Wtorek 11-12-2018, imieniny Damazego, Daniela
 
Reklama w Elblągu
Rek

UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później
Zamknij Zamknij
Rek

Wsiadłam... i zostałam (Elblążanie z pasją, odc. 16)

 
Elbląg, Wsiadłam... i zostałam  (Elblążanie z pasją, odc. 16) 15-letnia Marta Witkowska w kajakarstwie odnosi spore sukcesy (fot. nadesłana)
Rek

Nie boi się wypływać na szerokie wody... zarówno kajakiem jak i wpław. Piętnastoletnia Marta Witkowska, bohaterka dzisiejszego odcinka naszego cyklu „Elblążanie z pasją”, pływa od dziecka, ale za wiosła chwyciła niedawno. Mimo krótkiego stażu w klubie kajakarskim, zdążyła już osiągnąć pierwsze sportowe sukcesy.

- Zanim zaczęłaś trenować kajakarstwo, aktywnie uprawiałaś pływanie.
     Marta Witkowska: - Tak. Pływanie trenowałam przez całą szkołę podstawową i początek gimnazjum. Zresztą moja mama była trenerem pływania.
     
     - Trenujesz dopiero od początku tego roku. Jak zaczęła się Twoja przygoda z kajakiem?

     - Zaczęło się w ferie zimowe, kiedy wraz z pływakami mieliśmy ćwiczenia na siłowni w klubie kajakarskim. Pewnego razu trenerzy z klubu zaproponowali, żebym spróbowała wsiąść do kajaka i przepłynąć parę metrów. Wsiadłam i... zostałam. Teraz trenuję kajakarstwo w klubie Olimpii Elbląg i bardzo się z tego cieszę. Udało mi się osiągnąć, to co osiągnęłam i mam nadzieje na wiele lepsze rezultaty.
     
     - Właśnie. Pochwal się tym, co osiągnęłaś.
     - Razem z moja koleżanką, Marceliną Kreczman, zdobyłyśmy w tym roku trzecie miejsce na Międzynarodowych Mistrzostwach Polski w Maratonie Kajakowym. Oprócz tego dostałam się na ogólną, dalszą listę do kadry.
     
     - Musiałaś wiele pracować na swoje wyniki. Jak często trenujesz?

     - Treningi są codziennie. Nie ukrywam, jest ciężko połączyć to ze szkołą i nauką, ale daje sobie jakoś radę, bo na pewno warto. Po szkole zawsze się biegnę na trening, gdzie daje z siebie wszystko. Staram się robić więcej niż moje rywalki, żeby mimo wszystko być od nich lepsza. Tym bardziej, że muszę dużo nadrobić, bo dopiero zaczęłam trenować, a dziewczyny, które już ćwiczą po sześć, siedem lat maja większą siłę ode mnie i lepszą technikę. Po treningu, kiedy przychodzę do domu jestem bardzo zmęczona i jest bardzo późno... a tu jeszcze trzeba się przygotować do szkoły. Zdarzyło się parę razy, ze zarywałam noce, żeby się nauczyć do jakiejś klasówki. Również gdy jedziemy na zawody zabieramy ze sobą książki. Nasz trener każe się uczyć, myśli przyszłościowo i na przykład podczas zawodów mamy taką przymusowa godzinę mówienia po angielsku. Sama wiem, że teraz muszę się uczyć więcej niż zwykle. Jestem w ostatniej klasie gimnazjum, w tym roku szkolnym czeka mnie egzamin.
     
     - Czy w ciągu roku macie czas przerwy od treningów?

     - Od treningów nigdy nie ma przerw. To jest cena sportu i cena sukcesu. Oczywiście są takie okresy, w których trenujemy mniej. Zazwyczaj całe wakacje spędzamy na kajakach, bo jest idealna pora do tego. Z kolei zimą rzeka nam zamarza i musimy się gdzieś podziać. Wtedy częściej chodzimy na siłownię. Okresów dłuższej przerwy w treningach praktycznie nie mamy.
     
     - Czy w swoim napiętym planie dnia znajdujesz czas na inne drobne hobby?

