Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Sobota 10-12-2016, imieniny Bogdana, Julii
 
Rek

UWAGA!

Zamknij Zamknij
Rek

Będziemy przeciwko

Rozmowa z Sebastianem Czajkowskim, elblążaninem, kandydatem do Parlamentu Europejskiego z listy Ligi Polskich Rodzin.

Na liście LPR znalazł się pan na ósmym miejscu. To, według pana, jest sukces?
     Wydaje mi się, że jest to chyba normalna sytuacja w przypadku ludzi, którzy nie mają zbyt wielkiego doświadczenia w działalności politycznej, samorządowej czy parlamentarnej.
     
     Jak ocenia pan swoje szanse?
     Gdybym uważał, że nie mam żadnych szans, nie zdecydowałbym się na kandydowanie. Z moich informacji wynika, że w Elblągu i całym regionie Liga ma wielu sympatyków i na ich głosy liczę.
     
     Co ma pan do zaproponowania mieszkańcom regionu?
     Za główne zadanie w Parlamencie Europejskim Liga Polskich Rodzin stawia sobie reprezentowanie Polski. Chcemy bronić interesów kraju, a tu, na miejscu, chcemy spotykać się z wyborcami. Takie spotkania będą sprawdzianem dla osób, które zostaną wybrane do europarlamentu, będą one musiały rozliczyć się z kredytu zaufania, jaki otrzymali, ale i przysłuchiwać się niepokojącym sygnałom, jakie płyną od wyborców. Chcemy również pomagać lokalnym społecznościom w realizowaniu inicjatyw, jakie podejmują.
     
     Czy, według pana, w europarlamencie rzeczywiście będzie możliwość mówienia o sprawach pojedynczego miasta czy regionu?
     Wydaje mi się, że praca posła będzie jednak raczej polegać na kreowaniu tej wielkiej polityki i rozmowy dotyczące spraw lokalnych mogą być sprawami drugorzędnymi. Miejscem, w którym można zajmować się losami regionów i lokalnych społeczności jest parlament krajowy.
     
     Jak ocenia pan swoje kompetencje do bycia eurodeputowanym?
     Mam 31 lat i doświadczenie może nie tyle w działalności politycznej, co raczej w zdobywaniu wiedzy. Pięć lat temu skończyłem politologię na Uniwersytecie Warmińsko - Mazurskim w Olsztynie. Po studiach zostałem członkiem Stowarzyszenia „Młodzież Wszechpolska”, a następnie – Ligi Polskich Rodzin. Pracuję i dzięki temu posiadam doświadczenie związane z pracą z ludźmi.
     
     Jak będzie wyglądać pana kampania wyborcza?
     Na pewno będą to plakaty i ulotki.
     
     Jak udział w nadchodzących wyborach ma się do wcześniejszych wypowiedzi przedstawicieli LPR na temat Unii Europejskiej, którzy nie tak dawno temu zachęcali do tego, by głosować przeciwko członkostwu Polski w Unii?
     Od początku kampanii związanej z referendum akcesyjnym rzeczywiście byliśmy przeciwko wejściu do Unii na obecnych, wynegocjowanych przez rząd Leszka Millera warunkach. Po referendum, w którym obywatele zdecydowali jednak, że chcą akcesji, władze LPR wydały oświadczenie, w którym piszą, że wynik głosowania jest wiążący dla wszystkich obywateli, także dla Ligi, która jest ugrupowaniem szanującym zasady demokracji w życiu społecznym i politycznym. Teraz widzimy dla siebie nowe zadania w Polsce i Europie. W parlamencie wspólnotowym chcemy bronić interesów Polski.
     
     Co, według pana, znaczy: „Bronić interesów Polski”?
     Przede wszystkim chcemy sprzeciwiać się naciskaniu przez Unię na polskie władze, by te zmieniły pewne akty prawne, np. w sprawie przerywania ciąży. Będziemy blokować próby legalizacji eutanazji, nie zgadzamy się także na powstanie konstytucji europejskiej. Nie chcemy, aby Unia Europejska stała się „superpaństwem”, nie chcemy dopuścić do sytuacji, w której prawo polskie będzie prawem podrzędnym wobec prawa unijnego. Prawo polskie musi być uchwalane w Polsce.
     
