Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Sobota 18-11-2017, imieniny Karoliny, Romana
 
Rek

UWAGA!

Rek
Telefon portElu Halo, tu portEl
512 918 555

Wiadomości

Na osiedlu

Gospodarka

Społeczeństwo

Kultura

Sport

Na uczelniach

Zbrodnia i kara

Prasówka

Jej portEl

Kina i teatr

Konkursy

Dawny Elbląg

Poradnik

Hit czy kit?

Po godzinach

Fotoreportel

Park Dolinka Park Dolinka

Teraz albo nigdy! (Elblążanie z pasją, odc. 27)

 
Elbląg, Teraz albo nigdy! (Elblążanie z pasją, odc. 27) fot. arch. prywatne
Rek

Pewnego dnia sprzedał laptopa, samochód i książki, a potem spakował się i ruszył w świat. Był już w Turcji i Kazachstanie, w Gruzji, w Azerbejdżanie, dotarł do Chin, teraz jest w Wietnamie. O tym jak ludzi z Europy widzą ci, którzy mieszkają na drugim końcu świata, dlaczego nie trzeba fortuny do tego, by spełnić marzenia i czemu warto chodzić swoimi drogami, a nie tymi, o których można przeczytać w przewodniku opowiada Bartosz Wlazły, który od początku listopada jest w ciągłej podróży.

Bartek ma 28 lat i pochodzi z Elbląga. W szkole średniej zaczął trenować biegi długodystansowe, w elbląskim MKS Truso, po maturze zaczął studiować dziennikarstwo na Uniwersytecie Warmińsko- Mazurskim i dalej trenował.
     - Po roku walki z kontuzją i przymusowym zakończeniu przygody ze sportem rzuciłem studia – mówi Bartosz Wlazły. - Wpisałem w Google "praca w Anglii" i tydzień później podjąłem pierwszą pracę w życiu, w fabryce ciastek. W Anglii spędziłem rok, później dwa sezony w ośrodku narciarskim w Szwecji. Nie mogłem usiedzieć w miejscu i w 2010 r. pojechałem autostopem do Hiszpanii. Teraz nie robi to już na mnie wrażenia, ale wtedy było sporym wyzwaniem.
     Rok później zatęsknił za sportem i zaczął studia na gdańskiej AWFiS, którą skończył w czerwcu ub.r.
     
     - Chyba każdy marzy o podróży dookoła świata, ale mało kto decyduje się na taki krok. Pan taką decyzję podjął. Zostawił Pan wszystko, czym do tej pory się zajmował. Trudno zdecydować się na coś takiego?

     - Czy trudno się zdecydować? Tak i nie. Z jednej strony wizja tak długiego przebywania poza domem, z dala od rodziny i przyjaciół, bez majątku na koncie jest w pewnym sensie przerażająca i ciężko po prostu wszystko tak zostawić. Z drugiej strony jest jeszcze wizja braku obowiązków, ucieczki od codziennego pośpiechu i realizacji marzeń zdecydowanie przeważała. U mnie pomysł większej wyprawy kiełkował od prawie roku. Najpierw miała to być Azja południowo-wschodnia, ale z czasem plany zaczęły się zmieniać. Aż 7 listopada stanąłem na obwodnicy Elbląga i ruszyłem na przygodę życia. Od trzech lat studiowałem i pracowałem. Teraz mogłem zająć się pracą trenerską której chcę się poświęcić, ale jeżeli bym to zrobił to już raczej nie znalazł bym czasu na podróż jak ta. Pomyślałem "ok, teraz, albo nigdy"!
     
     - Jak się przygotować do takiej podróży? Trzeba mieć odłożoną fortunę? A może wystarczą chęci i tylko trochę gotówki?

     - Pieniądze to temat rzeka. Wiele osób myśli, że bez fortuny to niemożliwe, ale ja się pytam co? Wszystko zależy, czy chcesz siedzieć w super hotelu i pić drogie drinki przy basenie? Albo czy chcesz w każdym mieście jeździć na wycieczki z lokalnymi agencjami? A może wolisz wejść w lokalną społeczność, pójść na lokalny targ, kupić warzywa i mięso na obiad, na który zaprosisz poznanego "lokalsa"? Przecież nawiązując kontakty z tymi ludźmi dowiesz się za darmo tego, za co zapłacisz przewodnikowi. Porozmawiasz o kulturze danego regionu i życiu tutaj. Nie ma lepszego sposobu. Ja zamiast biegać między jedną, a drugą atrakcją z przewodnika wolę założyć słuchawki z dobrą muzyką i zgubić się w nowym mieście podczas 10-15 km spaceru przypadkowymi uliczkami. To tam żyją, jedzą i spędzają czas mieszkańcy i to tam idę w pierwszej kolejności. Często śpię w namiocie, a podróżuję autostopem, co też jest ulgą dla mojego niewielkiego budżetu. Koniec końców, wydaję w podróży mniej niż w domu, bo nie płacę czynszu i innych rachunków, korzystam też czasem z couchsurfingu, a także spotykam się bardzo często ze zwykłą gościnnością. Ludzie lubią zaprosić człowieka, który jest któryś miesiąc w podróży, na obiad, kawę, piwo i pogaduchy. Nie było na mojej drodze kraju, gdzie nie spotkałbym pomocnych i gościnnych ludzi. Kończąc temat pieniędzy. Ja sprzedałem trochę swoich rzeczy, jak książki, laptop, auto. Największe wydatki, czyli wizy, szczepienia, odzież i sprzęt na wyprawę, pokryłem właśnie z tych środków i zostało mi trochę na oszczędne życie. Teraz środki się już prawie wyczerpały i za pomocą różnych kanałów próbuję zebrać trochę, by dotrzeć do Australii, którą też mam w planach objechać. Wiadomo, że jeżeli ktoś nie ma fortuny na koncie to musi liczyć się z tym, że gdzieś po drodze trzeba będzie popracować, ale ja się pracy nie boję i od dawna mam w sobie przekonanie, że jak zabraknie pieniędzy, to gdziekolwiek na świecie mogę zarobić, chociaż na przeżycie. Nie zamierzam nigdzie siedzieć i płakać.
     
