Piątek 16-11-2018, imieniny Małgorzaty, Gertrudy
 
Reklama w Elblągu
Rek

UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później
Rek
Telefon portElu Halo, tu portEl
512 918 555

Wiadomości

Sport

Gospodarka

Na osiedlu

Społeczeństwo

Na uczelniach

Kultura

Zbrodnia i kara

Dawny Elbląg

Jej portEl

Kina i teatr

Konkursy

Prasówka

Poradnik

Hit czy kit?

Po godzinach

Fotoreportel

Wiadukt oświetlony Wiadukt oświetlony

Sołtys „z przyzwyczajenia”

 
Elbląg, Sołtys „z przyzwyczajenia” Celina Sokołowska, sołtys Węziny (fot. Michał Skroboszewski)
Rek

Sołtysem została, bo ... mieszkańcy wsi chcieli mieć ogólnodostępny przez całą dobę telefon. Dziś telefony mają już wszyscy, ale pani sołtys nadal interweniuje w ważnych sprawach. Z okazji Międzynarodowego Dnia Sołtysa rozmawiamy z Celiną Sokołowską, sołtysem Węziny w gminie Elbląg.

- Co to jest za funkcja „sołtys”? Co robi?
     Celina Sokołowska: - Przede wszystkim jestem takim łącznikiem pomiędzy mieszkańcami a Urzędem Gminy. W sumie to Urząd Gminy jest takim naszym szefostwem. Wszelkie sprawy, bolączki mieszkańców muszę przekazać do urzędu.
     
     - Mieszkańcy nie muszą jechać do Elbląga, wystać swoje w urzędzie, tylko idą do pani?
     - Oczywiście, że tak. A ja, korzystając z okazji czy to sesji, czy też telefonicznie, kiedy sprawa jest pilna, ewentualnie kiedy trzeba, to się siada i jedzie do gminy; załatwiam i interweniuję w sprawach mieszkańców. Najprościej bym powiedziała, że sołtys to łącznik.
     
     - Z jakimi sprawami mieszkańcy zwracają się do pani?
     - Różnymi. Od codziennych spraw bytowych, poprzez remonty, czy wałęsające się psy, nieświecące lampy... I wtedy mam obowiązek, bo to jest obowiązek sołtysa, żeby to jak najszybciej zgłosić, przekazać tam, gdzie trzeba. Czasem mieszkańcy proszą mnie o pomoc w opłaceniu rachunków za wodę, śmieci, itp. To osoby starsze, schorowane, którym niełatwo jest pojechać do miasta. Przychodzi inkasent, zostawia kwity i trzeba to opłacić. Najprościej mi to zlecić. W tej chwili mam już pół torby rachunków do zapłacenia.
     
     - Można powiedzieć, że pani jest gospodarzem wsi?
     - Tak, to jest taki gospodarz... opiekun... Różnie można nazwać sołtysa i obrywa się często-gęsto. Bo droga nieodśnieżona, a sołtys co wtedy robi? Śpi?
     
     - Sołtys sam nie musi odśnieżać?
     - Oczywiście, że nie, ale muszę to szybko zgłosić. Gdy popada to rano rodzice mają trudności w dowiezieniu swoich dzieci do szkoły. A z opadami śniegu różnie bywa, to jest tylko siła wyższa. Jednak ludzie chcą, żeby droga była odśnieżona szybko więc trzeba działać.
     
     - Dlaczego zdecydowała się pani na bycie sołtysem?
     - To było ponad 30 lat temu, pod koniec lat 80. Mieszkańcy na zebraniu wiejskim podjęli decyzje o zmianie sołtysa, głównym powodem była kwestia telefonu. Wówczas telefony we wsi były dwa: w szkole i w spółdzielni produkcyjnej. Ale były dostępne tylko do godziny 15, kiedy czynna była szkoła i ta spółdzielnia. Ludzie potrzebowali dostępu do telefonu 24 godziny na dobę, żeby karetkę czy policję wezwać. Chcieli, żeby telefon był pośrodku wsi, najlepiej u mnie.
     
     - A gdy została pani sołtysem, to niejako „awansem”, dostała pani telefon?
     - Z wielkimi bólami, bo problem był niesamowity. A że ludzie zadecydowali, że telefon i sołtys mają być tutaj, to zostałam tym sołtysem i tak trwam do dziś.
     
     - Dziś telefon ma już każdy, a pani sołtysem jest nadal. Trzeba mieć zaufanie mieszkańców.
     - Tak... Teraz ta wieś jest wyludniona, bardzo dużo ludzi wyjechało, poumierało. Ale z tymi, którzy pozostali kontakt mam dobry. To nawet jest taka zażyłość. I kiedy na zebraniach wiejskich mówię: "Może mnie zmienicie? Może wybierzecie kogoś innego, młodszego, żeby za wami nadążał" to w odpowiedzi słyszę, że mowy nie ma i mam być już do końca.
     
     - Ma pani trochę dosyć tej funkcji?
     - Ja już jestem „z przyzwyczajenia” sołtysem. Mam dobry kontakt z gminą, mamy świetną panią wójt, która rozumie nasze sprawy. Ale moje zdrowie już nie te. Człowiek jest chorowity mieszkając na tych terenach tyle lat. Pełnienie funkcji sołtysa zabiera też dużo czasu. Niemal codziennie są jakieś szkolenia, spotkania.
     
