Poniedziałek 18-03-2019, imieniny Cyryla, Narcyza
 
Rek

UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później

Trzeba się odnaleźć w tym układzie

 
Elbląg, Trzeba się odnaleźć w tym układzie
Iwona Smilgin gra na Żuławskim Kongresie Brydżowym (fot. Anna Dembińska)
Rek

- Ktoś określił brydża jako grę geniusza z idiotą przeciwko kłamcy i blefującemu. I trzeba się odnaleźć w tym układzie – mówi elbląska brydżystka Iwona Smilgin. O tym, kiedy i jak odezwać się przy kartach rozmawiamy z jedną z uczestniczek trwającego właśnie w Elblągu XXII Międzynarodowego Żuławskiego Kongresu Brydżowego.

- Jak zaczęła się pani przygoda z brydżem?
     - Zanim zaczęłam grać w brydża sportowego, grałam towarzysko. U mnie w domu rodzinnym grało się w karty: w remibrydża, w wista czy inne gry towarzyskie. Potem były domowe spotkania, w brydża gra też mój mąż, ale „zatrzymał się” na wersji towarzyskiej. Brydż sportowy był w moim przypadku kolejnym etapem.
     
     - Jak się w takim razie nauczyć grać?
     - Teraz to dużo prostsze. Na początek trzeba zajrzeć do internetu, gdzie jest wiele stron poświęconych nauce tej gry, z przeznaczeniem dla początkujących graczy. A potem grać, grać i jeszcze raz grać. Trzeba też poszerzać swoją wiedzę: czytać książki, analizować rozdania. W elbląskich szkołach były też koła zainteresowań, na których można było poznać podstawy brydża.
     
     - Co jest najtrudniejsze w nauce? Język licytacji, jak się odezwać?
     - Zasady licytacyjne są proste, można się tego bardzo szybko nauczyć: ile trzeba mieć punktów, żeby wejść do licytacji, ile żeby odpowiedzieć na odzywkę partnera i w jaki sposób. Potem dochodzą do tego konwencje licytacyjne. Nie mniej ważne jest złapanie „chemii” z partnerem. W brydża gra się w cztery osoby, parami. Ktoś określił brydża jako grę geniusza z idiotą przeciwko kłamcy i blefującemu. I trzeba się odnaleźć w tym układzie. Wg mnie cały sens brydża polega na tym, żeby się porozumieć z partnerem. To jest klucz. Pary arcymistrzowskie, które grają ze sobą kilkanaście lat i mają wszystkie zasady brydża „w małym palcu” nie zawsze wygrywają. Dochodzi właśnie element wzajemnego zrozumienia. Tak jak np. w sztafetach: wszyscy członkowie sztafety biegają osobno świetnie, ale wystarczy brak zrozumienia przy przekazywaniu sobie pałeczki i wynik jest poniżej możliwości.
     
     - Żeby nie było za łatwo to „w rozmowie” podczas licytacji „przeszkadzają” rywale.
     - Z doświadczenia wiem, że równie istotna jest sprawa wistu, [jaką kartą się zagrywa po raz pierwszy – przyp. SM]. Do tego dochodzi sprawa tzw. „zrzutki”, czy sygnalizacji swojemu partnerowi, w co ma następnie wyjść, jaką kartą zagrać. Są na to określone konwencje. Zawsze po zakończonym kontrakcie prowadzone są rozmowy: dlaczego zawistowałeś w taki sposób, ten przecież miał taką kartę, ten taką. Ale to widać dopiero po rozgrywce, kiedy już karty zostały odkryte.
     
     - Z drugiej strony podczas meczów brydżowych jest rozgrywane kilkanaście partii, żeby zminimalizować wpływ przypadku. Teoretycznie każdy mecz powinien kończyć się remisem – z układu kart wychodzi np. 4 karo i każda para teoretycznie powinna grać taki kontrakt. Tymczasem...
     
- Wynik pojedynczego rozdania podczas meczu ustala się porównując kontrakty jakie były grane na dwóch stolikach. Drużyna składa się z dwóch par, z których jedna siedzi na linii N – S, a druga na E – W. Grają takim samym układem kart i teoretycznie jedna powinna ugrać np. 4 karo, a drugiej nie powinno się udać przeszkodzenie rywalom w realizacji takiego kontraktu. I cały dowcip polega na tym, żeby spróbować zagrać coś innego, coś co przyniesie punkty.
     
