Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Czwartek 23-11-2017, imieniny Klemensa, Adeli
 
Rek

UWAGA!

Zamknij Zamknij
Rek
Rek
Telefon portElu Halo, tu portEl
512 918 555

Wiadomości

Na osiedlu

Gospodarka

Społeczeństwo

Kultura

Sport

Na uczelniach

Zbrodnia i kara

Prasówka

Jej portEl

Kina i teatr

Konkursy

Dawny Elbląg

Poradnik

Hit czy kit?

Po godzinach

Fotoreportel

Pogoda nie ma znaczenia Pogoda nie ma znaczenia

Lekcja futbolu, której udzieliła Legia (piłka nożna)

Elbląg, Lekcja futbolu, której udzieliła Legia (piłka nożna) (Fot. Maciej Radzicz - www.e-Olimpia.com)

Nie lada gratkę mieli elbląscy sympatycy piłki nożnej. Lider III ligi podlasko-warmińsko-mazurskiej Olimpia w ramach przygotowań do rundy wiosennej rozegrała sparring z warszawską Legią. I choć elblążanie bardzo się starali, to walcząca o mistrzostwo Polski Legia nie zastosowała taryfy ulgowej i wysoko wygrała z Olimpią 6:1.

Sukcesem Olimpii był sam fakt, że doszło do takiego meczu. Legioniści rozegrali w kraju zaledwie dwa mecze sparringowe, w których najpierw zmierzyli się z Górnikiem Łęczna, a potem właśnie z Olimpią. O ile mecz z drugoligowcem trener Legii Jan Urban potraktował wybitnie szkoleniowo, desygnował do gry rezerwowy skład i Legia niespodziewanie uległa 2:3, o tyle w spotkaniu z Olimpią żartów już nie było i na placu gry pojawiła się najmocniejsza jedenastka, jaką w tym dniu miał do dyspozycji opiekun warszawskiej drużyny. W składzie gospodarzy zabrakło jedynie dwóch kadrowiczów - Rogera Guerreiro i Jakuba Rzeźniczaka, którzy wraz z reprezentacją Polski sposobili się do meczu z Litwą, a także kontuzjowanego Sebastiana Szałachowskiego.
     
     Legia dominowała przez cały mecz
     Olimpia na mecz z Legia wyszła praktycznie w optymalnym składzie, z uwagi na uraz nie mógł zagrać pozyskany w przerwie zimowej Paweł Jurgielewicz. Od początku spotkania zarysowała się przewaga warszawskiego zespołu, po części spowodowana różnicą w wyszkoleniu piłkarskim zawodników, ale także pewną tremą graczy w żółto-biało-niebieskich koszulkach. Elblążanie jeszcze dobrze nie weszli w zawody, a przegrywali już 0:2. Najpierw Krzysztofa Hyza pokonał Maciej Rybus, ale trzeba uczciwie przyznać, że błąd popełnił arbiter, który nie przerwał akcji w momencie, gdy na spalonym był asystent strzelca bramki Miroslav Radović.
     Zupełnie prawidłowy gol dla Legii padł natomiast w 18. minucie, kiedy to nieporozumienie w szeregach elbląskiej defensywy wykorzystał Piotr Giza. Tu z kolei nie popisał się golkiper Olimpii Krzysztof Hyz, który przepuścił pod brzuchem łatwy, niezbyt mocny strzał w środek bramki.
     Dopiero drugi gol dla stołecznej drużyny przebudził gości z Elbląga. Co prawda, również wcześniej próbowali oni atakować bramkę Legii, ale wszystkie akcje przerywali warszawscy pomocnicy lub kończyły się na dobrze interweniujących obrońcach. W pierwszych 20 minutach bramkarz Legii nie miał żadnej okazji do wykazania się swoimi umiejętnościami. Kiedy taka okazja nastąpiła, mógł jedynie wyciągnąć futbolówkę z siatki. Akcję prawa stroną boiska przeprowadził Michał Stawiński, zagrał dokładną piłkę w pole karne, tam błąd popełnił stoper Legii Dickson Choto, a ładnym uderzeniem z półwoleja, z pierwszej piłki bramkę kontaktową zdobył nowy nabytek Olimpii Mateusz Kołodziejski.
     Po strzelonej bramce olimpijczycy nabrali nieco więcej wiary w swoje możliwości, ale nie potrafili po raz kolejny pokonać Jána Muchy. W pierwszej części pod bramką Legii zakotłowało się jeszcze dwa razy. W 42. minucie po rzucie rożnym dla elblążan sytuację zażegnał golkiper Legii, który po kolejnych dwóch minutach uchronił swój zespół przed stratą bramki, bezpardonowo przewracając szarżującego w polu karnym Antona Kolosova. Arbiter nie przerwał jednak gry, nie dopatrzył się przewinienia, a Legia kontynuowała grę i zdobyła trzeciego gola. Źle zastawioną pułapkę ofsajdową z zimną krwią wykorzystał najlepszy strzelec Legii i całej ekstraklasy Takesure Chinyama.
     
