Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Piątek 24-11-2017, imieniny Jana, Flory
 
Rek

UWAGA!

Zamknij Zamknij
Rek
Rek
Telefon portElu Halo, tu portEl
512 918 555

Wiadomości

Na osiedlu

Gospodarka

Społeczeństwo

Kultura

Sport

Na uczelniach

Zbrodnia i kara

Prasówka

Jej portEl

Kina i teatr

Konkursy

Dawny Elbląg

Poradnik

Hit czy kit?

Po godzinach

Fotoreportel

Pogoda nie ma znaczenia Pogoda nie ma znaczenia

Zakochałam się w tym sporcie od pierwszego wejrzenia (Elblążanie z pasją, odc. 23)

 
Elbląg, Zakochałam się w tym sporcie od pierwszego wejrzenia (Elblążanie z pasją, odc. 23) (fot. archiwum prywatne Joanny Świderskiej)
Rek

Jej codzienność wypełnia rodzina i sport. Najpierw uprawiała pływanie, a od kilku lat jest reprezentantką kadry kobiet w siatkówce na siedząco. Nie wyobraża sobie życia bez sportu. Kolejny odcinek „Elblążan z pasją” poświęcamy Joannie Świderskiej.

Dominika Kiejdo: - Jest pani szczęśliwą żoną i mamą dwójki dzieci. Życie jednak nie zawsze panią rozpieszczało. Gdy miała pani siedem lat, pani życie wywróciło się do góry nogami przez wypadek. Jak wspomina pani ten dzień?
     - Po zakończonej zerówce wybrałam się z koleżankami do wesołego miasteczka przy ulicy 3 Maja i wtedy wpadłam pod tramwaj. Było to straszne przeżycie, szczególnie dla moich rodziców. Ja sobie wtedy tego tak nie uświadamiałam i nie odczułam tego tak boleśnie. Rodzicie mnie rozpieszczali, robili wszystko, bym o tym nie myślała. Chwile kryzysowe przychodziły dopiero w czasie dojrzewania. Zadawałam sobie pytania: „Dlaczego ja? Dlaczego przytrafiło się to właśnie mnie?” Czasami ciągnie się to do dzisiaj, choć wiadomo, że w coraz mniejszym stopniu, bo człowiek żyje z tym już tyle lat.
     
     - Jak ten wypadek wpłynął na pani dalsze życie?
     
- Na pewno w znacznym stopniu zmienił moje życie. Nie mogę biegać, podejmować wielu zajęć, które wykonują ludzie zdrowi.
     
     - Jak potoczyło się potem życie szkolne i zawodowe?
     - Tak jak każde dziecko chodziłam do szkoły, najpierw do podstawowej, potem średniej, gdzie czułam się akceptowana. Może w podstawówce czułam się trochę źle z tą moją niepełnosprawnością, choć rówieśnicy byli dla mnie wsparciem i nie dali odczuć, że jestem inna. Dużo dała mi rehabilitacja czyli pływanie. Wciągnęło mnie, potem zaczęłam się nim zajmować zawodowo. Jednak czułam, że nie do końca to jest to. Weszłam w wiek dojrzewania i nie chciało mi się chodzić na treningi, bo odbywały się późnymi wieczorami. Z drugiej strony nie miał mnie kto poprowadzić. Gdybym miała jakiegoś trenera, podejrzewam, że do tej pory bym pływała. A tak zerwałam z tym sportem w wieku 16 lat.
     
     - Czy marzyła pani o wykonywaniu jakiegoś zawodu, w którym nie mogła się pani realizować ze względu na swoją niepełnosprawność?
     
- Chyba nie. Jakoś nie zastanawiałam się na tym. Wiedziałam po prostu, że nie mam szans na uprawianie niektórych zawodów. Wybrałam administrację, bo wiedziałam, że będę mogła w przyszłości wykonywać tylko tego typu zawód czyli pracę biurową.
     
     - Gdy rozmawiałam z panią dwa lata temu, mówiła pani, że marzy, by znaleźć pracę. Spełniło się to marzenie?
     
