Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Sobota 25-11-2017, imieniny Katarzyny, Erazma
 
Rek

UWAGA!

Zamknij Zamknij
Rek
Rek
Telefon portElu Halo, tu portEl
512 918 555

Wiadomości

Na osiedlu

Gospodarka

Społeczeństwo

Kultura

Sport

Na uczelniach

Zbrodnia i kara

Prasówka

Jej portEl

Kina i teatr

Konkursy

Dawny Elbląg

Poradnik

Hit czy kit?

Po godzinach

Fotoreportel

Jesienne spacery. Jesienne spacery.

Święci w dawnej obyczajności ludowej

Przed uroczystością Wszystkich Świętych warto spojrzeć wstecz, bo choć Polska przyjęła chrzest w X wieku rozwoju chrześcijaństwa i jest sprawą naturalną, że Mieszko I i Bolesław Chrobry czynili starania ewangelizacyjne na podległych sobie ziemiach, to misje wśród rozdrobnionych plemion nie przebiegały tak pomyślnie, jak można by tego oczekiwać. Widać to w sięgających czasów pogańskich, żywych jeszcze miejscami tradycjach listopadowych.

Trudne początki
     
Trudno mniemać, iż wraz z Chrztem Polski (966 r.) ludność zamieszkująca obszar ówczesnego królestwa natychmiast zaprzestała swoich pogańskich praktyk i zrozumiała nieznaną dotąd naukę katolicką. Mało kto potrafił wówczas czytać i mógł pochwalić się znajomością Pisma Świętego. Świadczy o tym choćby notatka sporządzona przez dziejopisarza jezuitów S. Załęskiego, który pisze: „Misje [...] trwały po kilka tygodni, rozpoczynały się od katechizacji po chatach, polach, pastwiskach, które misjonarz objeżdżał, ludzi zbierał, obłaskawiał jak zwierzątka; nierzadko bowiem, w górach zwłaszcza, uciekali przed nim, kryli się w starych pniach i jamach. Rozpoczynał od podrostków; tych wyuczył pacierza, pieśni nabożnych, katechizmu, one zaś pomagały mu uczyć dzieci, młodzież dorosłą, a czasem i starszych”.
     W podobnym tonie sporządzona jest notatka wiejskiego proboszcza pochodząca z 1720 roku, co świadczy wręcz o dramatycznej niewiedzy prostego ludu: „Nastawszy do kościoła grodzieskiego zastałem ludzi tak bezbożnych, jak w Sodomie i Gomorze. Nie spowiadali się po lat dziesięciu, dwudziestu. O pacierzu trudno było pytać i o przykazaniu boskim, bo go nie umieli [...]. Naprzykrzałem się im, kiedy drugi dwadzieścia lat nie spowiadawszy si,ę musiał się spowiadać i o siwym włosie pacierza Bożego, przykazania uczyć się”.
     W tej sytuacji trudno się dziwić, że wśród oddalonych od większych skupisk ludzkich i miejsc kultu, zmiany zachodziły powoli, często były powierzchowne i łączyły się z praktykowaniem starych pogańskich zwyczajów. W społeczności takiej święci postrzegani byli w sposób użytkowy i życzeniowy. Nie bardzo też liczyły się tak naprawdę ich cnoty, dobroć i wiara. Ważna była natomiast pozycja społeczna i skuteczność… świętych oczywiście!
     