     Szanse były, zabrakło goli
     Po zmianie stron obraz gry nie uległ zmianie. Na plus dla Olimpii należy zaliczyć fakt, że elblążanie nie zamknęli się na własnej połowie w przysłowiowej „obronie Częstochowy”, a próbowali na miarę możliwości nawiązać walkę z wyżej notowanym rywalem. Niewiele brakowało, a w 56. minucie Olimpia zdobyłaby drugiego gola. Świetnie, nie po raz pierwszy i nie ostatni, w polu karnym zachował się Kołodziejski, który w pełnym biegu minął bramkarza Legii i uderzył z ostrego kąta w kierunku bramki. Niestety, futbolówka zamiast zatrzepotać w siatce, uderzyła w słupek i wyszła w pole.
     To stało się zalążkiem akcji, po której warszawianie podwyższyli prowadzenie. W pole karne wpadł rozpędzony Chinyama, którego faulował Radosław Kuć (zmienił w przerwie Krzysztofa Hyza) i sędzia słusznie wskazał na punkt oddalony od bramki o 11 metrów. Skutecznym egzekutorem jedenastki okazał się Maciej Iwański i Legia prowadziła już 4:1.
     Kolejna bramka Legii nie zniechęciła elblążan, którzy za sprawą Krzysztofa Biegańskiego mogli zdobyć gola w 61. minucie. Bardzo dobrze przy strzale napastnika Olimpii zachował się jednak Mucha, który z trudem wyekspediował piłkę na rzut rożny. Trzy minuty później było już jednak 5:1 dla Legii i znów nie popisał się... arbiter. Dogrywający piłkę do Radovica, Chinyama zdecydowanie był na spalonym, ale po raz drugi tego dnia sędzia puścił grę z korzyścią dla Legii i Rybus jedynie dopełnił formalności. Stało się to już po tym, jak trener Wichniarek dokonał czterech zmian w porównaniu z wyjściową jedenastką.
     W ostatnich dwudziestu minutach legioniści trzykrotnie poważnie zagrozili bramce strzeżonej przez Kucia, ale gola zdobyli w najmniej spodziewanym momencie, gdy Adrian Paluchowski wykorzystał błąd i niezdecydowanie Andrzej Treszczotko, wyprzedził obrońcę Olimpii, zabrał piłkę sprzed nosa bramkarzowi i spokojnie umieścił ją w siatce, ustalając wynik na 6:1 dla Legii.
     
     Trenerzy o meczu
     Jan Urban (Legia Warszawa): - Po porażce z Górnikiem Łęczna posypały się gdzieniegdzie gromy na nas, tak jakby nikt nie zauważył, że jesteśmy w trakcie przygotowań i naprawdę nie jest najważniejsze wygrywanie każdego sparringu. Tam były inne cele, inne potrzeby i w pełni je zrealizowaliśmy. Dziś były dobre momenty w naszej grze i niezła skuteczność, z tego, myślę, można być zadowolonym. Rywal był przyczajony i próbował kreować ataki, kontrując po naszych błędach. Po przerwie mieliśmy więcej miejsca, co pozwoliło na stworzenie kilku fajnych sytuacji i odniesienie efektownego zwycięstwa.
     