     Stwierdzenie dotyczące blokowania, protestowania brzmi ostro. Pytanie, czy w tej wielkiej polityce przypadkiem cenniejsza od wojowania nie będzie czasem dyplomacja?
     My odrzucamy takie formy, jak blokowanie mównicy czy przynoszenia własnego sprzętu nagłośnieniowego, raczej staramy się walczyć na argumenty merytoryczne.
     
     Młodzież Wszechpolska znana jest jednak z dość ekstremalnych zachowań, które z pokojową dyskusją na argumenty nie mają wiele wspólnego.
     Z tego, co wiem, wiele mediów przedstawia Młodzież Wszechpolską jako organizację co najmniej kontrowersyjną. Wydaje mi się, że jest to pogląd przesadzony. Wydaje mi się, że pewne sprawy dotyczące życia politycznego i społecznego w naszym kraju wymagają pewnej dosadności. Polacy chyba mniej reagują dziś na różnego rodzaju inicjatywy ogłaszane w mediach, bardziej dociera do nich to, co się robi na ulicy - nie sposobami chuligańskimi, lecz pokojowymi. Ważne jednak, by mówić o tym co jest ważne, co prowadzi Polskę do zguby, co jest korzystne, a co nie. Nam się wydaje, że taki sposób mówienia jest dobry.
     
     A panu, co jest bliższe - rozmowy uliczne czy dyplomatyczne?
     Wydaje mi się, że oba sposoby bywają skuteczne. Wiele rzeczy robi się przecież nie dlatego, żeby osiągnąć jakiś efekt, ale dlatego, żeby Polacy, elblążanie pomyśleli tak, czy inaczej, by nas widziano... Z kolei rozmowy dyplomatyczne są chyba lepiej postrzegane w kręgu polityków. Politycy stronią od takich radykalnych rozwiązań, wielu polityków zresztą krytykuje LPR za to, że wychodzimy na ulice. Uważam, że to skuteczny sposób przekonywania osób, które po prostu idą ulicą. Czasem jednak politycy oczekują od swoich przeciwników, by ci potrafili omawiać pewne sprawy w zaciszu gabinetów.
     
     Pan potrafi po cichu rozmawiać?
     Ja chciałbym, aby wyborcy wiedzieli o mojej działalności.