     - Porusza się Pan po jakiejś wyznaczonej trasie czy raczej wiele zależy tu od okoliczności albo przypadków?

     - Wyjeżdżając z domu miałem w głowie zarys planu, tzn. wiedziałem mniej więcej, przez które kraje chcę przejechać. To chyba na tyle jeżeli chodzi o plany, bo wszystko po drodze po prostu się dzieje. Jeżdżę, poznaję, rozmawiam, pytam o rekomendacje. Często wstaję rano i zastanawiam się, w którą stronę udam się tym razem. Wiele osób robi dokładne plany swoich podróży i ja nie mówię, że to jest złe. Ja po prostu wolę swój podróżniczy freestyle.
     
     - Co Pana najbardziej zdziwiło w krajach, które Pan odwiedził?

  fot. arch. prywatne fot. arch. prywatne

- Ciężko powiedzieć, dziś po trzech miesiącach chyba nie dziwi mnie już nic. Generalnie świat przybiera wiele różnorodnych form, inne zachowania ludzi, zmieniająca się natura i konieczność przyzwyczajania się do tych zmian. Z drugiej strony jeżeli chodzi o treść, a nie formę to ludzie są wszędzie podobni, bo kierują nami te same instynkty i chcemy zaspokajać te same potrzeby. Podróżując wystarczy mieć otwarty umysł i nie oceniać ludzi za każde zachowanie, które u nas uchodziłoby za niestosowne. Jeżeli przyjmiemy, że wyznawanie różnych wartości wynika z różnic kulturowych między poszczególnymi regionami zamiast oceniać i się dziwić zaczynamy się uczyć i rozumieć.
     
     - A co rozśmieszyło?
     - Tysiące mniejszych i większych rzeczy. Nie mogę podać jednej konkretnej rzeczy, bo było ich za dużo. Poza tym często ważny był kontekst kulturowy i sytuacyjny, więc opowiedzenie tego wyczerpałoby miejsce jakie mamy na tą rozmowę. Generalnie jednak uśmiech rzadko schodzi z twarzy podczas podróży, bo zmieniam co chwilę miejsca i znowu odczuwam tę dziecięcą ciekawość, którą często tracimy wchodząc w dorosłość. Znowu jestem podekscytowany widząc coś nowego, pokazując palcem i zadając tysiąc pytań. To najważniejsze, co osiągam przez tę podróż, bo udało mi się wyrwać ze schematu: pracuj, kupuj, jedz, śpij. Miałem tego dosyć.
     
     - A czy zdarzyło się coś takiego, co sprawiło, że pomyślał Pan: "o nie, mam już dość wracam"? Były takie momenty zwątpienia?

     - Były momenty kiedy nie szło, bywało, że byłem zły na cały świat i były dni, kiedy mocno tęskniłem za domem i ludźmi, którzy zostali, gdzieś daleko. Mimo wszystko nie myślałem nawet przez chwilę o zakończeniu projektu, myślę o celu, a nie o tym jak go porzucić. Kiedy dzieje się coś złego staram się pamiętać, że: "everything is good for something", czyli mniej więcej, że wszystko dzieje się po coś. To zazwyczaj wystarcza i jestem spokojny.
     
     - Co obcokrajowcy wiedzą o Polsce i Polakach? Z czym im się nasz kraj kojarzy?
     - W Azji wiedzą na przykład, że Polska to gdzieś w Europie, niektórzy kojarzą polskiego papieża. Generalnie jednak większość, widząc białego człowieka, od razu myśli "bogaty i z Ameryki". Smutne jest to, że wiele osób widzi w nas po prostu bankomat, ale trzeba zrozumieć, że przez politykę wielkich państw tutaj naprawdę nie ma pieniędzy. Ci ludzie widzą więc typowego turystę, który idzie do biednej dzielnicy w modnych ciuchach, koniecznie z aparatem większym od jego głowy i robi zdjęcie biednych ludzi przystawiając im obiektyw do twarzy, bo to będzie dobre, szokujące zdjęcie. Nic więc dziwnego, że później wszyscy turyści wydają się tacy sami. Ja wolałbym, żeby zamiast iphona wyciągnęli rękę do tych ludzi i poznali ich prawdziwe życie. Nie mówię o rozdawaniu pieniędzy, zresztą ludzie tutaj wcale o nie nie proszą. Nie czekają na gwiazdkę z nieba tylko każdy coś robi: zupę, kanapki, koraliki, sprzedaje serwetki, oprowadza turystów. A że przy okazji trochę ich oszukuje? Cóż nie usprawiedliwiam tego, ale też wiem, że to wynika z zachowania typowych turystów.
     
     - Do kiedy będzie Pan w podróży?
     - Termin powrotu póki co bliżej nie jest określony. Będę jeździł, poznawał, po drodze gdzieś pracował. Może uda się przejechać świat dookoła, a może nie. Jeżeli ktoś jest ciekawy zapraszam do śledzenia bloga i konta na facebooku, dzielę się doświadczeniem chętnie i jeżeli ktoś potrzebuje informacji o miejscach, które odwiedziłem też może śmiało pytać.
     
     Ci, którzy chcą śledzić podróż Bartka mogą to zrobić poprzez jego bloga 80dreamsaround.blogspot.com
     

zanotowała Marta Wiloch
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
Reklama