typem, który lubi długo siedzieć w domu. Sytuacja życiowa zmusiła mnie do tego, że ta przerwa w pracy była tak długa. Rok po powrocie do pracy spotkała mnie miła niespodzianka. Pacjentka zgłosiła mnie do tego konkursu. Dobrze pamiętam tę pacjentkę, długo z nią rozmawiałam, gdy była po cięciu cesarskim. Z każdą pacjentką mogę i chcę rozmawiać, jeżeli tylko ona sobie tego życzy. Dziewczyny pisały komentarze, że traktuję je jakby były jedynymi pacjentkami. Jest to dla mnie bardzo miłe. Czasami tak się zdarza, ale wszystko zależy od tego, ile mam w danym momencie czasu. Pewnie znalazłaby się kobieta, która powiedziałaby, że poświęciłam jej tylko 5 czy 10 minut. Jeśli jednak mam pacjentkę po cięciu cesarskim, która wymaga mojej wnikliwej obserwacji tu i teraz, innym kobietom mogę w tym czasie poświęcić zaledwie kilka minut.
     
     - Jesteś także doradcą laktacyjnym. Na facebooku założyłaś grupę Elbląskie Mamusie Karmią Piersią.

     - Zrobiłam kurs na Certyfikowanego Doradcę Laktacyjnego jeszcze przed powrotem do pracy. Założyłam grupę na facebooku, ponieważ czułam, że jest taka potrzeba. Z racji swojego zawodu wiedziałam, że kobiety mają przeróżne problemy związane z karmieniem dzieci. Ten temat wciąż u nas raczkuje, mało się o mówi, że karmienie bywa problematyczne. Są pewne utarte stereotypy związane z karmieniem. Grupa ta skupia specjalistów, bo oprócz mnie rad i wsparcia udziela jeszcze jedna doradczyni laktacyjna – Ela ze szpitala wojewódzkiego. Jest także Olga Iluk – lekarz dentysta ze specjalizacją z peridentologii oraz Urszula Nierzwicka, która jest promotorem karmienia piersią a zarazem asystentką u Olgi. Z Olgą i Ulą jesteśmy założycielkami grupy. Znamy się i ufamy sobie. W grupie mamy także fizjoterapeutów, neurologopedę, pedagoga i wiele innych wspaniałych osób... Nie zawsze jesteśmy w stanie rozwiązać problem online, ale zawsze pomagamy, podpowiadamy, co zrobić, bo na przykład akurat jest sobota wieczór i kobieta nie wie, co zrobić tu i teraz. Poza pracą na oddziale położniczym w Szpitalu Miejskim uczestniczę także w wielu akcjach dla mam w Elblągu, m. in. już w sierpniu będę prowadziła wykład ze standardu żywienia niemowląt w ramach akcji Cyberiada w bibliotece na Hetmańskiej.
     
     - Zachęcamy do karmienia piersią?

     - Zdecydowanie zachęcamy!
     
     - Jak najdłużej?

     - Definicje są różne. Generalnie dążymy do wyłącznego karmienia piersią do ukończenia przez dziecko szóstego miesiąca życia. Potem zachęcam mamy do kontynuowania karmienia do roku, dwóch czy dłużej, jeśli tylko mama i dziecko tego chcą.
     
     - To procentuje w przyszłym życiu?
     - Zdecydowanie. Korzyści karmienia piersią jest bardzo dużo. Jeśli chodzi o mnie, to jestem jak najdalej od zmuszania kobiety do czegokolwiek albo narzucania jej na siłę swoich przekonań. Jeśli mama mówi mi, że swojego dziecka karmić piersią nie będzie, tłumaczę jej zawsze, jakie są korzyści z karmienia piersią. Zachęcam ją, żeby spróbowała, ale do niczego jej nie zmuszam. Miałam kiedyś taką mamę, która nie chciała karmić swojego dziecka piersią już od urodzenia. Zachęciłam ją wtedy do karmienia choćby przez pierwszy tydzień. Spróbowała. Potem sama z własnej woli przedłużyła to karmienie do miesiąca. Gdzieś tam w środku się do tego przekonała. Dla tego dziecka to był wyjątkowy dar i cenny czas. Niektóre kobiety boją się karmić, bo np. przyjmują leki i boją się, że mogą one źle wpłynąć na dziecko. Teraz jednak mamy możliwość sprawdzenia tego, jak dany lek wpływa na dziecko, by rozwiać ewentualne wątpliwości mamy i często okazuje się że jej obawy były nieuzasadnione.
     