rozmawiała Joanna Torsh
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
Pokazuj od
najnowszych
  • od ognia,wody i LPR ................zachowaj na Panie..............Amen
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    olo(2004-06-04)
  • Gdzie to sie takie indywidium uchowalo. W tej sprawie przynajmniej Korwin jest uczciwy i mowi" Ide do PE bo tam dobrze placa i jest prestiz bycia poslem /czyt.KONTAKTY/". "Pan" kandydat nawet nie wie czym sie zajmuje PE!
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    (2004-06-04)
  • Ale bzdury i demagogia. Te same tematy co zwykle. Głosujcie na nas bo unia wprowadzi eutanazje i aborcje. Nie wiem czy to swiadoma manipulacja czy głupota kandydata (obie mozliwosci go dyskredytują) bo unia nigdy niczego w tch sprawch nie narzuca i nie ma o co walczyć a niektóre kraje unii (Irlandia, Hiszpania) mają prawa znacznie bardziej rygorystyczne niż Polska. A gdzie jakis konkretny program. Np bedziemy walczyć o obniżenie wymaganej akcyzy na paliwo, o dotacje dla służby zdrowia, o uznawanie w unii polskich dyplomów (np pielęgniarskich). Powinien też coś powiedzieć, jak zamierza dowozić ludzi do Brukseli na demonstracje. Na koszt polskiego podatnika? To oczywiście żart ale nie taki nieprawdopodobny widząc skąd wywodzi się kandydat.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    pp(2004-06-05)
  • Idee gloszone przez LPR sa mi nawet dosc bliskie - szkoda tylko, ze w slad za ideami ni idzie tez rozsadek czlonkow LPR. Przykro mi kandydacie, ale mojego glosu raczej nie otrzymasz
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    zdegustowany demagogia(2004-06-05)
  • "Wydaje mi się, że praca posła będzie jednak raczej polegać na..." - to wie pan cos o tym parlamencie, czy nie? ;)
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    welur(2004-06-05)
  • Czy moi przedmówcy posiadaja kolorowe okulARY i juz nie pamietają jak w UE miało być dobrze, a może deszcz euro do nich wyiatkowo nie dotarł.............. do nikogo nie dotarł i pracy przybyło, i jesteśmy europejczykami ( tak jak byśmyn wcześniej nie byli:) )................ Jeżeli juz w tej Uni jesteśmy (bo tak zadecydowała "większość" to dobrze byłoby mieć kogoś kto by reprezentował narodowe interesy, bo jak narazie żadna partia tego nie robi. Są tacy co powiedzą że w UE jest dobrze choćby nie mieli co jeść................
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    Zantyr(2004-06-05)
  • "Zostało jedno wrażenie: czerwcowe referendum było poprzedzone dominującym tonem propagandowym na rzecz integracji (...). Eurosceptycy nie dysponowali nawet procentem środków finansowych na kampanię przeciwko integracji. Media jednym głosem przedstawiały wejście do Unii jako strategię narodową i państwową. (...) Skutkiem było wytworzenie powszechnego wrażenia, że nie ma alternatywy dla akcesji (...)". A teraz mała zagadka dla Czytelników: skąd pochodzi powyższy cytat? Nie, nie zgadliście Państwo. Nie z "Naszego Dziennika". Z Radia Maryja również nie. A zatem? To fragment felietonu Bogusława Chraboty z Polsatu, wydrukowanego w kwietniowo-majowym numerze miesięcznika "Press". "Pewnie wyjątkowo potrzeby był sceptycyzm - stwierdza dalej autor. - A może daliśmy się ograć politykom? Kupiono nas obiadkami, spotkaniami na szczycie, sprawną retoryką...". Odważne słowa. Tylko szkoda, że odwaga po 1 maja 2004 r. jakby z lekka potaniała. Chodzi o odwagę, by skrytykować warunki wejścia do Unii. Odwagę, którą w okresie poprzedzającym referendum miały tylko nieliczne media. Ich tytuły jednak nie przejdą przez gardło nawet tym, którzy z zadziwiającą łatwością zmieniają ówczesne bezkrytycznie pochwalne pienia ku czci Unii na równie pełną pasji krytykę negocjatorów i warunków, na których się tam znaleźliśmy.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    Zantyr(2004-06-05)
  • Co czuję, widząc, jak niedawni euroentuzjaści biją się w piersi? Z jednej strony smutną satysfakcję, że ja nie muszę tego robić, bo moje przewidywania sprawdzają się jedno po drugim. Z drugiej - obawę, że za kilka czy kilkanaście lat przeczytam w pewnej słynącej ze zmienności poglądów gazecie, że tak naprawdę to oni zawsze byli przeciw, a do tej niedobrej Unii wprowadziły Polskę "Nasz Dziennik" i Radio Maryja. Niemożliwe? Tylko teoretycznie. Czy zaraz po wojnie ktoś mógł przypuszczać, że już w latach dziewięćdziesiątych prasa na Zachodzie będzie pisała o "polskich obozach zagłady", a o żołnierzach Armii Krajowej już w wolnej (teoretycznie) i demokratycznej Polsce pewna gazeta napisze jako o mordercach Żydów? Już nieraz w historii media pokazały swą ogromną siłę w kształtowaniu ludzkich postaw i przekonań. A zatem - nie dajmy się zwariować!