     Potrzeba relikwii
     
Na obszarze Polski, gdzie w pierwszych wiekach państwowości chrześcijaństwo rozwijało się powoli, kult świętych przesłonił nieco kult trudnej do pojęcia dla prostego człowieka Trójcy Świętej oraz postać Jedynego Boga, który zastąpić miał znane plemionom przedchrześcijańskie bóstwa. Ludzie chcieli zwracać się z modlitwami do bliższych sobie patronów, którzy za życia doczesnego wykonywali określony zawód, a prócz cnót, z których słynęli, mieli i swoje wady.
     Pomocny w tej kwestii był zwłaszcza szerzący się w Średniowieczu kult relikwii. Jak pisze w swojej książce Z. Kuchowicz: „Obfitość szczątków świętych patronów, jaką się ówcześnie w Polsce spotykało, była doprawdy zadziwiająca; mogło się wydawać, że niebo szczególnie upodobało sobie nasz kraj, by go obdarzyć rozmaitymi świętościami. Sami tylko dominikanie krakowscy szczycili się posiadaniem m.in. cząstki z Krzyża Świętego, trzech cierni z korony Chrystusowej, ziemi nasiąkłej Jego krwią, cząstki gąbki, którą przemywano Mu usta, cząstki słupa, przy którym był biczowany, skrawka purpury, w jaką przybrano Go na drwiny u Heroda, kamienia z góry Oliwnej… itp. W kościele Wniebowzięcia znajdowała się głowa św. Rozyny oraz czaszka jednej z 11 000 dziewic. Kościół św. Małgorzaty chlubił się posiadaniem czaszki św. Ambrożego, św. Rocha i św. Konstantego”.
     Podobne skarby znajdowały się też w posiadaniu kościołów innych miast i wsi. Przy czym do najczęściej spotykanych relikwii należała cząstka z Krzyża Świętego oraz czaszki świętych dziewic. Jak opisuje Z. Kossak, jeszcze w pierwszej połowie XX wieku, na wschodnich ziemiach Polski można było spotykać przydrożne Męki Pańskie, obwieszone strzępami płótna, wiszącego, póki same nie spadły. Płótna te „wyrażały zabieg leczniczy, jeden z tych, gdzie starożytność poślubiła chrześcijaństwo. Lud uznawał tylko śmierć naturalną, przychodzącą z wiekiem, śmierć, na którą czeka się z pogodą, a przyjmuje z godnością. Choroba stanowiła zło, z którym należało walczyć. Stare wiary pouczały, że słabość można przenieść na zwierzę (na psa urok) lub na drzewo. Wystarczało o nowiu owiązać pień chustą zmaczaną w wydzielinach chorego, jego pocie i krwi. Nadszedł czas, gdy pojęto, że drzewem nad wszelkie drzewa, drzewem błogosławionym, pomocnym jest Krzyż. Uwiązanie zatem pod stopami Pana chusty wilgotnej od czyjegoś śmiertelnego potu dawało pewność uproszenia zdrowia”.
     Z. Kuchowicz podaje m. in. za Komonieckim dokładny wykaz relikwii, jakie znajdowały się w kościele w Żywcu. A więc były to: „Partykuła drzewa świętego, na którym Chrystus Pan przybity był na krzyżu [...], partykuła kości od głowy świętego Krzysztofa uroniona [...]. Goleń z ciała świętego Krescentego [...]. Świętego Wita partykuła kości jego piszczele [...]”. Nie może dziwić w tej sytuacji uwaga J. Kellera, który zauważa iż „W wierze ludowej, zwłaszcza w średniowieczu, osoba świętego nie wchodzi prawie w rachubę wobec samych relikwii po nim. Relikwie jako takie są uznawane za nosiciela „cudownej siły”, dlatego kontakt z nimi, a choćby sama ich obecność, powodować może cudowne skutki”.
     Sytuacja taka pokazuje, że znaczenie relikwii w życiu ówczesnych ludzi było złożone. Z jednej strony bowiem zastępowały one posiadające swój głęboki pogański rodowód, a rozpowszechnione niemal od zawsze amulety, z drugiej zaś Kościół, zwalczając tego rodzaju magię, wprowadzał na ich miejsce kult relikwii nawiązujący do ziemskiego życia świętych. Wśród ludu różnica między domowym amuletem, a cząstką kości jakiegoś świętego szybko się zatarła, co u ludzi bardziej światłych wywoływało niejednokrotnie zgorszenie.
     Co smutne, według Z. Kuchowicza nie ulega wątpliwości, że świętych czczono w miejsce dawnych bóstw domowych, rodzinnych i opiekuńczych, które czuwały nad życiem rodzinnym, pracą i zdrowiem, niosąc pomoc i poradę. Stąd też wzięła się w naszym kraju tradycja, by każdy zawód miał swojego patrona, ku któremu poszczególne cechy zrzeszające rzemieślników odprawiały nabożeństwa, fundowały chorągwie i stawiały ołtarze.
     
