Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Czwartek 23-11-2017, imieniny Klemensa, Adeli
 
Rek

UWAGA!

Zamknij Zamknij
Rek
Rek
Telefon portElu Halo, tu portEl
512 918 555

Wiadomości

Na osiedlu

Gospodarka

Społeczeństwo

Kultura

Sport

Na uczelniach

Zbrodnia i kara

Prasówka

Jej portEl

Kina i teatr

Konkursy

Dawny Elbląg

Poradnik

Hit czy kit?

Po godzinach

Fotoreportel

Pogoda nie ma znaczenia Pogoda nie ma znaczenia

Z dalekiej Syberii. O kopalni złota, smokingu i wielbłądzie

 
Elbląg, Z dalekiej Syberii. O kopalni złota, smokingu i wielbłądzie Michał Wołoszczak zabrał głos podczas dzisiejszej (17 września) uroczystości pod Krzyżem Katyńskim (fot. Ryszard Siwiec)
Rek

Na Syberię został wywieziony 13 czerwca 1940 r. Wspomina, jak jego rodzinie żołnierze NKWD dali 20 minut na spakowanie się, ale i jak – ci sami żołdacy – dali dwa worki mąki, co pozwoliło przetrwać podróż. Zresztą, z sympatią wspomina wielu Rosjan, którzy podzielili los Polaków na zesłaniu. - Bywało, że dzielili się z nami ostatnią kromką chleba – mówi Michał Wołoszczak ze Związku Sybiraków.

Dziś (17 września), w 74. rocznicę napaści ZSRR na Polskę, o wydarzeniach sprzed lat opowiada Michał Wołoszczak, który wraz z rodziną został w 1940 r. zesłany na Syberię. Jak się okazało, na sześć długich lat.
     
