Wtorek 11-12-2018, imieniny Damazego, Daniela
 
Rek

UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później

Wylałam morze łez, ale było warto

 
Elbląg, Wylałam morze łez, ale było warto Iwona Nowik dziś cieszy się życiem (fot. arch. prywatne)
Rek

Do niedawna jej życie toczyło się w szpitalnych czterech ścianach. Nie wiedziała, ile jeszcze pożyje. Miesiąc, dwa, może pół roku. Gdy jechała na operację do Warszawy, wypłakała morze łez. Ze strachu. Dziś cieszy się zdrowiem i namawia wszystkich do zdrowego trybu życia.

Elblążanka, Iwona Nowik przez kilka ostatnich lat zmagała się z poważną chorobą, marskością wątroby. Jej domem stał się szpital. Jednym ratunkiem na normalne życie był przeszczep wątroby. Myśl o operacji, która przecież nie dawała stuprocentowej gwarancji na powodzenie, pani Iwona odkładała na potem. Bardzo się bała, aż przyszedł czas, gdy w końcu znalazła się na stole operacyjnym w Szpitalu Klinicznym Dzieciątka Jezus, Klinice Chirurgii Ogólnej i Transplantacyjnej w Warszawie. Nie było innego ratunku na przedłużenie życia elblążanki. - Całą drogę do warszawskiego szpitala ryczałam jak bóbr – opowiada pani Iwona. - Nie przypuszczałam, że można mieć tyle łez w sobie. Panicznie się bałam. Nie jestem w stanie opisać tego lęku, tego strachu. Łatwo teraz o tym wszystkim mówić z pozycji osoby, która ma to już za sobą, ale wiem, jak ciężko było mnie do tej operacji przekonać. Znajdowałam tysiące argumentów na nie – dodaje. - Zdawałam sobie jednak sprawę, że bez operacji mogłam pożyć może jeszcze z miesiąc. Nie miałam wyjścia, mimo, że operacja była ryzykiem. Jeżeli mamy na szali wagi życie i śmierć, pomimo, że łzy się leją i trzęsiemy się ze strachu, co wybierzemy? - Życie.
     Pani Iwona została wypisana ze szpitala w Elblągu 29 stycznia. Tego samego dnia wieczorem dostała telefon, że ma jechać na przeszczep do Warszawy a przed godziną dziesiątą następnego dnia była już na stole operacyjnym. - Tempo było niesamowite. Szczęście miałam ogromne – wspomina. - Sama siebie nazywam szczęściarą, bo byłam pięćsetną pacjentką. Wątroba od razu podjęła pracę. Nie było żadnego odrzutu. Z tego co wiem, organ pochodzi od młodej dziewczyny, która zginęła w wypadku samochodowym.
     Od momentu operacji elblążanka cały czas jest na lekach immunosupresyjnych, mających bronić przed odrzutem organu. - Ryzyko będzie cały czas, ponieważ ten odrzut może nastąpić nawet za rok – mówi elblążanka. - Mam nadzieję, że tak się nie stanie. Wciąż jestem pod opieką poradni specjalistycznej w Warszawie. Raz w miesiącu muszę tam pojechać na kontrolę. Specjaliści sprawdzają poziom leków immunosupresyjnych, jakie mam wyniki i czy coś złego się nie dzieje.
     W kilka miesięcy po operacji pani Iwona tryska energią i żyje pełnią życia. Patrząc na nią, nikt nie zgadłby, że jeszcze w styczniu przeszła tak poważną operację. Jak sama przyznaje dochodzenie do siebie było bolesnym i długotrwałym procesem. - Swoje odcierpiałam, nieraz płakałam z bólu, byłam na bardzo silnych lekach przeciwbólowych – opowiada. - Przez siedem tygodni musiałam leżeć w szpitalu, a przez miesiąc przetrzeć w sufit, bo nie byłam w stanie położyć się na boku ze względu 75 zamontowanych metalowych klamer.
     Dziś elblążanka chce pokazać innym chorym, że choć decyzja o operacji była najtrudniejszą w życiu, było naprawdę warto. Przestrzega także przed negatywnymi skutkami złego odżywiania się i niezdrowego trybu życia. - Niewiele osób może się czymś takim „pochwalić” – mówi. - Poza tym ludzie nie lubią poruszać tematów chorób dopóty, dopóki choroba sama ich nie dotnie. A tak naprawdę nie wiemy, czy nie będziemy następni. Bo mało osób dba o swoją dietę. Nie zważamy na to, co jemy, gdzie jemy. To wszystko może pewnego dnia obrócić się przeciwko nam tym bardziej, że wątroba jest takim cichym zabójcą, bo ona nie boli.
     W Polsce przeszczepień wątroby podejmuje się pięć ośrodków medycznych (dwa w Warszawie i po jednym w Katowicach, Szczecinie i Wrocławiu). Chorzy oczekujący na przeszczepienie wątroby są zarejestrowani w Krajowej Liście Oczekujących na przeszczepienie prowadzonej przez Poltransplant. Jak podaje elbląska hepatolog dr Elżbieta Hajer w skali roku na przeszczep wątroby kierowanych jest kilka osób z Elbląga (są to dane szacunkowe ze względu na brak statystyk). Lista osób oczekujących wraz z upływem lat wciąż się wydłuża. W roku 2011 na przeszczepienie wątroby oczekiwało łącznie 530 chorych, wykonano 282 przeszczepienia wątroby od dawców zmarłych i 18 przeszczepień fragmentu wątroby od dawców żywych, 37 chorych zmarło nie doczekawszy przeszczepienia. Średni czas oczekiwania na zabieg wynosi około 200 dni. W okresie krótszym niż rok pomoc uzyskuje blisko połowa osób zakwalifikowanych. Większość pacjentów może liczyć na wieloletnie przeżycie. W ponad 3/4 przypadków główną przyczyną przeszczepienia wątroby jest marskość wątroby wywołana różnymi czynnikami. Badania amerykańskie podają, że jeżeli pacjent przeżył pierwsze sześć miesięcy po przeszczepie, to średni szacowany czas przeżycia ocenia się na około 22 lata (dla porównania 29 lat w populacji ogólnej) (źródło Wikipedia).
mg
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
Reklama

To kupisz w pasażu portElu

Zdjęcia i plakaty w wielkim formacie
Obrazy na alupanelu
Obraz na dibond 300x60 cm - Owoce
Fototapety fashion z modą