Czwartek 18-10-2018, imieniny Łukasza, Juliana
 
Rek

UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później
Rek
Telefon portElu Halo, tu portEl
512 918 555

Wiadomości

Wybory 2018

Sport

Gospodarka

Na osiedlu

Społeczeństwo

Na uczelniach

Kultura

Zbrodnia i kara

Dawny Elbląg

Jej portEl

Kina i teatr

Konkursy

Prasówka

Poradnik

Hit czy kit?

Po godzinach

Fotoreportel

W tańcu W tańcu

Te konie to niezły konik

Skrzynka na listy, kalosze, parasol, ręczniki, mydło, płaskorzeźby, świeczka, zabawka – wszystko z wizerunkiem lub w kształcie konia. A to zaledwie część kolekcji Pani Małgorzaty Antczak z Kadyn.

Grzegorz Dobrowolski: – Skąd ta nietypowa pasja?
     
Małgorzata Antczak: – Dla mnie nie jest to nietypowa pasja z tego względu, że mój mąż jest kowalem, słynnym w całym kraju i w Europie. Mimo że boję się koni, to mam zamiłowanie do różnych figurek i nie tylko.
     
     Andrzej Andrejuk: – Od kiedy zbiera Pani gadżety związane z końmi?
     
Historia związana z moim hobby rozpoczęła się w 1993 roku, kiedy jeszcze ceramika kadyńska istniała. Moja córka wybrała się tam na warsztaty, ulepiła z gliny głowę konia i to mi się tak spodobało, że po prostu zaczęłam zbierać. Sama zaczęłam kupować czy dostawać w prezencie. Nazbierało się tego tak wiele, że po pewnym czasie przestałam liczyć.
     
     Agnieszka Jasionowska: – Ale orientuje się Pani, ile przedmiotów znajduje się w kolekcji?
     
Straciłam rachubę, ale na pewno ponad 150 sztuk. Są to różnego rodzaju gadżety, od takich malutkich figurek, po kucyka w stajni.
     
     AJ: – Jakby mogła Pani przeliczyć to na kilogramy...
     
W ubiegłym roku w październiku miałam wystawę w stadninie koni w Sokolniku. Były to dwa samochody i to nie było jeszcze wszystko.
     
     GD: – Jak zgromadziła Pani tak okazałą kolekcję?
     
Z każdej zagranicznej podróży mąż przywozi mi przedmioty związane z końmi, a także dostaję w prezencie od znajomych. Nawet na 25-lecie małżeństwa dostaliśmy dużego, pięknego, szklanego konia, a z okazji 50. urodzin córka zrobiła mi wizerunek konia z „piorunów” znalezionych na plaży. Dodatkowo sama kupuję przedmioty na zawodach jeździeckich. O dziwo, w mojej kolekcji nie powtórzył się żaden koń.
     
     AJ: – Kolekcjonerstwo to hobby, zajmujące czasem połowę mieszkania. Jak to wygląda w Pani przypadku?
     
Jest tego tak wiele, że część z trofeów jest poukładana w kartonach, a w zeszłym roku specjalnie kupiliśmy trzy komody, aby pomieścić wszystkie przedmioty. Natomiast większość kolekcji stoi na półkach. Poza tym jest mały korytarzyk, gdzie wiszą zdjęcia i obrazy.
     
     AA: – Posiada Pani jakąś ulubioną pamiątkę?
     
Mam coś szczególnego... taką szklaną kostkę z wizerunkiem konia w środku, którą stawiam na podświetlanej podstawce, mieniącą się różnymi kolorami, co jest bardzo oryginalne i nawet wnuki się tym bawią. W sumie posiadam trzy takie kostki i każda z nich jest inna.
     
     GD: – W jakich miejscach pozyskuje Pani kolejne przedmioty do kolekcji?
     
Jest dużo takich miejsc. Jeździmy z mężem na zawody w kraju i zagranicą, gdzie kupujemy na stoiskach różne gadżety. Posiadam pamiątki z różnych zakątków świata, m.in. z Francji, Włoch, Czech i Niemiec. Szukamy ciekawych przedmiotów w sklepach jeździeckich.
     
     AA: – Czy jeździ Pani konno, a może pracowała Pani w stadninie koni?
     
Pracowałam przez jakiś czas w stadninie koni w Kadynach i w Liskach, ale z końmi nie miałam nic wspólnego, jedynie mąż z racji zawodu. Natomiast jeśli chodzi o jazdę konną, to siedziałam tylko w siodle, a tak w ogóle to się ich boję, ponieważ są to duże zwierzęta (mówi z uśmiechem Pani Małgorzata Antczak).
     

 


     Wywiad został przeprowadzony 10 marca w ramach Dnia Przedsiębiorczości w Zespole Szkół Gospodarczych w Elblągu przez Andrzeja Andrejuka i Grzegorza Dobrowolskiego, uczniów ZSG pod okiem dziennikarki.
     

Anieze
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
Pokazuj od
najnowszych
Reklama

To kupisz w pasażu portElu

Naszywka GODŁO
Polar z haftem
Naszywki
Naszywka HERB ELBLĄGA