Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Piątek 17-11-2017, imieniny Elżbiety, Samueli
 
Rek

UWAGA!

Rek
Telefon portElu Halo, tu portEl
512 918 555

Wiadomości

Na osiedlu

Gospodarka

Społeczeństwo

Kultura

Sport

Na uczelniach

Zbrodnia i kara

Prasówka

Jej portEl

Kina i teatr

Konkursy

Dawny Elbląg

Poradnik

Hit czy kit?

Po godzinach

Fotoreportel

11.11.2017 11.11.2017

Ze wszystkiego "się wymiga" (Zawody znane i nieznane, odc. 36)

 
Elbląg, Ze wszystkiego "się wymiga" (Zawody znane i nieznane, odc. 36) Anna Garbarska-Werner tłumaczy w ciszy (fot. Michał Skroboszewski)
Rek

Do swojej pracy używa rąk i twierdzi, że z ich pomocą można wyrazić wszystko, bo język migowy jest plastyczny i bogaty. O tym, jak zaczęła się jej przygoda z miganiem i czym świat głuchych różni się od świata słyszących, opowiada tłumaczka języka migowego Anna Garbarska - Werner.

Dominika Kiejdo: - Jak to się stało, że nauczyła się Pani języka migowego?
     Anna Garbarska - Werner: - Jestem z rodziny słyszącej. Moja historia z językiem migowym zaczęła się w ten sposób, że podczas nauki w szkole policealnej Pracowników Służb Społecznych w Toruniu miałam zajęcia z języka migowego. Wtedy jeszcze nie wiązałam z nim przyszłości. W ramach szkoły odbywałam praktyki w elbląskim MOPS, w którym pracowała pewna głucha osoba. Pewnego dnia spróbowałam powiedzieć jej „dzień dobry”w języku migowym i ona wtedy zaprosiła mnie do stowarzyszenia osób głuchych. Początkowo uczęszczając na spotkania nic nie rozumiałam, czułam się nieswojo pośród głuchych. Oni rozmawiali ze sobą, śmiali się, coś sobie tłumaczyli, a mnie nikt tam nie zauważał. Uczęszczałam na te spotkania pół roku, powoli uczyłam się tego języka, zaczęłam go rozumieć. Potem poszłam na jeden, drugi kurs. Z czasem zaproponowano mi pracę w ówczesnym Polskim Związku Głuchych.
     
     - Czy wszystkie słowa da się „wymigać”?
     - Przede wszystkim w języku migowym nie tłumaczy się poszczególnych słów tylko zdania bądź całe zwroty. Ważniejszy w tłumaczeniu jest sens zdań niż poszczególne wyrazy. Trzeba przetłumaczyć tekst w taki sposób, by głuchy go zrozumiał. W języku migowym można rozmawiać o wszystkim.
     
     - A jak przetłumaczyć pojęcia typowo naukowe takie, jak na przykład surrealizm?
     - Jest wiele określeń, które sprawiają trudność tłumaczowi języka migowego. Jeśli nie znamy danego pojęcia, literujemy je, a potem tłumaczymy osobie głuchej, co ono oznacza.
     
     - Słowo portel też musiałaby Pani przeliterować?

     - 95 proc. wyrazów posiada odpowiedniki w znakach migowych. Nazwy własne takie, jak: imiona, nazwiska, nazwy ulic, nazwy przypraw, nazwy obcego pochodzenia trzeba przeliterować, a jeśli trzeba, wytłumaczyć, co dany wyraz oznacza.
     
     - A co z nazwami miast?

     - Nazwy miast, państw i kontynentów mają swoje własne znaki migowe. Mówimy tutaj o dużych miastach, o byłych miastach wojewódzkich, o miastach, w których jest coś charakterystycznego jak Frombork z planetarium czy Wieliczka z kopalnią soli. Jeśli chodzi o małe miejscowości, to trzeba je już przeliterować. Jednak takie miasta, jak Elbląg, Braniewo, Frombork czy Pasłęk mają swoje własne znaki migowe. W przypadku miast zagranicznych głusi przejęli odpowiedniki amerykańskie, szwedzkie czy niemieckie i zazwyczaj nimi się posługują.
     
     - Czy w języku migowym istnieją też zasady gramatyczne?

     - Oczywiście. Należy zacząć od tego, że język migowy to język, który posiada własne zasady gramatyczne, zupełnie odmienne od naszego języka polskiego. Na świecie istnieje ponad 270 języków migowych. W Polsce mamy polski język migowy, w Niemczech niemiecki język migowy, w Chinach jest północny chiński i południowy chiński, w Ameryce amerykański, a w Wielkiej Brytanii brytyjski. Głusi żyli kiedyś w większym rozproszeniu niż my, słyszący, stąd nie było możliwe, by malutka społeczność żyjąca na jednym kontynencie wytworzyła ten sam sposób komunikowania ze społecznością żyjącą na innym kontynencie, bo obie społeczności nie wiedziały o swoim istnieniu. Każdy język migowy ma własną gramatykę. Gramatyki poszczególnych języków migowych są do siebie dość podobne, ale nie mają nic wspólnego z gramatyką języka fonicznego. Jest jednak pewna grupa wyrazów we wszystkich językach migowych, my je nazywamy znakami uniwersalnymi, które na całym świecie wyglądają jednakowo lub podobnie. Na przykład słowo „jeść” to czynność wkładania jedzenia do ust, stąd w wielu językach migowych pokazuje się ją w podobny sposób. Czasami istnieją subtelne różnice, jednak głusi je wyłapują. Jest około 30 proc. takich wyrazów, które są jednakowe, bądź bardzo do siebie podobne. Stąd głusi podróżujący po świecie nie mają problemów z porozumiewaniem się z głuchymi z innych państw.
     
