Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Środa 22-11-2017, imieniny Cecylii, Marka
 
Rek

UWAGA!

Zamknij Zamknij
Rek
Rek
Telefon portElu Halo, tu portEl
512 918 555

Wiadomości

Na osiedlu

Gospodarka

Społeczeństwo

Kultura

Sport

Na uczelniach

Zbrodnia i kara

Prasówka

Jej portEl

Kina i teatr

Konkursy

Dawny Elbląg

Poradnik

Hit czy kit?

Po godzinach

Fotoreportel

Ewenement natury Ewenement natury

Spokojnie, nie pali się. 8 dni i Ustrzyki zdobyte

 
Elbląg, Spokojnie, nie pali się.  8 dni i Ustrzyki zdobyte Paweł Koch przejechał rowerem blisko tysiąc kilometrów w osiem dni (fot. arch. prywatne)
Rek

Wybrał się na rowerową wyprawę z Elbląga w Bieszczady. Samotnie, z "Trójką" na uszach. Pokonując 140 km dziennie, po ośmiu dniach powitał Ustrzyki Górne. Nie pędził jak do pożaru. Elbląski strażak Paweł Koch twierdzi, że ta trasa to nic nadzwyczajnego i już myśli o dłuższym dystansie. Kierunek? Anglia albo Francja.

Na co dzień Paweł Koch jest strażakiem w Jednostce Ratowniczo-Gaśniczej nr 2 w Elblągu. Spieszy z pomocą, gdy trzeba ratować ludzkie życie lub mienie. Jest też płetwonurkiem. Przyznaje, że to trudna praca, szczególnie pod wodą, gdy strażacy prowadzą poszukiwania osób zaginionych. Jakoś trzeba odreagować więc Paweł biega, jeździ na rowerze, uprawia różne sporty.
     Urlopuje też aktywnie. W tym roku wrześniowy tydzień postanowił poświęcić na wyprawę rowerową w Bieszczady. Dlaczego Bieszczady?
     - Bo dalej w Polsce się nie da – przyznaje z uśmiechem.
     Jak pomyślał, tak zrobił. Wsiadł na rower i pojechał. Najpierw do Trójmiasta, potem promem na Hel, a dalej już na dwóch kółkach tam, gdzie kuszą połoniny.
     - Dziennie pokonywałem 140 km, no, maksymalnie 170 km – przyznaje. - Pogoda była "w kratkę", a w deszczu niezbyt przyjemnie się jeździ (śmiech). W trasie słuchałem radiowej "Trójki", która umilała mi czas anegdotami, a czasem piosenkami o rowerach i rowerzystach. Nie nudziłem się (śmiech).
     Dlaczego wybrał się w samotną podróż?
     - Trudno znaleźć kogoś, kto się przyłączy do takiego urlopowania – przyznaje Paweł Koch. - Na rowerze? Tyle kilometrów? Ludzie teraz wolą spędzać urlop w Egipcie, na plaży. Jechałem sam, ale nie żałuję. Nie nudziłem się – dodaje. - Jechałem drogami publicznymi, z TIR-ami, ale i takimi, gdzie asfalt się kończył i zaczynał piasek.
     Obyło się bez kontuzji, ale drobne usterki sprzętu zdarzały się.

 


     - Dwa razy "złapałem gumę", ale miałem zapasy, łatki itp. Bagaż ograniczyłem do minimum, ale "rzeczy rowerowe" obowiązkowo miałem (śmiech). Najwięcej miejsca zabrał namiot, w którym i tak nie spałem, bo pogoda nie sprzyjała
     Jednak Bieszczady przywitały elbląskiego strażaka słońcem. Po przejechaniu 975 km upragnione Ustrzyki Górne! Po ośmiu dniach na siodełku przyszedł czas na piesze wycieczki.
     Do Elbląga Paweł wrócił pociągiem. Twierdzi, że taką wyprawę poleca każdemu. Przed wyjazdem nie jest wymagany intensywny trening.
     - Wcześniej trzeba się po prostu ruszać. Pobiegać, pojeździć rowerem – zapewnia. - To nie jest jakiś nadzwyczajny wyczyn – skromnie przyznaje. - Już planuję dłużą trasę. Być może wiosną ruszę do Anglii lub do Francji. Myślałem też o Bornholmie, ale to wyprawa co najwyżej na weekend.

Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
Pokazuj od
najnowszych
Reklama