- Nie, do tej pory nie znalazłam stałej pracy, ale teraz pojawiło się światełko w tunelu. Nie chcę jednak zdradzać, by nie zapeszać.
     
     - Czy nasze państwo dostatecznie wspiera osoby niepełnosprawne?
     
- Akurat teraz jestem na stażu dzięki fundacji Kawalerów Maltańskich, niestety kończy mi się on już jutro. Pracowałam tam trzy miesiące, czyli bardzo krótko. Cieszę się jednak również i z tego. Wcześniej odbywałam staż w ERKON-ie. To były jednak tylko staże, nie było możliwości dalszego zatrudnienia.

  (fot. archiwum prywatne Joanny Świderskiej) (fot. archiwum prywatne Joanny Świderskiej)


     
     - A jak zaczęła się pani przygoda z siatkówką?
     
- Trafiłam do ATAK-u i to zupełnie przypadkowo. Odbywałam tam staż. Wcześniej nie miałam pojęcia, że w ogóle taki klub istnieje. Poszłam na spotkanie klubu, gdzie zapytano mnie, czy nie chciałabym uprawiać siatkówki na siedząco. Początkowo byłam zdziwiona, bo pomyślałam, że przecież nie umiem jeździć na wózku. A tam mi powiedziano, że nie gra się na wózku, ale siedząc na boisku. Od tamtego czasu, a było to w 2009 roku, zostałam reprezentantką kadry kobiet w piłce siatkowej na siedząco. Pierwszymi zawodami były od razu mistrzostwa Europy, które odbywały się w 2009 roku w Elblągu. No i tak to się ciągnie do dzisiaj. Póki nasza kadra będzie istniała, będę w niej. Kocham ten sport, zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia, bo wcześniej nie miałam do czynienia z siatkówką.
     
     - W skład kadry wchodzą kobiety z całej Polski?
     
- Tak, spotykamy się na zgrupowaniach. Ćwiczę także dwa razy w tygodniu w klubie ATAK z mężczyznami. Każda dziewczyna jest z innej części Polski i ma treningi w swoich klubach z chłopakami. Wiadomo, że gra z mężczyznami jest zupełnie inna niż z kobietami. Niestety, mamy bardzo mało zgrupowań, są to zaledwie dwa zgrupowania w roku. Często odbywają się przed jakimiś ważnymi mistrzostwami. Czyli zdecydowanie za rzadko, przecież jako kadra Polski reprezentujemy nasz kraj, a tak naprawdę nigdy nic nie osiągniemy, bo nikt nas nie wspiera, bo do tego potrzebne są pieniądze. Podczas ostatnich mistrzostw świata aż płakać nam się chciało, gdy walczyliśmy o przedostatnią pozycję. Chęci są ogromne, brakuje jednak treningów, zgrupowań.
     
     - Mimo wszystko zeszłoroczne mistrzostwa świata w piłce siatkowej na siedząco to dla pani bardzo fajne przeżycie…
     
- Oczywiście. Przyjechali na nie zawodnicy praktycznie z każdego miejsca świata. Miałam okazję poznać tylu fajnych ludzi, zobaczyć, jak grają inne kobiety. To było po prostu zawodowstwo. Mówiąc szczerze, byłam w ogromnym szoku oglądając ich grę. Chinki, Amerykanki, Rosjanki - one żyją po prostu z tego sportu i robią to zawodowo! My chyba nigdy im nie dorównamy. W Polsce jest też bardzo mało niepełnosprawnych kobiet, grających w siatkę na siedząco. Nie wiem dlaczego. To jest naprawdę tak fajny sport. Często poszukujemy chętnych kobiet, apelujemy, by się zgłaszały, bo gdyby udało się stworzyć drużynę w województwie, byłoby łatwiej o spotkania. Dla mnie te spotkania z dziewczynami to fajna odskocznia. Tworzymy bardzo zgraną grupę.

Rozmawiała Dominika Kiejdo
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
Reklama