     Który święty od czego
     
Święci tak teraz, jak i dawniej, mieli pod swoją opieką zawody, stany i narzędzia służące pracy człowieka. I tak w okresie średniowiecza patronem cieśli był św. Józef, szewców św. Kryspin, bartników i krawców św. Bartłomiej, flisaków i górników św. Barbara, pasterzy św. Mikołaj, rolników św. Izydor, lekarzy, aptekarzy i cyrulików św. Kosma i Damian, prawników św. Iwon, muzyków św. Cecylia, żołnierzy św. Jerzy, studentów św. Grzegorz, a gospodyń domowych św. Marta.
     Za kwestie zdrowotne odpowiadali tzw. „święci doktorzy”, którzy sprawowali opiekę nad ogólnym stanem ludzkiego zdrowia oraz pomagali w poszczególnych dolegliwościach. Od chorób zakaźnych, chronili „wspomożyciele i obrońcy przed zarazą”: św. Roch, św. Sebastian oraz św. Rozalia, którym poświęcano wiele kościołów, pieśni i specjalnych litanii. Dotkniętych epilepsją ratował św. Walenty, a cierpiącym na pląsawicę pomagał św. Wit. W dolegliwościach przejawiających się bólami głowy „skuteczna” była św. Anastazja, od „bólu gardła” ratował św. Błażej, a nękanym bólami zębów ulgę przynosiła św. Apolonia. Chorym na oczy pomagała św. Otylia, cierpiącym na wątrobę św. Erazm. Rodzącymi kobietami opiekowała się św. Małgorzata.
     Według tradycji przed pożarem chronili św. Agata, św. Florian i św. Wawrzyniec, których wizerunki wystawiano w okno w czasie pożaru. Święci ci, wraz ze św. Barbarą, bronili także przed burzą i piorunami. Św. Dionizy chronił przed plagą myszy i szczurów, a od wielkich mrozów strzegł św. Marcin. Zgubę pomagał odnaleźć i bronił od złodziei św. Antoni. W przypadku powodzi uciekano się do św. Jana Nepomucena, który bronił także dobrej sławy. Podróżnymi opiekował się św. Krzysztof, a patronem urodzaju był św. Jacek.
     Od Średniowiecza na terenie Polski utrzymywał się również kult tradycyjnych patronów Polski: św. Stanisława i św. Wojciecha. Przy czym nie ulega wątpliwości, że kult świętych w Polsce charakteryzował się wyjątkowym kolorytem, co uwidacznia się chociażby w siedemnastowiecznym dramacie, w którym św. Józef narzeka na trudy i kłopoty, jakie sprawiło mu niedobrane małżeństwo, czy poufałe traktowanie apostołów, przedstawianych jako ludzi prostych, niegardzących życiowymi uciechami. Wyrażają to dobrze mogącej gorszyć współczesnych ludzi słowa kolędy:
     
„Piotr z apostoły stojąc przy dzbanie
     Woła do Jana: „Pij rychło Janie”.
     Pił Szymon garncem do Mateusza,
     Filip konewką do Tadeusza...
     Gdy Jakub Mniejszy porwał garnuszek,
     Judasz Tadeusz nalał kieliszek...
     Pawle z Maciejem, wam oskomina,
     Żeście nie pili takiego wina.
     Hej wino, wino, wino,
     Lepsze niż przedtem było
     w Kanie Galilejskiej.”
     
     W takiej sytuacji nie może dziwić fakt, że Kościół w Rzymie zdystansował się od swoistej pobożności ludowej, czemu wyraz dał papież Pius V, kiedy po Soborze Trydenckim dokonał reformy kalendarza Świętych, ograniczając do liczby 150 wspomnienia Świętych, których dalsze rozszerzenie groziło przesłonięciem tajemnic Chrystusa przeżywanych w ciągu roku liturgicznego.
     Rzym jednak był daleko, a prostym ludziom w Polsce potrzebni byli Święci opiekunowie, którzy byliby jego orędownikami w kraju. Wierzono bowiem, że skoro Chrystus Pan płakał nad Jerozolimą, albowiem miłował swój naród, to i Jego naśladowcy, czyli święci, miłując swoje rodzinne strony i rodaków, przez swoje wstawiennictwo utworzą „niby baldachim opiekuńczy, rozpostarty nad ich ziemią ojczystą”.
     Rozumowanie takie legło u podstaw nowego rodzaju kultu, rozmaitych narodowych świętych i świątobliwych, których wyszukiwano w owym okresie Baroku dosłownie na setki. Nieważne przy tym było, jak żyli i co robili nowi święci. Ważny był stan, z którego się wywodzili i ewentualne koneksje, co tak naprawdę zaprzecza rozumieniu świętości, o którym nauczał Kościół.
     Jak pisze Z. Kuchowicz, jeszcze w 1767 roku ks. Florian Jaroszewicz wydał obszerne dzieło pt. „Matka świętych Polska albo żywoty świętych, błogosławionych, wielebnych, świątobliwych Polaków i Polek wszelkiego stanu i kondycji”, który zawierał bogaty zbiór świętych polskich na każdy dzień roku. Można powiedzieć, że jest to pomnik megalomanii narodowej, w którym niezwykłe historie, wymyślna dewocja, całkowicie prywatne i niemożliwe do skontrolowania przeżycia stają się istotnym znamieniem świętości. Przy czym w tej specyficznej galerii postaci oprócz uznanych przez Kościół świętych spotykamy m.in. książąt i królów polskich: Mieszka I, Bolesława Chrobrego, Bolesława Śmiałego, Zygmunta Starego, Zygmunta III, którzy bynajmniej cnotliwego życia nie prowadzili. Znaleźć też można na przykład u Jaroszewicza m.in. Żywot świątobliwych Stanisława i Mikołaja Potockich, którzy znani byli ze swej srogości i alkoholowo-seksualnych nadużyć, które zmazane miały być przez ich niechęć do innowierców, co stanowiło całkowite pomylenie pojęć i stworzenie tym samym modelu świątobliwości, od którego dystansuje się dzisiejszy katolicyzm i wiara oparta na Piśmie Świętym oraz dogmatach.
     