     - Czas zawsze się znajdzie, mimo wszystko nie mogę mocniej rozwijać swoich zainteresowań ze względu na sport. Mimo wszystko nie ubolewam nad tym zbytnio. Jestem zadowolona z tego co robię. Nie siedzę bezczynnie, jak inne dziewczyny, przez większą część dnia. A inne hobby? Swego czasu bardzo lubiłam grę na gitarze. Bardzo ciągnęło mnie do muzyki i nadal sobie podśpiewuję, nawet na treningach. Staram się czasem wiosłować w rytm muzyki.
     
     - Nadal grasz na gitarze?

     - W podstawówce jeszcze dawałam radę godzić sport z zamiłowaniem do muzyki. Teraz już nie mam możliwości grać. Swego czasu, niestety tylko przez rok, chodziłam do szkoły muzycznej. Wtedy też grałam na skrzypcach, a później na flecie.
     
     - Jak sama mówisz, treningi zabierają Ci sporą część dnia. Mimo trudu, jaki wkładasz w ćwiczenia, spodziewam się, że nie lubisz mieć dłuższych przerw od uprawiania sportu?

     - To prawda. Jak mam duże przerwy, to nie wytrzymuje. Mam za dużo energii. Po trzech dniach w bezruchu nie mogę normalnie spać. Pomimo, że jestem zmęczona psychicznie, moje ciało mówi „idź biegać, rób cokolwiek”. Potem przychodzę na trening pełna energii i chociaż trener daje wycisk, a na następny dzień budzę się z zakwasami, nie mam ochoty na odpoczynek.
     
     - Wiele lat trenowałaś pływanie. Czy było Ci trudno porzucić ten sport dla kajakarstwa?

     - Bardzo. Nie umiałam się pogodzić z tym, ze kończę pływanie i muszę pożegnać się z całą kadrą trenerów i zawodników. Przecież to osoby, które znałam od dzieciństwa, z którymi się przyjaźniłam. Na początku jeszcze godziłam obie dyscypliny. Przychodziłam i na basen i na przystań kajakową, ale z czasem musiałam określić, z czym ostatecznie chciałabym się związać.
     W ten sposób, wszystkie treningi pływania rzuciłam dla innego sportu. Czasem jak myślę o tym, to rozklejam się. Pływanie trenowałam od wielu lat, jest to coś co kocham. Mimo wszystko w kajakarstwie czuję się mocniejsza. Czuję, że z dnia na dzień staje się coraz lepsza i że mogę coś osiągnąć. Niektóre dziewczyny trenują już po kilka lat - ja dopiero od niedawna, ale już mam dobre osiągnięcia. Oczywiście, nie są jeszcze wybitne, ale motywują mnie, żebym starała się jeszcze bardziej. Muszę dostać się do czołówki Polski, a potem ją przegonić.
     
     - Czy były momenty, że myślałaś sobie „nie nie dam rady, wracam do pływania”?

     - Nie było takich momentów, aczkolwiek nieraz nocami się zastanawiałam czy dobrze wybrałam. Nigdy nie mówiłam sobie, że nie podołam. Na każdym treningu starałam się dać z siebie wszystko. Oczywiście, przychodziły momenty kryzysu, w których traciłam wiarę w siebie, ale wtedy zawsze pomagał mi trener. Za każdym razem była długa rozmowa - taki kop motywacyjny. Po niej odzyskiwałam siłę na dalsze treningi i dłużej nie zastanawiałam się, czy dobrze wybrałam. Teraz po prostu jestem i wiem, że to jest moje życie. Może w przyszłości wrócę do pływania – tego nie wiem. Ale na razie kajaki są tym, co chcę robić i staram się je pokochać tak samo jak pływanie. Oczywiście nadal chodzę na basen, ale tylko rekreacyjnie.
     
     - Co w pływaniu kajakiem sprawiało Ci największy problem?

     - Największym problemem było utrzymanie równowagi w kajaku wyścigowym, który jest bardzo wywrotny. Na jednym spotkaniu potrafiłam wpaść po kilka razy do wody. Mimo wszystko, z treningu na trening, czułam większą ochotę, żeby przychodzić na kajaki, żeby się rozwinąć i coś w tej dyscyplinie osiągnąć. Obiecałam sobie na początku, ze dostanę się do kadry. Teraz moim planem są mistrzostwa świata i będę do nich dążyła.
Aleksandra Szocik
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
Pokazuj od
najnowszych
Reklama

To kupisz w pasażu portElu

Kuchnia nowoczesna
Kuchnia, a aneks kuchenny
Kuchnia inna niż inne
Kuchnia klasyczna