Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Czwartek 23-11-2017, imieniny Klemensa, Adeli
 
Rek

UWAGA!

Zamknij Zamknij
Rek
Rek
Telefon portElu Halo, tu portEl
512 918 555

Wiadomości

Na osiedlu

Gospodarka

Społeczeństwo

Kultura

Sport

Na uczelniach

Zbrodnia i kara

Prasówka

Jej portEl

Kina i teatr

Konkursy

Dawny Elbląg

Poradnik

Hit czy kit?

Po godzinach

Fotoreportel

Otwarcie nowego odcinka trasy tramwajowej. Otwarcie nowego odcinka trasy tramwajowej.

Pszczoły to moja największa pasja (Zawody znane i nieznane, odc. 32)

 
Elbląg, Pszczoły to moja największa pasja (Zawody znane i nieznane, odc. 32) Dla Przemysława Maculewicza praca jest pasją (fot. arch. prywatne)
Rek

Mimo młodego wieku, Przemysław Maculewicz ma już całkiem niezły plan na życie. 27-latek od kilku lat zawodowo zajmuje się pszczelarstwem, a miłość do tych inteligetnych stworzeń zaszczepił w nim jego tata. Zobacz zdjęcia.

Agnieszka Pawowicz: - Jak zaczęła się Twoja przygoda z pszczołami?
     Przemysław Maculewicz: - Pszczołami zajmował się mój dziadek, a później mój tata, który pierwszy raz zabrał mnie do nich, gdy miałem 3 lata. Właściwie całe dzieciństwo spędziłem w pasiece, bywałem tam na tyle często, że zacząłem mieć tego dosyć i w żaden sposób nie wiązałem swojej przyszłości z pszczołami. Gdy po skończonym gimnazjum trzeba było iść do średniej szkoły, zastanawiałem się nad "budowlanką" lub szkołą gastronomiczną, jednak tata trochę mnie popchnął, abym poszedł do jedynej w Europie, na tamten czas, szkoły pszczelarskiej. W końcu pomyślałem, że to nie taki zły pomysł, bo może kiedyś przejmę po tacie pasiekę. W trakcie nauki, w ramach praktyk zawodowych, wyjeżdżałem do pszczelarzy w Polsce i za granicą. W zasadzie Polskę zjeździłem wzdłuż i wszerz. Byłem m.in. u pszczelarza, który ma największe przedsiębiorstwo pszczelarskie w naszym kraju. Jednak po ukończeniu technikum żałowałem, że wybrałem taką, a nie inną szkołą, ponieważ początkowo miałem dość duży problem ze znalezieniem pracy. Później "przerobiłem" w swoim życiu kilka profesji: pracowałem na budowie, jako przedstawiciel handlowy, doradca klienta, byłem nawet w armii, ale to nie było to. W końcu stwierdziłem, że pora otworzyć coś swojego i tak od 3 lat zajmuję się pszczołami zawodowo. Mam 150 rodzin, a na każdą rodzinę przypada 50 tysięcy pszczół.
     
     - Czyli mimo początkowej niechęci padło na pracę przy pszczołach. Ciężko było rozkręcić własny biznes pszczelarski?
     - Każdy biznes wymaga poświęcenia. Prócz pieniędzy, trzeba przede wszystkim posiadać jakąkolwiek wiedzę, bez niej nie będziemy nawet w stanie policzyć, ile tych pieniędzy potrzebujemy na rozpoczęcie czegokolwiek związanego z gospodarką pasieczną. Dobrze też mieć kogoś, kto pomoże w ciężkich chwilach. Kogoś, kto odpowie na każde pytanie, gdy nasza wiedza nie będzie wystarczająca. Ja mam tatę, który do dzisiaj prowadzi własną pasiekę i często korzystam z jego wiedzy. Nie pomaga mi fizycznie, ale wspiera mnie mentalnie. Jeśli chodzi o mój interes to prowadzę go sam. Gdy człowiek poukłada sobie w głowie jak to wszystko ma działać to nie jest to wcale takie trudne.
     
     - Czy praca pszczelarza jest niebezpieczna?
     - Osobiście tak nie uważam, może z tego względu, że byłem przy pszczołach od dziecka, a mając 3 lata „otrzymałem” 11 użądleń. W zasadzie pszczoły atakują mnie cały czas, ponieważ czują zagrożenie z mojej strony, a użądlenie to ich mechanizm obronny. Jednak nie liczę już tych żądeł, jestem do nich przyzwyczajony.
     
     - Powiedz, jak wygląda proces wytworzenia przez pszczoły miodu?