     - Z drugiej strony jest pani reprezentantem wsi na zewnątrz i jest jej „lobbystą”. Ludzie oczekują, że załatwi pani remont drogi, nowe oświetlenie.
     - Tak. Teraz właśnie ma być realizowane doświetlenie. To sprawa, która była poruszana przy każdej nadarzającej się okazji. A wiadomo, że z pieniążkami jest różnie. Budżet jest taki, jaki jest. Część spraw związanych z wodociągami załatwił jeszcze poprzedni wójt w latach 90. Też to odbyło się z problemami. Proszę sobie wyobrazić jak się żyje bez wody. Nosiło się wodę ze źródełka. W momencie, kiedy woda nam „pociekła” pojawiły się łazienki, pralki. To był cud, ale żeby to załatwić jeździliśmy aż do Warszawy.
     
     - A teraz jakie są problemy?

     - Przede wszystkim drogi. Nasza droga przez wieś nie ma pobocza, jest bardzo wąska. Kiedy dzieci idą do szkoły, to nie mają gdzie zejść, kiedy jedzie ciężki sprzęt. Mniejszym problemem jest zagrożenie powodziowe, które kiedyś spędzało nam sen z oczu. Trzeba było pilnować, czuwać całymi nocami przy wałach dziurawych. Jeszcze, kiedy wójtem był pan Nowaczyk, ubierał długie gumowce i razem z nami działał przy zabezpieczaniu przeciekających wałów.
     
     - Macie w budżecie lub specjalnym funduszu pieniądze wydzielone specjalnie dla Węziny?

     - Mamy założone stowarzyszenie, przez które możemy pozyskiwać jakieś pieniążki unijne. Już wykorzystaliśmy takie pieniądze na utworzenie świetlicy wiejskiej. Z bagna będącego wysypiskiem śmieci i utrapieniem mieszkańców stworzyliśmy utwardzony plac z wiatą i siłownią na świeżym powietrzu. W gminie jest fundusz sołecki, ale to są niewielkie pieniądze. Uzgodniliśmy z panią wójt, że nie będziemy tych pieniędzy rozdzielać na poszczególne wsie tylko zrobimy wspólny fundusz dla wszystkich sołectw. Te pieniądze są wydawane tam, gdzie jest największa potrzeba. Według mnie takie rozwiązanie zdało egzamin.
     
     - Co jeszcze chce pani zrealizować?

     - Zbudowaliśmy „siłownię pod chmurką”. Jest wiata, są stoły, w związku z tym będą się tam odbywać okolicznościowe spotkania. Były zorganizowane gminne dożynki i mam nadzieję, że zostaną powtórzone. Przede wszystkim remontu wymaga nasza droga, będąca obecnie pod opieką powiatu. Jeszcze jest dużo do zrobienia. Tak sobie marzymy, żeby jakiś chodniczek wydzielić. Kiedyś ludzie wędrowali wałem, ale po modernizacji nie można tamtędy chodzić, bo jest wszystko świeże. Wał nam też trochę drogi zabiera, bo się osuwa. Ten chodnik nam leży na sercu, czy się uda – nie wiadomo. Mamy też w planie remont pomieszczenia, które w niedzielę spełnia funkcję kaplicy. Chcemy wymienić tam podłogę, ale to duży metraż, w związku z tym i duże koszty.
     
     - A jak mąż patrzy na to, że jest pani sołtysem?
     - Przyzwyczaił się przez tyle lat. Chętnie mi pomaga. Czasem, gdy wyjadę na kilka dni zastępuje mnie. Bez takiego wsparcia nie dałabym rady.
     
     - Za co otrzymała pani wyróżnienie marszałka? [Celina Sokołowska została wyróżniona przez marszałka województwa podczas spotkania z okazji Międzynarodowego Dnia Sołtysa]
     - Myślę, że za całokształt mojej działalności. To była bardzo miła niespodzianka i zarazem ogromne wyróżnienie.
     
     - Ale przecież sołtysów jest wielu.

     - No właśnie. Może ja jestem „dinozaurem”, mam długi staż? Może za to, że na terenie naszej wsi coś się dzieje? Ale to nie tylko moja zasługa, mamy tu też bardzo aktywną panią prezes Stowarzyszenia Dwie Wsie oraz prężnie działającą radną.
     
     - Bardzo się zmieniło sołtysowanie na przestrzeni tych trzydziestu lat?

     - Bardzo. Wcześniej było więcej pracy papierkowej: wypisywanie zaświadczeń, wydawanie świadectw zwierząt. Wtedy wszędzie jeździło się autobusem, były problemy, bo autobusy często były przepełnione i nie zawsze zabierały dodatkowych pasażerów. I ludzi było więcej. Nie mieli też takich wymagań. W tej chwili mieszkaniec łapie za telefon i chciałby, żeby jego sprawa była załatwiona natychmiast. Ludzie teraz chcieliby równych, prostych dróg, a wcześniej nie zwracali na to uwagi. Mieszkańcy chcieliby mieć natychmiast odśnieżone drogi. Czasami humorystycznie tłumaczę: "Jest zima, to musi być ślisko". Większość mieszkańców rozumie, że nie da się od razu wszędzie odśnieżyć, ale zdarzy się jeden pieniacz i musi być już, teraz. Kiedyś ludzie byli bardziej wyrozumiali.
     
     - Jakie ma pani plany na przyszłość, ale te niezwiązane z sołtysowaniem?

     - Bardzo lubię podróżować. W przyszłości planuję jeszcze zwiedzić trochę świata, ale przede wszystkim trzeba podreperować swoje zdrowie.
     
     - Dziękuję za rozmowę.

rozmawiał Sebastian Malicki
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
Reklama

To kupisz w pasażu portElu

Czytnik kart kryptograficznych Mini
Hosting WWW START
Czytnik kart kryptograficznych
Podpis elektroniczny zestaw na 1 rok