     - A depresja poporodowa. Jak częste to zjawisko?
     - W mojej pracy mam możliwość obserwacji kobiet tylko przez kilka dni. Więcej na ten temat mogą powiedzieć położne środowiskowe. I to jest kolejna rola, jaką spełnia położna. Na oddziale położniczym widuję za to klasyczne baby blues. Takie stany zdarzają się dość często. Hormony szaleją po porodzie. Zmiany nastrojów zdarzają się więc często. Zdarza się, że wchodzę na salę i widzę, że pacjentka niezbyt chętnie podejmuje ze mną rozmowę. Oczywiście nie zostawiamy takiej mamy samej, ale pozwalamy jej trochę samej nad tymi emocjami popracować. Gorzej jeśli taka sytuacja się przeciąga i zmienia w depresję. Na szczęście w Elblągu mamy naprawdę bardzo dobre położne środowiskowe i one roztaczają nad taką kobietą należytą opiekę.
     
     - A co jest najważniejsze w opiece nad mamą w pierwszych dniach po porodzie?
     - Praca położnej nie polega tylko na tym, by dać tabletkę czy zastrzyk przeciwbólowy albo zmierzyć ciśnienie. To jest najczęściej godzina czy dwie mojej pracy w ciągu 12-godzinnego dyżuru. Praca położnej na oddziale położniczym to w dużej mierze opieka psychologiczna. Trzeba dać serce kobiecie. Oprócz pomocy medycznej ważna jest więc także cała reszta. Dla wielu kobiet właśnie ta sfera jest bardzo ważna. Zdarza się, że siedzę z pacjentkami na sali dwie godziny i rozmawiam o karmieniu piersią, o pielęgnacji noworodka... Rozmawiam z nimi, jak kobieta z kobietą. Wspieram wiedzą i doświadczeniem nie tylko położnej czy doradcy, ale i matki.
     
     - Jesteś mamą sześcioletniego Karola i trzyletniej Hani. Jest Ci teraz łatwiej wykonywać ten zawód, jak już masz swoje dzieci?
     - Myślę, że tak. Pierwszy mój poród z powodu komplikacji z moim zdrowiem odbył się nie w moim szpitalu. Pomyślałam sobie wtedy, że skoro ja mając wiedzę na temat funkcjonowania noworodka, na temat tego, co dzieje się z kobietą po porodzie, czuję się nieswojo i w jakimś sensie jestem przerażona tym, co się dzieje, to co muszą czuć inne kobiety? W tamtym momencie brakowało mi kogoś, kto by mnie potrzymał za rękę, kto by ze mną porozmawiał i wsparłby mnie swoją obecnością. A przecież miałam pełną świadomość i wiedzę! Co więc musi dziać się z mamą, która po porodzie jest totalnie zagubiona i nie wie, co się dzieje z nią i jej dzieckiem? Dlatego też w swojej pracy staram się pamiętać o tym, by otoczyć każdą mamę odpowiednią opieką. Informuję ją zawsze o wszystkim, co się dzieje.
     
     - Na pewno trudne są te momenty, gdy nagle okazuje się, że z dzieckiem coś się dzieje... A mama nie jest przygotowana na taką sytuację...