     - Zacznę od tego, że matka składa jajo, które jest karmione mleczkiem pszczelim przez pszczoły karmicielki. Po 21 dniach wygryza się pszczoła miodna, która po 2-3 tygodniach   jako pierwsza wylatuje z ula szukając pożytku, nazywamy ją pszczołą zwiadowcą. Gdy go znajdzie, przechowuje go w swym ciele, czyli w wolu i wraca z nim do ula, przekazując próbkę tego nektaru innym pszczołom. Wykonuje nawet specjalny taniec, zataczając kręgi na plastrze i ruszając przy tym odwłokiem. W tym tańcu zawarte jest wszystko – jak daleko, w którym kierunku i jaki jest to nektar. Następnie pszczoły zbieraczki zbierają nektar i przekazują go pszczołom robotnicom, te z kolei magazynują go w komórkach plastra. Taki miód posiada w sobie jeszcze bardzo dużo wody więc pszczoły muszą go odparować. Kiedy miód jest już dojrzały, trafia on do naczynia zbiorczego, w którym jest odwirowywany. Później specjalnym urządzeniem sprawdzamy czy zawartość wody w miodzie jest odpowiednia i dopiero wtedy możemy zacząć słoikować gotowy miód.
     
     - Wymieniasz pszczoły robotnice, karmicielki, zbieraczki ... Każda pszczoła posiada jakąś rolę w ulu?
     - Oczywiście, podział jest przeogromny. Każda pszczoła, w zależności od swojego wieku posiada pewną funkcję. Są pszczoły strażniczki, karmicielki larw młodszych i starszych, pszczoły sprzątające, jest świta opiekująca się wyłącznie matką. Są jeszcze trutnie – samce. Jedni mówią, że to pasożyty, które żyją tylko po to, by zapłodnić matkę, a tak naprawdę, jak mówił dyrektor mojej szkoły, poświęcają one swoje życie dla przetrwania gatunku, ponieważ po inicjacji umierają. Generalnie to bardzo inteligentne stworzonka. W Londynie celnicy szkolą pszczoły do wykrywania narkotyków, ponieważ łatwo jest je nauczyć smaków i zapachów.
     
     - Niedawno wróciłeś z Nowej Zelandii gdzie również pracowałeś przy pszczołach. Opowiedz o tym coś więcej, dlaczego właśnie Nowa Zelandia?
     - Pojechałem tam we wrześniu ubiegłego roku. W Polsce akurat kończył się sezon, a po drugie zmusiła mnie do tego trochę sytuacja życiowa. Celem była Nowa Zelandia ze względu na chęć poznania innego typu pszczelarstwa. U nas pszczelarstwem zajmują się osoby prywatne, a duży pszczelarz to taki, który ma 100 czy 200 rodzin. Tam pracowałem w wielkiej korporacji, która miała ich 30 tysięcy i która produkowała m.in. słynny na cały świat miód manuka, ale szczerze mówiąc wolę nasze rodzime, polskie miody.
     
     - Jaki miód jest najlepszy i czym kierować się przy jego kupnie?

  (fot. arch. prywatne) (fot. arch. prywatne)


     - Każdy miód jest zdrowy i każdy pomoże przy innych dolegliwościach. Mamy miody wrzosowe, lipowe, rzepakowe, spotkałem się nawet z malinowymi czy fasolowymi. Wybór jest ogromny. Dla przykładu, miód gryczany jest dobry na problemy z krążeniem czy zmiany miażdżycowe, a wielokwiatowy wzmacnia, dodaje energii czy też łagodzi astmę. Na rynku można spotkać miody, które są płynne cały rok, to oznaka tego, że są przegrzane. Miód można oczywiście podgrzewać, ale tylko do określonej temperatury. Powyżej 40 stopni traci on swoje właściwości (dlatego też nie powinniśmy słodzić miodem bardzo gorącej herbaty, ponieważ będzie ona tylko i wyłącznie słodka). Naturalny miód musi ulec krystalizacji, chociaż każdy krystalizuje w innym czasie. Bardzo dobry jest też pyłek kwiatowy, który wzmacnia odporność. Mój tata stosuje go profilaktycznie i mimo swojego wieku ma serce jak dzwon (śmiech). Prócz sprzedaży miodu i pyłku, produkuję także maść oraz kropelki propolisowe.
     
     - Chyba naprawdę kochasz to, co robisz o czym świadczy twój ostatni tatuaż.
     - Tak, jakiś czas temu postanowiłem, że wytatuuję sobie pszczołę. Mało kiedy spotyka się kogoś, kto robi sobie taki tatuaż, ale przecież ludzie ozdabiają swoje ciała różnymi malunkami. Wychodzę z założenia, że każdy tatuaż musi mieć jakieś znaczenie. Pszczoła jest moim czwartym tatuażem i symbolizuje moją miłość do pszczół oraz pasję do tego, czym się zajmuję. Pszczoły to jest moje życie, można powiedzieć, że złapałem przysłowiowego bakcyla.

rozmawiała Agnieszka Pawowicz
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
Reklama