     Tomasz Wichniarek (Olimpia): - Uważam, że pomimo wysokiej porażki nie musimy się wstydzić naszej postawy. Próbowaliśmy grać w piłkę z Legią i ten wynik, różnica pięciu bramek, jest tego obrazem, choć uważam, że nie jest do końca wymierny, bo na tak wysoką porażkę nie zasłużyliśmy. Przy wyniku 1:4 wpuściłem do gry młodych chłopców, których mamy w drużynie, aby posmakowali trochę tej prawdziwej piłki, zobaczyli, co potrafią na tle jednej z najlepszych drużyn w kraju. To bardzo pożyteczny sprawdzian dla nas, zmierzyliśmy się z zespołem, który ma w swoich szeregach zawodników z przeszłością w Primiera Division czy Lidze Mistrzów. Taki mecz, nawet tak wysoka porażka dużo więcej da i zaprocentuje w przyszłości, niż dziesięć sparringów i festiwale strzeleckie w naszym wykonaniu z zespołami z trzecich czy czwartych lig. Tu był dodatkowy smaczek tego meczu, wiadomo, że kibice Olimpii i Legii żyją w przyjaźni i to było dziś bardzo dobrze widoczne i słyszalne. Fajnie się gra w takiej atmosferze, jaką stworzyli fani obu drużyn.
     
     Pomeczowa opinia
     Maciej Romanowski (wicestarosta powiatu elbląskiego, prezes sekcji piłki nożnej KS Olimpia): - Do Warszawy przyjechaliśmy po naukę i wiem, że ta nauka nie pójdzie w las. Jeśli chodzi o końcowy wynik, to nasze zderzenie z wielką piłką, z zespołem, który walczy o mistrzostwo Polski, było trochę brutalne, ale ci młodzi chłopcy, którzy już dziś są pierwsi w swojej lidze, muszą się przekonać, ile brakuje im do najlepszych. Legia potraktowała nas bardzo poważnie i za to chcemy jej podziękować, bo to przyniesie profity już w najbliższej przyszłości. Dziś zagrały ze sobą kluby, które dzieli finansowa przepaść, bo Legia dysponuje rocznym budżetem w wysokości 50 milionów złotych, a my mamy 700 tysięcy, ale momentami w ogóle nie było to widoczne. I to jest prognostyk lepszej przyszłości naszej Olimpii.
     
     Legia Warszawa - Olimpia Elbląg 6:1 (3:1)
     1:0 - Rybus (7.), 2:0 - Giza (18.), 2:1 - Kołodziejski (23.), 3:1 - Chinyama (45.), 4:1 - Iwański (58. k.), 5:1 - Rybus (65.), 6:1 - Paluchowski (82.)
     Legia Warszawa: Ján Mucha - Inaki Descarga (66. Wojciech Szala), Dickson Choto, Inaki Astiz, Tomasz Kiełbowicz, Miroslav Radović, Ariel Borysiuk (70. Martins Ekwueme), Maciej Iwański (70. Patryk Koziara), Piotr Giza (83. Kamil Majkowski), Maciej Rybus (83. Piotr Rocki), Takesure Chinyama (70. Adrian Paluchowski)
     Olimpia: Krzysztof Hyz (46. Radosław Kuć) - Michał Stawiński (76. Łukasz Laskowski), Wojciech Kitowski, Andrzej Treszczotko, Rafał Anuszek (66. Mateusz Hajman), Anton Kolosov (64. Kamil Kopycki), Michał Chmielecki, Paweł Nowacki, Karol Styś (46. Krzysztof Biegański), Mateusz Kowalczyk (46. Mateusz Roszak), Mateusz Kołodziejski (71. Maciej Anuszek).
     Widzów: 2 200 (w tym ok. 200 z Elbląga)
     Sędziował: Marcin Szulc (Warszawa)
     Żółte kartki: Biegański (Olimpia).

BAR
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
Reklama