Piątek 22-06-2018, imieniny Pauliny, Tomasza
 
Rek

UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później
Rek
Telefon portElu Halo, tu portEl
512 918 555

Wiadomości

Sport

Gospodarka

Na osiedlu

Społeczeństwo

Na uczelniach

Kultura

Zbrodnia i kara

Dawny Elbląg

Jej portEl

Kina i teatr

Konkursy

Prasówka

Poradnik

Hit czy kit?

Po godzinach

Fotoreportel

Bociany na kamerce online Bociany na kamerce online

Zorro zdemaskowany (Młodzi zdolni, odc. 41)

 
Elbląg, Zorro zdemaskowany  (Młodzi zdolni, odc. 41) Zorro, czyli Dominik, Artur, Mario i Muzyk (fot. Anna Dembińska)
Rek

Czterech kolegów, miłość do muzyki i dużo zapału. Co powstanie z takiej mieszanki? Elblążanie: Dominik, Artur, Mario i Muzyk opowiadają o swoim nowym zespole – Zorro. - Teraz bardzo ciężko o oryginalną nazwę dla zespołu. Cokolwiek by człowiek nie wymyślił, po wpisaniu w facebookową wyszukiwarkę okazuje się, że takie zespoły są już trzy – w USA, Francji i Jemenie… Zorro jest jedyny na świecie, a znaczenie po głębszych przemyśleniach też się znalazło - mówią młodzi muzycy. 

- Jak zaczęła się wasza przygoda z muzyką?
     
Dominik (wokalista): - Od kasety Red Hot Chili Peppers, którą dostałem od wujka. Z początku tylko jej słuchałem, ale po pewnym czasie zwyczajnie zachciało mi się śpiewać, więc korzystając z tekstów zamieszczonych w załączonej do kasety książeczce. Próbowałem coś tam nucić, a właściwie bardziej piać, bo w końcu trochę czasu było trzeba na nauczenie się tego i owego w śpiewaniu. Kilka lat później razem z bratem złapaliśmy zajawkę również na gitarę i tak to wszystko trwa do dziś.
     Artur (gitarzysta): - W sumie ciężko to nazwać przygodą, bo wszystko zaczęło się w domu. Stara gitara akustyczna, młody chłopak zajarany jakimiś banalnymi zespołami, no i chęć podbicia światowej sceny muzycznej. Ojciec pokazał mi jakieś podstawowe chwyty i jazda. Tak to poleciało.
     Mario (basista): - Ojej, a to długa historia... to było jakoś w czasach podstawówki. Siódma klasa, a właściwie wakacje poprzedzające siódmą klasę, kiedy to dostałem zaproszenie na próbę zespołu mojego starszego kolegi. On grał na basie i pamiętam, że strasznie mi to zaimponowało, a ich entuzjazm podczas gry zaraził mnie i trzyma aż do dzisiaj. Wspomnę tylko, że to wtedy pierwszy raz trzymałem elektryczną gitarę w dłoniach. Miała tylko cztery struny, ale nie bez powodu.
     Muzyk (perkusista): - Najprościej rzecz ujmując: za sześć strun chwyciłem po usłyszeniu utworu „Disposable heroes” zespołu Metallica, ale muzyka była obecna w moim życiu od zawsze. Mój ojciec był fanem Queen, The Beatles, Status Quo i do tego jeszcze grał na gitarze, więc oprócz kaset miałem pod ręką również instrument. Nie ma przypadku.
     
     - Jak się poznaliście?
     
Artur: - Muzyk i Mario poznali się w czasach liceum i od tamtej pory są przyjaciółmi. Następnie, kilka lat później mój zespół – No Excuses - wynajmował salę prób w tym samym miejscu co As We Speak – zespół Muzyka. Potem była sytuacja typu „Trudne sprawy”, a właściwie „Dlaczego on?” i po obietnicy wbicia śrubokręta w plecy padła propozycja rozwiązania konfliktu w staropolskim stylu… Trzy dni później chłopaki byli już przyjaciółmi i właściwie od tamtej pory rozpoczęła się ich współpraca muzyczna (Koszerny Wymiar, As We Speak, Beer and Steel oraz okazyjnie Patologii Oblicza). Dominik występował z Mariem w chałturniczym Alternatywy 5, więc to była tylko kwestia czasu, aż wypróbujemy go w Zorro. Przyszedł, zaśpiewał i pozostał. Znamy go najkrócej, ale już osiągnął status „może być”.
     
