Wtorek 23-10-2018, imieniny Teodora, Seweryna
 
Rek

UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później

Sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem (Podróże małe i duże, odc. 2)

 
Elbląg, Sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem  (Podróże małe i duże, odc. 2) - Wiele lat pracowałem jako kierowca. Teraz mam własną firmę i handluję tkaninami - mówi Jacek Trenkner (fot. Anna Dembińska)
Rek

Wizja książki, bliskiej osoby przy boku i kominka kusi Jacka, ale tylko podczas mocnego sztormu. W sierpniu wypływa w trzyletni rejs i „potrzebuje do załogi jakąś nową twarz”. Po wojażach obiecuje wrócić do ukochanego Tolkmicka, dla którego opuścił stolicę. Poznajcie Jacka Trenknera, bohatera naszego wakacyjnego cyklu „Podróże małe i duże” i zobaczcie zdjęcia z wyjazdów.

Anna Kaniewska: - Zwiedzasz świat. Zazwyczaj sam. Skąd taka pasja?
     
Jacek Trenkner: - Gdy byłem dzieckiem, czytałem książki o dalekich podróżach. Wówczas moim idolem był Ludomir Mączka (śmiech). Jeden chłopiec chce zostać strażakiem, a drugi chce żeglować i poznawać świat. Mi przytrafiła się ta druga opcja (śmiech).
     
     - Wiem, że masz na swoim koncie wiele wypraw. Zacząłeś w wieku 18 lat…
     
- Tak! Mając 18 lat, pojechałem motocyklem do Moskwy (notabene tam mi ten motocykl ukradli). Stamtąd pojechałem do Chin, a następnie do Afryki, gdzie miałem pracować. Niestety, nie otrzymałem obiecanego zatrudnienia w RPA, ale postanowiłem, że tam zostanę. Natomiast moja historia z transportem wodnym rozpoczęła się w 2006 roku, gdy sam małym siedmiometrowym jachtem popłynąłem z Hiszpanii do Wenezueli (śmiech). Później kupiłem większy jacht, na którym spędziłem kilka lat. Żeglarstwo nie jest dla mnie najważniejsze. Najważniejsze są dla mnie miejsca, do których trafiam i ludzie, których poznaję na swojej drodze. Nie lubię trzymać się ustalonego planu. Bywało, że zacumowałem jacht w danym kraju i zakładałem sobie, że zostanę tam na dwa tygodnie, lecz po upływie tych dwóch tygodni podejmowałem decyzję, że zostanę pół roku.
     
     - W podróży spędziłeś ok. 10 lat swojego życia. Dasz radę wymienić wszystkie kraje, w których udało Ci się być?
     
- Pewnie! Uwaga, wymieniam: Rosja, Hongkong, Macao (które teraz są częścią Chin), Chiny, Singapur, Seszele, Mauritius, Tanzania, Kenia, Wyspy Zielonego Przylądka, Chorwacja, cała Europa oczywiście, Trynidad i Tobago, Gujana Brytyjska, Surinam, Gujana Francuska, Martynika, Azory, Wyspy Kanaryjskie.
     
     - Gdzie ci się najbardziej podobało?
     
- Najmilsze i najprzyjemniejsze osoby spotkałem w Gujanie Brytyjskiej. Mimo trudnej sytuacji finansowej, mieszkańcy są przyjaźnie nastawieni i nigdy nie dali mi odczuć, że jestem „ten obcy”.
     
     - Najbardziej podobało ci się w Gujanie Brytyjskiej? A nie w Tolkmicku? Jesteś warszawiakiem, który rok temu przeprowadził się do tego miasta. Dlaczego akurat tutaj?
     
- Blisko wody (śmiech). Gdy rok temu wróciłem do kraju, moim pierwszym pomysłem było mieszkanie we Fromborku. Jednak zauroczyło mnie Tolkmicko.
     
     - Napisałeś książkę „Odpływam”, którą wydałeś w formie e-booka.
     
- Postanowiłem uporządkować moje zapiski z pierwszego rejsu. Stworzyłem książkę, która ma formę reportażu.
     
     - W sierpniu wypływasz w trzyletni rejs. Dokąd chce dotrzeć i dlaczego tym razem szukasz towarzystwa?
     
- Myślę, że mimo wszystko wolę przeżywać niesamowite chwile z ludźmi. Samotność nie do końca mi odpowiada. Jeśli ktoś jest zainteresowany udziałem w rejsie, zachęcam do zostawienia wiadomości na facebookowym profilu „Discover With Us”. Pomysł pojawił się w mojej głowie kilka lat temu. Marzyłem, aby popłynąć w wiele miejsc, lecz byłem ograniczony możliwościami mojego starego jachtu. Popłyniemy m.in. na Wyspy Kanaryjskie, do Republika Zielonego Przylądka, do Senegalu, do Gambii.
     
     - Kogo chętnie przywitałbyś na swoim jachcie? Wiem, że brak doświadczenia w żeglowaniu nie stanowi dla Ciebie problemu.
     
