Sobota 20-10-2018, imieniny Jana, Ireny
 
Rek

UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później

Z depresji na szczyt

 
Elbląg, Z depresji na szczyt Patrycja Bartkiewicz w górach szuka ukojenia (fot. arch. prywatne)
Rek

Start w Raczkach Elbląskich, meta na Rysach. Z depresji na szczyt. W ten sposób pochodząca z Elbląga 21-letnia Patrycja Bartkiewicz chce pokazać innym kobietom, że wyjście z psychicznej przepaści jest możliwe. Sama zmagała się z depresją i nadal ma słabsze dni, ale walczy. - Każdy z 650 km chcę dedykować kobietom, które kiedykolwiek doświadczyły lub w dalszym ciągu są ofiarami przemocy domowej czy seksualnej - mówi Patrycja. - Przez pryzmat swojej historii chciałabym im pokazać, że warto znaleźć siłę i zawalczyć o lepsze jutro. Zobacz zdjęcia.

Patrycja Bartkiewicz pochodzi z Elbląga, ale od kilkunastu lat mieszka w małej miejscowości niedaleko Gdańska. Prowadzi blog Od góry strony, a teraz zdecydowała się na projekt Z depresji na szczyt, który zakłada przejście trasy z najniżej położonego punktu w Polsce w Raczkach Elbląskich (1,8m p.p.m.) do najwyższego punktu mieszczącego się na wierzchołku Rys (2499m n.p.m.). Na (w całości) pieszą wędrówkę planuje poświęcić 14 dni z wejściem na Rysy 15. dnia (ok. 650 km). Dlaczego?
     
     Agata Janik: - Depresja nie jest hasłem przypadkowym.

     Patrycja Bartkiewicz: - Niestety, kilka lat temu dotknęła mnie tragedia rodzinna związana z doświadczeniem wobec mnie przemocy rodzinnej, seksualnej oraz ze śmiercią mamy. Przez wiele lat, ze względu na wstyd, ukrywałam swoje przeżycia i bałam się mówić głośno o wszystkim, co mnie spotkało. Myślę, że to milczenie i wieloletnie tłumienie w sobie emocji było jednym wielu powodów, przez które dopadła mnie depresja.
     
     - Walka z tą chorobą jest trudna, Pani się udało. Skąd siła i wola walki? Na kogo mogła Pani liczyć w trudnych chwilach?

     - W dużej mierze mogłam liczyć na rodzinę oraz narzeczonego, który za wszelką cenę starał się organizować moje życie, wymyślał mi nowe zadania oraz zajęcia. Wszystko po to, by wyciągnąć mnie z łóżka, z którego potrafiłam nie wychodzić przez kilka dni, ponieważ nie widziałam sensu. Mimo wszystko jednym z najważniejszych bodźców, przez które zaczęłam wychodzić z choroby była bardzo spontaniczna decyzja o wyjeździe. Dopiero, kiedy pierwszy raz spakowałam się i po prostu z dnia na dzień pojechałam zimą w góry okazało się, że zobaczyłam światełko w tunelu i znalazłam sens. Niestety, depresji nie da się pokonać w jednej chwili. Wciąż mam takie dni, kiedy ciężko jest mi wstać z łóżka i zmotywować się do działania. Jednak wtedy przypominam sobie o celu, dla którego to wszystko robię.
     
     - Czytałam na blogu, że góry już raz postawiły Panią na nogi. Wcześniej, przed chorobą, też się Pani wybierała na wycieczki górskie czy dopiero depresja skierowała Panią na szlak?
     - Oczywiście, wcześniej też wybierałam się w góry, jednak wtedy to były po prostu "wycieczki". Dopiero po dwóch latach odkryłam w górach większy, ponadmaterialny sens.
     
     - Teraz projekt Z depresji na szczyt; 14 dni marszu na trasie Raczki Elbląskie - Rysy. To spore wyzwanie. Jak się Pani do niego przygotowuje? Rozumiem, że na Rysy dotychczas Pani nie weszła?
     - Oczywiście, jest to ogromne wyzwanie, ponieważ według planu średnia dzienna trasa będzie wynosiła minimum 45 km. Mimo wszystko taka odległość pokonywana przez 14 dni codziennie nie jest łatwym zadaniem. Na 4 miesiące "przed" zaczęliśmy przygotowania od kilku-kilkunastu kilometrów pieszo, co drugi dzień, naprzemienne i treningiem wchodzenia po schodach (1200 stopni). Dodatkowo raz w tygodniu staramy się wybierać na kilkudziesięciokilometrowe wyprawy rowerowe.
     
     - "My" więc nie będzie to samotna wędrówka?

     - Tym razem nie. Wybieram się w towarzystwie mojego narzeczonego- Mateusza. Po pierwsze dlatego, że chce mnie wesprzeć i towarzyszyć mi w trudnych chwilach oraz dlatego, że mimo wszystko tak długa i samotna wędrówka dla 21-letniej kobiety nie jest bezpieczną.
     
     - Każdy z 650 km chce Pani zadedykować kobietom. Z jakim przesłaniem?