     - Ja przeżyłam taką sytuację. W 2015 roku urodziłam córeczkę i podczas porodu okazało się, że nie ma ona przedramienia i lewej dłoni. Był to dla mnie szok. Tym bardziej, że pierwszy synek również miał problemy zdrowotne. Była przez chwilę panika, bo przez wzgląd na mój zawód miałam świadomość, z czym jeszcze może się wiązać wada Hani. Poród miał miejsce w moim szpitalu, było to cesarskie cięcie, pamiętam doskonale swoje odczucia po porodzie, ale i szok wszystkich koleżanek i lekarzy którzy byli wtedy na dyżurze. To nie jest tak, że my położne czy pielęgniarki jesteśmy z kamienia! Nieraz przeżywamy razem z naszymi pacjentkami ich osobiste tragedie. Teraz jednak w pełni rozumiem mamy, które przeżywają zaskoczenie chorobą swojego dziecka, gdy dzieci rodzą się z wadami rozwojowymi albo ich stan jest ciężki.
     
     - Jakiś przykład z życia wzięty?

     - Pamiętam mamę, która nie wiedziała, że urodzi jej się dziecko z zespołem Downa. Dziecko urodziło się na dyżurze dziennym, ja przyszłam wtedy na dyżur nocny. Dziecko zostało przewiezione na obserwację do szpitala wojewódzkiego, a mama leżała na sali sama. Pierwsze swoje kroki na tym dyżurze skierowałam właśnie do niej. Chciałam, by miała większy komfort w oczekiwaniu na spotkanie z dzieckiem, siedziałam u niej dwie lub trzy godziny. Na szczęście mogłam sobie wtedy na to pozwolić, ponieważ miałam mało pacjentek. Jakiś tydzień później zadzwoniła do mnie do pracy ta mama! Była 6 rano. Dziękowała mi za tamtą rozmowę i opowiadała o swoim dziecku. Jakiś czas później spotkałam ją na izbie przyjęć, bo z kolei jej córka była w ciąży. W pierwszej chwili jej nie poznałam, ale gdy po przywitaniu się rzuciła mi się mi na szyję i zaczęła wspominać, wszystko mi się przypomniało. Więcej do szczęścia mi w tej pracy nie potrzeba.
     
     - Dzięki własnemu doświadczeniu bardziej rozumiesz te kobiety. Wiesz, co czują.

     - Nie zdejmę na pewno z tych kobiet ciężaru ich cierpienia, ale wiem, co mogą czuć. Jeśli jest taka potrzeba, czasami opowiadam im o moich doświadczeniach. Próbuję im wytłumaczyć, że ich dzieci są wspaniałe takie, jakie są. Próbuję je uspokoić na tyle, na ile w danym momencie jest to możliwe. Pod tym względem mogę się z tymi kobietami dobrze porozumiewać. I one czują to, że ja je rozumiem.
     
     - Jak powinny wyglądać relacje pacjentka – położna?

     - Dla mnie ważne jest to, żeby pacjentka mi ufała i była w stosunku do mnie szczera. Jak idę na salę i widzę, że kobieta chce rozmawiać, to na rozmowie mijają nam czasami długie minuty czy godziny. Ważne, by kobiety były w stosunku do mnie szczere. Ja w stosunku do nich zawsze jestem szczera, nie okłamuję ich, nie ukrywam prawdy i nie przekonuję na siłę do swoich poglądów. Jeśli nie będzie między nami szczerości, to nie będę mogła pomóc kobiecie w jej problemie. Bywa czasem tak, że z niektórymi pacjentkami utrzymuję przez dłuższy czas koleżeńskie stosunki. Piszemy do siebie, czasem się odwiedzamy.
     
     Na tak wspaniałą położną trzeba koniecznie zagłosować. Monika Kaśkiewicz jest jedyną kandydatką z Elbląga, biorącą udział w ogólnopolskim konkursie Położna na Medal 2018. Głosować można do końca roku. Aby oddać głos na Monikę, wystarczy wejść na stronę i zagłosować. Oddanie głosu jest bezpłatne. Głosujemy!
     
rozmawiała: Dominika Kiejdo
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
Reklama

To kupisz w pasażu portElu

Wyprzedaż rocznika 2017 w salonie Skody HADM
Autoryzowany Serwis Skoda Hadm Gramatowski.
Ubezpieczenia OC i AC
Pomoc w przypadku szkody komunikacyjnej