- Masz rację, to nie jest dla mnie ważne. Natomiast nie toleruję picia alkoholu na jachcie, szczególnie podczas żeglugi. Jestem odpowiedzialny za załogę. Jeśli ktoś liczy, że żeglowanie ze mną to siedzenie i picie, musi szukać innego „kapitana” (śmiech).
     
     - Taki rejs sporo kosztuje.
     
- Tak, jednak można mi pomóc. Zachęcam do wchodzenia na stronę www.polakpotrafi.pl i zapoznania się z moim projektem „Odkryj z nami świat”. Wspierając finansowo mój rejs, odbierasz nagrody, m.in. voucher na dwutygodniowy pobyt na jachcie. Jeśli ktoś chciałby odmówić sobie jednego papierosa i podarować mi złotówkę, będę bardzo wdzięczny.
     
     - Takie wyprawy wymagają nie tylko pieniędzy, lecz także sporo odwagi.
     
- Nie wiem, czy w moim przypadku to odwaga czy może głupota… (śmiech). A może to zamiłowanie do ryzyka? Chyba nie jestem zbyt odważny, podczas niejednego rejsu najadłem się sporo strachu.
     
     - A wizja ulubionej książki, bliskiej osoby przy boku i kominka nie kusi, aby zostać w domu?
     
- Wizja książki, bliskiej osoby przy boku i kominka kusi… ale tylko podczas mocnego sztormu (śmiech). Myślę, że każdy podróżnik musi się czasem zregenerować w domowym zaciszu, aby potem znów ruszyć przed siebie!
     
     - Gdy przyjdzie czas, aby „się zregenerować”, to wrócisz do Tolkmicka czy będziesz szukał innego miejsca do zacumowania? Od razu ostrzegę, drugiego takiego miejsca nie znajdziesz!
     
- Wiem, wiem. Oczywiście, że wrócę. Tu jest pięknie! Jestem naprawdę zachwycony. Do stolicy w ogóle mnie nie ciągnie: korki, sfrustrowani kierowcy, życie w biegu.
     
     - Podróże podróżami, a zawodowo czym się zajmujesz?
     
- Wiele lat pracowałem jako kierowca. Teraz mam własną firmę i handluję tkaninami.
     
     - Skoro zajmujesz się handlem, to sprzedaj mi… jakąś ciekawą historię ze swojej podróży...
     
- Wiele historii wiąże się z Alfem, psem, z którym żegluję. Alf jest prawdziwym wilkiem morskim, dwukrotnie przepłynął ze mną Atlantyk. Jest moim strażnikiem i towarzyszem podróży. Z czasem zaczął zastępować przyrządy nawigacyjne, zyskując przydomek „Radar”. Z daleka wyczuwa ląd, płynące w oddali statki i zbliżające się do nas delfiny. Nawet gdy łowię ryby, mogę zająć się czymś innym i być pewny, że gdy ryba chwyci przynętę, Alf mnie o tym poinformuje. Były odcinki, na których pełną władzę na jachcie miał tylko Alf i samoster (śmiech).
     Pewnego razu, gdy byłem na Trynidadzie, przyleciała do mnie Ania, moja dziewczyna. Wybraliśmy się do dżungli, która dla osoby przybywającej z Europy jest czymś naprawdę wspaniałym. Kwiaty, dzika roślinność, odgłosy tropikalnych ptaków i… krzyki małp. Uwierz mi, na każdym robi to ogromne wrażenie... Gdy moja partnera usłyszała wspomniane małpie odgłosy, zobaczenie jednej z nich stało się celem naszej wyprawy. Do akcji wkroczył Alf, który jest świetnym tropicielem. Zaczął nerwowo ganiać od drzewa do drzewa i wypatrywać naszego „celu”. Czekając na efekt pracy Alfa, usłyszeliśmy odgłos łamanych gałęzi. Odwróciliśmy się a tam… małpa. Siedziała metr od nas i bacznie nas obserwowała. Można było ją dotknąć, ale staliśmy w bezruchu. Byliśmy zaskoczeni tym, co widzimy. Małpa przeżuwała coś spokojnie i stroiła do nas głupie miny. Zarejestrowałem kątem oka powrót Alfa z nieudanych poszukiwań. Siedział przy nas, brudny, zziajany, a jego mina zdawała się mówić: „Sorry, już mam dość, dziś nie będzie małpy” (śmiech). Chwyciłem za gałąź i przyciągnąłem siedzącą na niej małpę. Była na centymetry nad głową Alfa. „Alf, małpa!” – powiedziałem. Zrezygnowany odszedł, miał dość. Puściłem delikatnie gałąź i podniosłem Alfa tak, aby stanął na tylnych łapach, mając małpę przed nosem… Powinnaś zobaczyć jego minę (śmiech).

Rozmawiała Anna Kaniewska
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
Reklama

To kupisz w pasażu portElu

Pieczątki Firmowe
Kalendarz Książkowy z Grawerem
Kalendarz Książkowy A5 Firmowy
Pieczątki Trodat