     - Każdy z 650 km chcę dedykować kobietom, które kiedykolwiek doświadczyły lub w dalszym ciągu są ofiarami przemocy domowej czy seksualnej. Przez pryzmat swojej historii chciałabym im pokazać, że warto znaleźć w sobie siłę i zawalczyć o lepsze jutro. Niestety, nie zmienię już czasu ani biegu wydarzeń, które pojawiły się w moim życiu, dlatego na przykładzie swojej osoby chcę zachęcić kobiety do przerwania milczenia i wyjścia z cienia, ponieważ wiem, że każda z nich może zawalczyć o lepsze życie, jeśli tylko znajdzie w sobie wystarczająco dużo siły i wiary w siebie. Ja przez swój wysiłek i osiągnięcie tego projektu chcę pomóc im znaleźć to wszystko, czego potrzebują.
     
     - Co spakuje Pani ze sobą do plecaka?

     - Na pewno kilka ubrań i przybory codziennego użytku, śpiwór, karimatę i oczywiście powerbank, aby móc relacjonować swoją wyprawę na moim fanpage'u Od góry strony.
     
     - Czy sięgając najwyższego szczytu polskich Tatr chce Pani poczuć się wolna od choroby? Czy walka już się zakończy?
     
- Wejście na szczyt ma być ukoronowaniem całych wysiłków oraz dowodem na to, że skoro udało mi się to osiągnąć to jestem w stanie zdobyć jeszcze wiele szczytów w swoim życiu i spełniać marzenia. Mam nadzieję, że stanie się to przykładem dla innych kobiet, które dzięki moim wysiłkom uwierzą w siebie i postanowią - tak, jak ja - zmienić coś w swoim życiu oraz podjąć wysiłek, aby osiągnąć takie lub inne "szczyty" w swoim życiu.
     
     Patrycja Bartkiewicz wyruszy na trasę w sierpniu. Będziemy z nią na starcie.

Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
  • Śliczna kobieta
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz Pokaż ten wątek
    5 6
    (2018-04-22)
  • Dlaczego tylko we dwoje, może zorganizować jakąś większą grupę?
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    5 0
    (2018-04-22)
  • trzymamy kciuki !
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    10 0
    svd(2018-04-22)
  • Powodzenia!
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    5 0
    (2018-04-22)
  • w pojęciu powszechnym polskiego chowu - ta choroba powinna być czymś wstydliwym tak jak bycie Żydem. Na szczęście to tylko polska tradycja a w normalnym świecie czytana jest jako normalna jednostka chorobowa taka jak grypa. .. ..
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz Pokaż ten wątek
    2 5
    AMalejużniekoniecznie(2018-04-22)
  • No dobrze...A co na to wszystko sprawca przemocy domowej która była jego udziałem wobec tej dziewczyny. Może z nim przeprowadzić wywiad? Jak już coś robić to szukać przyczyny skąd ona się wywodzi a więc u źródła. Nie można bydlakom odpuszczać.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    2 0
    Erazm z Rotterdamu(2018-04-22)
  • Ona jak ona ale jej misiu przystojniak:)
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz Pokaż ten wątek
    1 4
    Doniu(2018-04-22)
  • Zazdroszczę. Też po moich przejściach chciałabym mieć siłę na coś takiego. Ale nie mam. Fajnie, że Pani robi coś tak wspaniałego, ale mnie, jako ofiarę tylko to dobija - inni dają radę, a ja nie. Ofiara przemocy i osoba z depresję z reguły, niestety, nie tylko nie chodzi po górach, ale jest przez rodzinę i społeczeństwo nierozumiana, siedzi w domu, chora, samotna i wciąż słyszy "weź się w garść". Ma Pani szczęście w nieszczęściu…. Może młody wieki brak innych schorzeń też Pani pomaga… Życzę powodzenia!
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    4 0
    (2018-04-22)
  • i to jest właśnie szowinim w czystej postaci, dlaczego ani jednego kilometra nie zadedykuje zamęczanym psychicznie i niszczonym mężczyznom, jest coraz więcej psychopatycznych kobiet które doprowadzają wręcz do samobójstw swoich facetów, niszczą ich dosłownie niczym oprawcy z obozów zagłady,dlaczego dla tych mężczyzn nie ma żadnej akcji ?
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz Pokaż ten wątek
    10 6
    Fhhhf(2018-04-22)
  • bierz przykład z Kaczyńskiego - zrobił sobie akcję i ma
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz Pokaż ten wątek
    1 4
    AMalejużniekoniecznie(2018-04-22)
  • @Fhhhf - Bardzo cenne spostrzeżenie oraz dobry pomysł aby zacząć działać w tym kierunku i zwrócić uwagę opinii społecznej na ten problem, na pewno wezmę Pana rady pod uwagę przy następnych projektach. Pozdrawiam
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz Pokaż ten wątek
    2 0
    zdepresjinaszczyt(2018-04-22)
  • Masz rację! Dlaczego nie pisze się o facetach w deprsji?Bo co-bo oni powinni być zawsze silni i MĘSCY?Ich też dopada depresja i często jest silniejsza,bo facet NIE może pokazać, że jest słaby. Tak dużo(a i tak za mało),mówi się o kobietach w depresji,a mało kto wie jak bardzo cierpi facet w swoim wnętrzu, bo nie może (bo nie powinien) uzewnętrzniać swoich uczuć!!! Depresja to STRASZNA I PODSTĘPNIE chorobą,która dopada wszystkich i NIE ma na nią tabletek !!!
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz Pokaż ten wątek
    9 1
    CHORY(2018-04-22)
Reklama

To kupisz w pasażu portElu

Torba z nadrukiem elbląskiej Starówki
POLO z HAFTEM
Czapka z nadrukiem
Polar z haftem