     Syberiada
     - Wywodzę się z rodziny wojskowej i wszyscy mówili: on musi zostać generałem (śmiech). Dziadek był powstańcem śląskim, a tata legionistą. Do wybuchu II wojny światowej mieszkaliśmy w Lublińcu, gdzie stacjonował 74. Górnośląski Pułk Piechoty. Na wakacje wyjeżdżaliśmy do naszego majątku na Wschodzie. Tam też zastała nas 1 września '39. Ojciec poszedł na wojnę, ale dzięki szczęśliwemu losowi, dołączył do nas niebawem. I tu ciekawa historia: gdy cofał się ze swoim oddziałem, pod Tomaszowem Lubelskim trafił do niewoli niemieckiej, z której po dwóch dniach uciekł. Szczęśliwie trafił w tzw. przestrzeń międzyoperacyjną, gdzie Niemcy już się cofali, a Rosjanie jeszcze nie doszli. Wiedział, że jesteśmy w majątku i tam przyszedł.
     Rosjanie odnosili się do nas dobrze, miejscowa ludność ukraińska bardzo dobrze, bo pracowała w naszym majątku. Byliśmy ludźmi dla ludzi. Zmiany nadeszły 13 czerwca 1940 r. W nocy przyszli tacy smutni panowie i oznajmili, że mamy 20 minut na spakowanie się i wyjazd. Oficer NKWD, który tym oddziałem dowodził - człowiek-nieczłowiek, natomiast jego żołnierze przynieśli nam na wóz dwa worki mąki, co nas ratowało przez całą drogę. Dziś domyślam się, że też mieli kogoś, kogo wywieziono na Syberię i byli po prostu ludzcy.
     Wsadzono nas do pociągu i pojechaliśmy do Irkucka. Podróż trwała 12 dni. Posiłek otrzymywaliśmy tylko raz na dobę - mogło to być rano, w południe lub nawet o godzinie pierwszej w nocy. Taki panował bałagan. W Irkucku załadowano nas na barki i płynęliśmy najpierw rzeką Angarą, później Leną, aż do ujścia Ałdanu. Gdy wysadzono nas na brzeg okazało się, że jeszcze ok. 300 km mamy przejść pieszo. Nas, Polaków, w transporcie liczącym ok. 1300 osób było nie więcej jak 40. Pozostali to byli wysoko postawieni przed wojną, lewicujący Żydzi. To oni wysłali telegram do Berii i wtedy transport natychmiast się znalazł.
     Zakwaterowano nas w rosyjskich domkach syberyjskich przy kopalni złota. Ja miałem wtedy 11 lat więc do pracy nie chodziłem, ale mój ojciec i inni tak.
     Gdy wybuchła wojna sowiecko-niemiecka oznajmiono nam, że jesteśmy wolni i że możemy poruszać się po całym terenie Republiki Jakuckiej. Wyjechaliśmy więc do Jakucka, gdzie zgromadziło się dość dużo Polaków. Tam powstała piękna szkoła – Szkoła Polska Ambasady RP w Jakucku. Polak był w niej jeden, ale było fajnie (śmiech). Wówczas były też duże trudności żywnościowe. Dzięki Żydom pomagali nam Amerykanie. Darami musieliśmy dzielić się z NKWD, ale i dla nas coś zostawało. Przy okazji tych darów dochodziło do komicznych sytuacji. Pamiętam szczególnie jedną. Zbliżał się Sylwester i do – jak byśmy dziś powiedzieli – second handu trafił ...smoking i cylinder. Jakiś Amerykanin uznał zapewne, że taki strój jest nam na Syberii potrzebny (śmiech). Cóż, życie płata różne figle, bo lubi to robić.
     W Jakucku byliśmy do roku 1944, gdy zapadła decyzja o wyjeździe do Republiki Niemców Nadwołżańskich, 250 km od Stalingradu. Ludzi stamtąd wywieziono na Syberię...
     Wtedy już musiałem iść do pracy. Pierwsze moje stanowisko było bardzo poważne (śmiech): pastuch krów. Drugie: pastuch baranów, ale tych nie było czym karmić więc ostatecznie poszły do rzeźni. Zostałem więc głównym mechanikiem i głównym energetykiem w dużej mleczarni (tu już śmiech głośny). Poganiałem wielbłąda w kieracie, a on dawał napęd. Wielbłąd, tak jak i ja, miał na imię Michał i był cudownym zwierzęciem. Opowiadam o tym z humorem, bo z natury jestem wesołym człowiekiem. - przyznaje.
     Rodzina Michała Wołoszczaka wróciła do Polski 13 czerwca 1946 r., czyli dokładnie po sześciu latach zesłania. Wróciła do Lublińca.
     - Musiałem wziąć korepetycje z matematyki, ale i zrobić dwie klasy w ciągu roku Miałem nieco zaległości – wspomina. - Zrobiłem małą maturę i poszedłem do szkoły jungów, bo bardzo podobał mi się mundur marynarski. A później do Akademii Marynarki Wojennej, którą ukończyłem. Teraz jestem rezerwista komandor podporucznik.
     Michał Wołoszczak twierdzi, że w Jakucji słowo "Polak" brzmi dumnie.
     - Bohaterem narodowym jest tam Wacław Sieroszewski, który nauczył miejscowych przede wszystkim hodowli bydła i uprawy roli. Ważny jest też badacz Jan Czerski, na którego cześć nazwano nawet pasmo górskie. No i Jabłonowski, który, jak się śmiejemy, dla Rosjan Bajkał wykopał. Ponadto trasę transsyberyjską budowali Polacy, a wszystkie mosty to konstrukcja inżyniera Kierbedzia, Polaka z Warszawy.

A
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
  • temu panu udało sie wrócić, czego nie można powiedzieć o tych setkach tysięcy pomordowanych polakach w lasach uralu i syberi, kopalniach uranu. bolszewicy z polskimi sługusami z lat 1944-1990 są odpowiedzialni za zbrodnie popełnione na narodzie polskim, po dziś dzień znajduje sie masowe groby pomordowanych przez KBW, UB i NKWD, wzorowi nkwdziści, agenci śmierszu i UB mają wysokie emeryturki i układy, armia czerwona ma pomnik w elblągu hahahaha i innych miastach, śmiech na sali, ale tylko polak jest tak głupi że buduje pomniki okupantowi hmmm wiec gestapowcy też powinni mieć pomnik najlepiej obok bolszewików w końcu to koledzy z 1939 nie??
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    2 0
    007(2013-09-19)
Reklama