Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Sobota 20-01-2018, imieniny Fabiana, Sebastiana
 
Rek

UWAGA!

Rek
Telefon portElu Halo, tu portEl
512 918 555

Wiadomości

Na osiedlu

Gospodarka

Społeczeństwo

Kultura

Sport

Na uczelniach

Zbrodnia i kara

Prasówka

Jej portEl

Kina i teatr

Konkursy

Dawny Elbląg

Poradnik

Hit czy kit?

Po godzinach

Fotoreportel

Tak Elbląg witał nowy rok Tak Elbląg witał nowy rok

Te konie to niezły konik

Skrzynka na listy, kalosze, parasol, ręczniki, mydło, płaskorzeźby, świeczka, zabawka – wszystko z wizerunkiem lub w kształcie konia. A to zaledwie część kolekcji Pani Małgorzaty Antczak z Kadyn.

Grzegorz Dobrowolski: – Skąd ta nietypowa pasja?
     
Małgorzata Antczak: – Dla mnie nie jest to nietypowa pasja z tego względu, że mój mąż jest kowalem, słynnym w całym kraju i w Europie. Mimo że boję się koni, to mam zamiłowanie do różnych figurek i nie tylko.
     
     Andrzej Andrejuk: – Od kiedy zbiera Pani gadżety związane z końmi?
     
Historia związana z moim hobby rozpoczęła się w 1993 roku, kiedy jeszcze ceramika kadyńska istniała. Moja córka wybrała się tam na warsztaty, ulepiła z gliny głowę konia i to mi się tak spodobało, że po prostu zaczęłam zbierać. Sama zaczęłam kupować czy dostawać w prezencie. Nazbierało się tego tak wiele, że po pewnym czasie przestałam liczyć.
     
     Agnieszka Jasionowska: – Ale orientuje się Pani, ile przedmiotów znajduje się w kolekcji?
     
Straciłam rachubę, ale na pewno ponad 150 sztuk. Są to różnego rodzaju gadżety, od takich malutkich figurek, po kucyka w stajni.
     
     AJ: – Jakby mogła Pani przeliczyć to na kilogramy...
     
W ubiegłym roku w październiku miałam wystawę w stadninie koni w Sokolniku. Były to dwa samochody i to nie było jeszcze wszystko.
     
     GD: – Jak zgromadziła Pani tak okazałą kolekcję?
     
Z każdej zagranicznej podróży mąż przywozi mi przedmioty związane z końmi, a także dostaję w prezencie od znajomych. Nawet na 25-lecie małżeństwa dostaliśmy dużego, pięknego, szklanego konia, a z okazji 50. urodzin córka zrobiła mi wizerunek konia z „piorunów” znalezionych na plaży. Dodatkowo sama kupuję przedmioty na zawodach jeździeckich. O dziwo, w mojej kolekcji nie powtórzył się żaden koń.
     
     AJ: – Kolekcjonerstwo to hobby, zajmujące czasem połowę mieszkania. Jak to wygląda w Pani przypadku?
     
Jest tego tak wiele, że część z trofeów jest poukładana w kartonach, a w zeszłym roku specjalnie kupiliśmy trzy komody, aby pomieścić wszystkie przedmioty. Natomiast większość kolekcji stoi na półkach. Poza tym jest mały korytarzyk, gdzie wiszą zdjęcia i obrazy.
     
     AA: – Posiada Pani jakąś ulubioną pamiątkę?
     
Mam coś szczególnego... taką szklaną kostkę z wizerunkiem konia w środku, którą stawiam na podświetlanej podstawce, mieniącą się różnymi kolorami, co jest bardzo oryginalne i nawet wnuki się tym bawią. W sumie posiadam trzy takie kostki i każda z nich jest inna.
     
     GD: – W jakich miejscach pozyskuje Pani kolejne przedmioty do kolekcji?
     
Jest dużo takich miejsc. Jeździmy z mężem na zawody w kraju i zagranicą, gdzie kupujemy na stoiskach różne gadżety. Posiadam pamiątki z różnych zakątków świata, m.in. z Francji, Włoch, Czech i Niemiec. Szukamy ciekawych przedmiotów w sklepach jeździeckich.
     
     AA: – Czy jeździ Pani konno, a może pracowała Pani w stadninie koni?
     
Pracowałam przez jakiś czas w stadninie koni w Kadynach i w Liskach, ale z końmi nie miałam nic wspólnego, jedynie mąż z racji zawodu. Natomiast jeśli chodzi o jazdę konną, to siedziałam tylko w siodle, a tak w ogóle to się ich boję, ponieważ są to duże zwierzęta (mówi z uśmiechem Pani Małgorzata Antczak).
     

 


     Wywiad został przeprowadzony 10 marca w ramach Dnia Przedsiębiorczości w Zespole Szkół Gospodarczych w Elblągu przez Andrzeja Andrejuka i Grzegorza Dobrowolskiego, uczniów ZSG pod okiem dziennikarki.
     

Anieze
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
Pokazuj od
najnowszych
Reklama