     - Podobnie jest w turniejach. Wszyscy zawodnicy grają tym samym układem kart. Wychodzi np. 4 karo i teoretycznie na każdym stoliku taki kontrakt powinien być zrealizowany. A nie wszyscy grają to 4 karo.
     
- Podczas turniejów posiłkujemy się tzw. „pierniczkami” - urządzeniami do których zapisujemy licytację, wisty i zrealizowane kontrakty na poszczególnych stolikach. Po turnieju można zobaczyć jakie były licytacje przy tym samym układzie kart na innych stołach. Czasami łapiemy się za głowę, co dana para przy takich kartach chciała ugrać, przecież taki kontrakt nie był możliwy zrealizowania.
     
     - Ale w przypadku meczów czasami „opłaca się” przegrać?
     - To jest tzw. „gra przeciwko sali”, żeby osiągnąć najlepszy wynik. Czasem stosuje się blokadę. Miałam taką sytuację, kiedy moja partnerka chciała mi pokazać longer treflowy [co najmniej 7 trefli – przyp. SM]. Miała mało punktów, zastosowała podlimitowe otwarcie na wysokości 4 trefl. W tym momencie nasi przeciwnicy byli już zblokowani, gdyż ich pierwsze otwarcie musiało być na wysokości czterech i trudno im było uzgodnić kolor gry. Mimo przegranego rozdania zapis był po naszej stronie, bo na innych stołach, na linii przeciwników grano w kiery, lub w piki.
     
     - Są stosowane jakieś zagrywki, żeby rywala wytrącić z rytmu? Np. przy stosunkowo prostym układzie kart ktoś gra ostentacyjnie wolno?
     - Na turniejach panują sztywne zasady zachowania. Kiedy pierwszy raz grałam na dużym turnieju międzynarodowym, byłam strasznie stremowana nie tym, że popełnię jakiś błąd w grze, tylko możliwością popełnienia gafy w zachowaniu. Kiedy zbyt długo się zastanawiam nad licytacją przy stole, mój partner może ukarany brakiem możliwości odpowiedzi na moją odzywkę. Taką decyzję podejmuje sędzia.
     
     - Jak to jest z językami licytacji. Są języki „powszechnie znane”, ale są też pary, które mają sztuczne systemy licytacji. Jak w takim wypadku sobie radzicie?
     - W Polsce najbardziej popularny jest „wspólny język”. Jest on wciąż modyfikowany przez autorów, jak również pary „dodają” swoje uzgodnienia. Niektóre pary stosują tzw. „kartę konwencyjną” gdzie jest zapisane „czym grają”. Podczas rozdania możliwe jest zapytanie przeciwnika jak rozumie licytację partnera. Z kolei w przypadku gry za pośrednictwem brydżowych serwisów internetowych, gdzie gra się z brydżystami z całego świata (którzy mogą nie znać polskiego wspólnego języka) korzysta się z „info” danego gracza, w którym w kilku słowach opisuje on jakimi systemami gra.
     
     - Co jest potrzebne, żeby osiągnąć sukces w brydżu? Trening, trening i jeszcze raz trening, a poza tym...
     - Przede wszystkim ogranie. Trening czyni mistrza, czyli trzeba grać. Jak najwięcej. Analizować rozegrane rozdania, czytać literaturę fachową, gdzie analizy przeprowadzają mistrzowie. Sukces w brydżu wymaga logicznego myślenia ale czasami myślenia niestandardowego, wyjścia poza konwencję. Do tego jednak potrzebna jest podbudowa teoretyczna. Tak, żeby w przypadku kiedy cała sala gra 3 karo, ugrać 3 bez atu. I jeszcze jedno, co w przypadku brydża sportowego jest cudne – na turniejach gracze początkujący mogą spotkać się przy jednym stoliku z arcymistrzami i dlatego mówi się, że brydż to bardzo demokratyczna gra.
     
     - Dziękuję za rozmowę.
rozmawiał Sebastian Malicki
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
Pokazuj od
najnowszych
Reklama

To kupisz w pasażu portElu

Podpis elektroniczny zestaw na 1 rok
Podpis elektroniczny zestaw na 2 lata
Czytnik kart kryptograficznych Mini
Konto poczty elektronicznej