     - Jeżeli ja chciałabym uczyć się języka migowego, od czego zaczęłaby się pierwsza lekcja?

     - Ja zaczynam naukę języka migowego od mówienia o sobie, czyli kim jestem, jak się nazywam, co lubię robić, gdzie pracuję, czy jestem głuchy czy słyszący.
     
     - Trudno nauczyć się migać?
     - Tak jak do nauki fonicznych języków obcych potrzebna jest pamięć słuchowa, tak w przypadku języka migowego potrzebna jest dobra pamięć wzrokowa i, jak to głusi nazywają, „miękkie ręce”.
     
     - Jak radzi sobie Pani z tłumaczeniem podczas konferencji, gdy tłumaczy się "na żywo" przed wielkim gremium?
     
- Każdy tłumacz preferuje tłumaczenia z konkretnej, interesującej go dziedziny. Jeżeli ma tłumaczyć podczas konferencji, często prosi o materiały, by zorientować się, o czym będzie mowa.
     
     - Ludzie głuchoniemi uczą się także z ruchu warg?
     
- W literaturze można spotkać się ze stwierdzeniem, że czytanie z ruchu ust jest techniką komunikowania się, ale ja zawsze powtarzam, że jest to przereklamowane pojęcie i nikt na dłuższą metę nie jest w stanie zrozumieć wszystkiego. Owszem, pojedyncze słowa czy zwroty typu: „tak”, „dziękuję”, „dobrze” jest się w stanie odczytać. Nie jest jednak możliwe odczytanie dłuższej wypowiedzi. Osobiście nie znam osoby, która posiadałaby tę umiejętność. Są oczywiście osoby, które są w tym wyćwiczone, jednak, żeby zrozumieć daną wypowiedź muszą być spełnione konkretne warunki. W pomieszczeniu musi być jasno, trzeba patrzeć odbiorcy twarzą w twarz, trzeba mówić bardzo wyraźnie, mieć dobrą dykcję. A ile osób ma dobrą dykcję i mówi powoli i wyraźnie?
     
     - Czy wśród osób głuchych są też takie, które mówią?
     
- To, na ile osoba głucha zdołała opanować mowę, zależy od tego, jaki ma ubytek słuchu, kiedy utraciła słuch, czy utraciła ten słuch do drugiego, trzeciego roku życia, kiedy nie nastąpił jeszcze rozwój mowy, czy po piątym, szóstym roku życia, kiedy zdążyła opanować mowę. Wiele zależy też od tego, jak była rehabilitowana, czy chciała się uczyć mówić, czy miała dobrych nauczycieli.
     
     - Czyli głuchy od urodzenia nie nauczy się już mówić?
     
- Jest to na pewno bardzo trudne i zależy od budowy aparatu artykulacyjnego. Nie każdy głuchy jest w stanie opanować artykułowanie. Warte podkreślenia jest to, że głusi nawet ci, którzy trochę umieją mówić i są w stanie porozumieć się ze słyszącymi i tak w środku czują się głusi i wolą przebywać wśród głuchych, bo wśród głuchych rozumieją wszystko i mogą z nimi rozmawiać o wszystkim, a ze słyszącymi porozumiewają się tylko w jakichś określonych warunkach.
     
     - Jakie tłumaczenia wykonuje Pani najczęściej?
     
- Zazwyczaj tłumaczę w sądzie, na policji, w pomocy społecznej, dla prokuratury, ale też u lekarza czy też pomagam w sprawach urzędowych, u notariusza.
     
     - Jak radzą sobie głusi w życiu codziennym?
     
- Wielu głuchych ma pracę. Jednak jest to często praca poniżej ich kwalifikacji zawodowych.
     
     - Studiują?
     
- Rzadko, ale zdarza się. Jeszcze dwadzieścia lat temu osoby głuche nie miały takiej możliwości. Nie było też możliwości zdawania matury. Teraz takie możliwości są. W szkole dla głuchych uczeń ma prawo podczas matury mieć tłumacza. Obecnie uczelnie zatrudniają tłumaczy języka migowego, jest też szereg udogodnień dla głuchych lub słabo słyszących studentów. Takie uczelnie są np. w Olsztynie, Siedlcach, Warszawie czy Wrocławiu. Tam głuchy może studiować bez przeszkód.
     
     - A jak głusi radzą sobie z pisaniem?
     - Głusi posiadają umiejętność pisania, jednak piszą po polsku, jak cudzoziemcy, czyli niegramatycznie, niestylistycznie, mają problem z odmianą przez przypadki, przez osoby. Są tego świadomi, więc nie lubią pisać i proszą o poprawienie tekstu. Błędy te wynikają z różnic między gramatyką polskiego języka mówionego a migowego.
     
     - Są specjalne szkoły dla osób głuchych?
     
- Głusi mogą uczyć się w klasach masowych, mieć nauczyciela wspomagającego, mogą uczyć się w klasach integracyjnych, ale także w szkołach dla głuchych. Taka szkoła najbliżej znajduje się w Olsztynie i Wejherowie. Uczą się tam tylko dzieci niesłyszące, a nauczyciele mają opanowany język migowy. Program, warunki i formy pracy są dostosowane do dziecka z mniejszym lub większym ubytkiem słuchu. Jeżeli uczeń dojdzie do klasy maturalnej i uda mu się zdać maturę, może udać się na studia.

rozmawiała Dominika Kiejdo
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
Reklama