     Ku nauce kościoła
     
W społeczeństwie feudalnym, głęboko podzielonym i często zwaśnionym, nie było miejsca na jedność Ludu Bożego, stąd tajemnica świętych obcowania, do której nawiązuje uroczystość Wszystkich Świętych, pozostawała niezrozumiała. Także samo słowo „święty”, obecnie niemal zawsze kojarzone z pojęciem dobroci moralnej, sugerując nadzwyczajność człowieka, którego charakteryzuje wyjątkowa i godna podziwu cnota oraz charyzmaty, było tak na prawdę dalekie rozpasanemu modelowi lansowanemu w naszym kraju przez ludową pobożność barokową, jakże wygodną dla prowadzących życie hulaszcze, dalekie od ideałów i norm katolickich.
     Słowa nauczania papieża Pawła VI z 21 listopada 1964 roku: „Wierzymy we wspólnotę wszystkich wiernych chrześcijan, a mianowicie tych, którzy pielgrzymują na ziemi, zmarłych, którzy jeszcze oczyszczają się, oraz tych, którzy cieszą się już szczęściem nieba, i że wszyscy łączą się w jeden Kościół; wierzymy również, że w tej wspólnocie mamy zwróconą ku sobie miłość miłosiernego Boga i Jego świętych, którzy zawsze są gotowi na słuchanie naszych próśb”, choć wyrażały powtarzane przez wieki nauczanie Kościoła, stały się dla wielu słyszalnymi i zrozumiałymi dopiero teraz. To pokazuje, że rozumienie świętości wśród wiernych odbiegało znacznie od symboliki i wartości promowanych przez duszpasterzy, co z kolei znalazło swoje odzwierciedlenie w obrzędowym, a nie duchowym świętowaniu przypadającej 1 listopada uroczystości Wszystkich Świętych.
     
     Źródło: dr M. Kowalczyk, „Uroczystość Wszystkich Świętych w nauczaniu Kościoła i polskich tradycjach ludowych”, w: „Tarnowskie Studia Teologiczne”, tom XXVIII/1, rok 2009, s. 93-118.
     
     

mk
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
Pokazuj od
najnowszych
  • + za artykuł, miło sie czyta coś takiego w czasach wciskania polityki gdzie sie da
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    robits(2010-10-31)
  • świetny, przynajmniej coś o czym w szkole nie było słychać; chcemy więcej! MY
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    (2010-10-31)
  • Dobry artykuł, rzeczywiście. Oczywistym też jest, że tzw. wiara katolicka de facto nie jest tu "zakorzeniona" od tysiaca lat, a metody "nawracania" "Pogan" były bardzo wymyślne. Będąc w Skandynawii słyszałem o technikach z jednym gatunkiem węża, uhhhh, ochyda. .. PS. a skąd wzięło się to dziwne słowo "Poganie". Swoją drogą, to powinniśmy się nazywać także "Barbarzyńcami" wyznając jednostronną wersję historii spisaną przez Imperium Rzymskie.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    lemór(2010-10-31)
Reklama