     - Założenie zespołu było spontanicznym pomysłem, czy zastanawialiście się nad tym dłuższy czas?
     
Dominik: Prawda jest taka: zawsze wiedzieliśmy, że skończymy razem w zespole. Muzykowi i Mariuszowi rozpadło się Eskimo Brothers, a Artur odszedł z Asterii i chyba doszliśmy do wniosku, że to jest właśnie ten moment. Jedynym spontanicznym aspektem było porzucenie przez Muzyka gitary na rzecz perkusji.
     
     - Kto z was wymyślił nazwę? Kojarzy się głównie z bohaterem w masce. Czy ma też jakieś inne znaczenie?
     
Artur:- Teraz bardzo ciężko o oryginalną nazwę dla zespołu. Cokolwiek by człowiek nie wymyślił, po wpisaniu w facebookową wyszukiwarkę okazuje się, że takie zespoły są już trzy – w USA, Francji i Jemenie… Zorro jest jedyny na świecie, a znaczenie po głębszych przemyśleniach też się znalazło. Przedszkole okresu transformacji było okrutnym miejscem. Strojów na bal przebierańców raczej się nie kupowało, bo po pierwsze ich nie było, a po drugie, kogo było na nie stać? Rodzice, a konkretniej rodzicielki, podejmowały się robienia strojów samemu i rzecz jasna, kto był wtedy na topie wśród przedszkolaków? Oczywiście Zorro! Maska, kapelusz, peleryna, biała koszulka… Wszystko było w tamtym czasie „do zrobienia” w domu, więc na takim balu każdy chciał być meksykańskim Robin Hoodem. Muzyk był nim trzy razy… Mario raz… Dominik w sumie nie musiał, bo wystarczy mu wąsa markerem dorobić i już wygląda jak Zorro bez maski… Nasz lider, niestety takim Zorro nie był nigdy. Chyba wszystko jasne nie?
     
     - Powiedzcie kilka słów o waszej muzyce...
     
- Ogólnie chcielibyśmy, żeby ludzie postrzegali nas jako zespół grający rock progujący. Celowo nie używam zwrotu rock progresywny, bo kojarzy nam się to z zespołami z lat 70., potrafiącymi ciągnąć swoje utwory w nieskończoność. Mimo że słuchamy takiej muzyki, nie jest ona naszym głównym celem. Przede wszystkim chcemy pisać piosenki, oczywiście uciekające jak najdalej od klasycznych schematów i rytmów, ale jednak piosenki. Wychodzimy z założenia, że w czterominutowym utworze można zawrzeć równie wiele treści, co w dwudziestominutowym. Piosenki są w całości nasze, a póki co, gramy jeden cover.
     
     - Do tej pory mieliście okazję wystąpić w Elblągu i Wejherowie. Jakie są wasze odczucia po pierwszych, wspólnych koncertach? Jak przyjęła was publika?
     
- Na razie badamy teren, czy w ogóle jest miejsce na tego typu podejście do grania i ewentualnie, gdzie można by z nim wyskoczyć. Poza tym uczymy się cały czas ogrania scenicznego, eksperymentujemy z kolejnością utworów, pracujemy nad konferansjerką. Odczucia są bardzo pozytywne, komentarze ludzi też, ale zdajemy sobie sprawę, że jeszcze długa droga przed nami, jeżeli chodzi o ostateczny szlif koncertowy.
     
     - Kiedy można spodziewać się kolejnego koncertu?
     
- Na pewno zagramy w elbląskiej Mjazzdze w połowie czerwca. Może też uda się nam pokazać na większej scenie pod koniec maja, ale póki co, wszystko w fazie planów.
     
     - A inne plany?
     
- Właśnie jesteśmy w trakcie rejestracji czteroutworowej EP-ki. Praktycznie do nagrania został już sam wokal. Rzecz powinna się ukazać w sieci na przełomie maja i czerwca, może trochę później. Poza tym chcemy nabrać szlifu koncertowego, napisać jeszcze ze cztery utwory i nauczyć się grać jakiegoś kawałka Prince’a, bo Ziggy Stardust już nam się znudził.

Rozmawiała Sandra Milcarz
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
Reklama

To kupisz w pasażu portElu

Fototapeta lateksowa 150x260 cm - Zebra
Fototapety industrial
Fototapety do łazienki
Obraz na płótnie