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    ZANTYR(2004-06-05)
  • Dyskusja na temat wyborów do Parlamentu Europejskiego odsłoniła po naszej, patriotycznej stronie kilka zjawisk, których w takim natężeniu nigdy bym się nie spodziewał. Chodzi m.in. o przejęcie przez naszych zwolenników wyborów dużej części wcześniejszej propagandy prounijnej euroentuzjastów, nieraz słowo w słowo. Najpierw dla wyjaśnienia: osobiście uważam, że cała sprawa wyborów do PE nie jest warta z naszej strony tego wysiłku, wydatków i kłótni, jakie widzimy. Kilku naszych reprezentantów w PE nawet, gdyby rzeczywiście wybrano najlepszych z najlepszych, w praktyce nie będzie miało dużego znaczenia. Nawet biorąc pod uwagę niepewność sondaży, "naszych" nie będzie tam więcej jak 10 osób. Resztę miejsc zapewnią sobie komuniści i liberałowie. Uważam, że nasze siły powinniśmy skupić na jednoczeniu Polaków w celu obrony Polski przed skutkami wejścia do UE, wypracowania dróg i metod odbudowy naszego Kraju, oraz na przygotowaniach do przyszłych wyborów parlamentarnych. Wobec tych zadań, sprawa wyborów do PE jest mało znaczącym drobiazgiem. Trudno jednak przejść do porządku dziennego nad tym, co się wyprawia w propagandzie wyborów do PE.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    Zniesmaczony ue(2004-06-05)
  • Jak wspomniałem, część z naszych bez wahania przyjęła hasła i metody stosowane jeszcze niedawno przez najzagorzalszych euroentuzjastów. Przede wszystkim, podzielono nas na dwie grupy - zwolenników wyborów, i zwolenników BOJKOTU wyborów, co jest kompletną bzdurą. Liczbę tych pierwszych poznamy już niedługo, natomiast każdy, kto choć trochę obserwuje naszą scenę polityczną wie, że idea bojkotu popierana jest przez bardzo mało osób, i praktycznie nie wpłynie na wynik. Większość Polaków, jak sądzę, nie słyszałaby nawet o tej idei, gdyby nie hałaśliwa propaganda "antybojkotowa" Ligi Polskich Rodzin, i kilku naszych publicystów, którzy też jakby nie zauważyli tej znikomej ilości "bojkotowców". Problem jednak leży w tym, że jeśli źle rozpoznajemy bieżącą sytuację, jeśli jako najbardziej szkodliwy widzimy bojkot, a nie zajmujemy się coraz powszechniejszym i zatem coraz groźniejszym zjawiskiem ZOBOJĘTNIENIA Polaków na wszelkie publiczne zaangażowanie, to i nasze działania będą również błędne. Problem zmęczenia społeczeństwa polityką jest jednym z najgroźniejszych dla Polski zjawisk.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    Zniesmaczony ue(2004-06-05)
  • Cała zatem propaganda skierowana na "bojkotowców" nie przyniesie żadnych rezultatów, poza powiększeniem skłócenia i tak już skłóconych Polaków. Drugim poważnym błędem, jest przejęcie przez zwolenników wyborów haseł od euroentuzjastów. "Nieobecni nie mają racji". Przyznam, że to wprawia mnie, spokojnego człowieka, w stan podgorączkowy. Bo hasła tego miałem już dość w liceum, dawno temu, kiedy używali go naganiacze do młodzieżowej organizacji Związek Młodzieży Socjalistycznej. Kiedy wydoroślałem, tego samego hasła używali naganiacze do PZPRu. Nie wytrzymał tego nawet mniej pamiętający dawne czasy ojciec redaktor w Radio Maryja, które generalnie popiera zwolenników wyborów, kiedy słysząc po raz n-ty "nieobecni nie mają racji" z ust Bogdana Pęka powiedział: "w mafii pruszkowskiej też jesteśmy nieobecni". Inne ciekawe hasło, propagowane wcześniej przez euroarcybiskupa Józefa Życińskiego, to "obrażeni na wszechświat". Dlaczego ten, co nie uważa wyborów za ważne, musi być zaraz obrażony na wszechświat, tego nikt mi nie wyjaśnił. No, ale to trzeci błąd zwolenników wyborów - nic nie wyjaśniać, tylko walić hasłami i ogólnikami. Ach, żeby to tylko to. Zaczyna się nam w dodatku obiecywać - no, jeszcze nie deszcz złotych euro, ale już prawie. Według entuzjastów wyborów, nasi przedstawiciele zrobią tam porządek z tym bałaganem, odbiorą należne nam pieniądze, i szybko rozwalą Unię Europejską.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    Zniesmaczony ue(2004-06-05)
  • Takimi przykładami mógłbym walić jeszcze długo, ale zależy mi tylko na zwróceniu uwagi, że jeśli ktoś tak naiwny ustawia tę pro-wyborczą propagandę, to marny nasz los. Tamtych kilku w PE może nie narobi nam zbyt dużo szkód, ale ci co pozostają w Polsce? Przecież oni chcą przejąć władzę. Jeśli nie potrafią zauważyć, że ich propaganda zamiast zachęcać - odrzuca, to co będzie, jak już zdobędą tę władzę? Znów będziemy "wybierać przyszłość"? Pozdrawiam wszystkich
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    Zniesmaczony ue(2004-06-05)
Reklama