Piątek 14-12-2018, imieniny Jana, Alfreda
 
Rek

UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później
Zamknij Zamknij
Reklama w Elblągu
Rek

Wszystko zrobił SAM, czyli w poszukiwaniu auta pradziadka

 
Elbląg, Wszystko zrobił SAM, czyli w poszukiwaniu auta pradziadka Czy ktoś zna historię tego auta, skonstruowanego przez Mieczysława Trzeciaka? (fot. archwium rodzinne)
Rek

Nie miał żadnego wykształcenia technicznego, ale w latach 50. rozpoczął pracę nad budową własnego auta. Miał proste założenie – skonstruować samochód od postaw, bez korzystania z gotowych elementów. Udało się - samochód Mieczysława Trzeciaka pojechał w świat... Dzisiaj szuka go prawnuk konstruktora. Może ktoś coś wie na ten temat?

Mieczysław Trzeciak urodził się w roku 1910 na Litwie. Po wojnie wraz z rodziną zamieszał na stałe w Ornecie. Przez ponad trzydzieści lat pracował w miejskich wodociągach. Nie lubił marnować czasu - rzeźbił, malował, zajmował się mechaniką. Chciał stworzyć własne auto. Bez korzystania z podwozia, nadwozia, napędu i jego modyfikacji. W motoryzacji auta, motocykle, sprzęty rolnicze, wykonane samodzielnie nazywane są SAM-ami.
     
     Samochód budował w kuchni
     
Mieczysław nie miał gdzie „dłubać” przy swoim SAM-ie. Garaż miał zagracony kultowymi motocyklami: Harley-Davidson, BMW, NSU, BSA. Do BSA zrobił boczny wózek z baku paliwa od niemieckiego samolotu. Wszystkie pojazdy, które kupował, nie nadawały się do jazdy. On im przywracał życie.
     Zawsze musiał coś naprawić, dokupić. W powojennej Polsce o wszystko było trudno, robota ciężej szła, bo części brakowało i z pieniędzmi było krucho. Ostatecznie poprosił żonę o „oddanie” kuchni. Kuchnia na szczęście miała dwa wejścia, więc z przemieszczaniem się nie było większego problemu. I tak dzień w dzień przez trzy lata powstawał SAM. Mieczysławowi pomagali koledzy, liczna grupa mechaników- amatorów. Malowanie także odbyło się w kuchni. Odpowiednio przygotowany słoik z dwiema rurkami służył za pistolet. Jedna rurka była dyszą. Sprężone powietrze pochodziło z jakiegoś amatorskiego kompresora. Próby "pistoletu” robili na drzwiach, niechcący zamalowali jedną ścianę. Drugą i tak musieli wyburzyć. Trzeba było jakoś wyciągnąć auto, więc zdjęli mu koła i ramę przedniej szyby. Znieśli po schodach, mimo że auto było niewielkie, dopasowane do niskiego Mieczysława. Na początku samochód był czerwono-wiśniowy, następnie szary i srebrny. Wszystko zależało od farby, jaką zdobył konstruktor.

  Mieczysław Trzeciak był zdolnym konstruktorem samoukiem (fot. archiwum rodzinne) Mieczysław Trzeciak był zdolnym konstruktorem samoukiem (fot. archiwum rodzinne)


     
     Dziadek i dzieło warte pamięci
     
Pod koniec lat 50. SAM wziął udział w konkursie zorganizowanym przez Wydawnictwa Komunikacyjne przy współudziale redakcji tygodników „Motor” i „Przekrój”. Kilka lat później Mieczysław sprzedał auto osobie z okolic Warszawy. Zmarł w 1992 roku. Rodzina nie posiada jakichkolwiek dokumentów, więc trudno ustalić dalsze losy SAM-a. Trudno go także odszukać. Doskonale wie o tym Grzegorz Naszkierski, prawnuk pana Mieczysława, który założył stronę w Internecie na temat poszukiwań auta.
     - Jak wyglądają poszukiwania? Skupiam się na przeszukiwaniu sieci w poszukiwaniu zdjęć starych aut, opuszczonych kolekcji zabytkowych pojazdów, wypytuję członków rodziny o szczegóły i tę część uważam za zakończoną. Próbuję dojść do ludzi, którzy pamiętają auto ze swoich dziecięcych lat – opowiada prawnuk konstruktora. - Dlaczego to robię? Z kilku względów. Przede wszystkim zależy mi na odnalezieniu auta, choć zdaję sobie sprawę, że jest to prawie niemożliwe, lub chociaż jego fragmentu, a także jego zdjęć, klatek filmowych. Chciałbym poznać dalsze losy auta. Poza tym z opowieści rodzinnych wiem, że mój pradziadek był świetnym człowiekiem, na pewno wartym pamięci..., tak jak i jego dzieło. Myślę, że historia tego auta zasługuje na opublikowanie. Środowisko motoryzacyjne jest karmione zewsząd komercyjnymi programami telewizyjnymi, w których to "najlepsze warsztaty na świecie" robią niesamowite rzeczy, budując auta niemal od podstaw. Chcę pokazać, że ludzie w naszym kraju, w tym mój pradziadek, robili dużo więcej, mając do dyspozycji nieporównywalnie mniejsze zaplecze techniczne – dodaje Grzegorz Naszkierski.

Anna Kaniewska
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
Reklama

To kupisz w pasażu portElu

Podpis elektroniczny zestaw na 1 rok (bez czytnika)
Konto poczty elektronicznej
Podpis elektroniczny zestaw na 1 rok
Podpis elektroniczny zestaw na 2 lata