Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Wtorek 16-01-2018, imieniny Włodzimierza
 
Rek

UWAGA!

Dla Pawła to była przyjemność, dla Jagódki szansa na powrót do zdrowia

 
Elbląg, Dla Pawła to była przyjemność, dla Jagódki szansa na powrót do zdrowia Paweł Koch wrócił z rowerowej wyprawy do Aten wypoczęty, choć w nogach ma ponad 3 tys. km (fot. MS)
Rek

Podróże kształcą, a czego dowiedział się strażak z Elbląga podczas 30-dniowej, rowerowej wyprawy do Aten? Tego, że w wielu krajach dętki można kupić tylko w sklepie z częściami do samochodu, w Chorwacji w potrzebie pomogą koledzy strażacy, w Albanii rowerem można śmiało śmigać po autostradzie, a w stolicy Grecji przekonał się, że nie zawsze trzeba mieć zaufanie do GPS. Dla Pawła Kocha rowerowa wyprawa była przygodą i przyjemnością, ale przecież nie tylko po to pokonał ponad 3 tysiące kilometrów.

Paweł Koch wystartował z Elbląga 1 września promując akcję „Rozjedź z nami raka Jagody!”. I tak przecież chciał wybrać się w rowerową podróż do Aten (wcześniej na dwóch kółkach pojechał w Bieszczady, był też w Paryżu), a skoro przy okazji można pomóc w zdobyciu pieniędzy na rehabilitację czteroletniej Jagódki, pomyślał „czemu nie!”. Znaleźli się ludzie o wielkich sercach, którzy za każdy przejechany przez Pawła kilometr sypnęli groszem na konto Jagódki. A strażak jechał i jechał...
     - W 30 dni odwiedziłem siedem krajów, pokonując 3251 km, no, nawet trochę więcej, bo „kręciłem się” po miastach – ze śmiechem opowiada elbląski strażak. - Dziennie pokonywałem ok. 100 km. Najtrudniejsze były odcinki górskie, pod tym względem zaskoczyła mnie Chorwacja.
     Zaskoczyła też liczba przebitych dętek i połamanych szprych.
     - Dętek, które „poszły” już nawet nie liczyłem dokładnie, pewnie było ich kilkanaście – mówi Paweł Koch. - W Chorwacji z takiej technicznej opresji uratowali mnie miejscowi strażacy. Wozili mnie od sklepu do sklepu, bym mógł kupić nowe dętki. Okazało się, zresztą nie tylko w Chorwacji, że dętki do roweru kupuje się w sklepach z częściami do samochodu (śmiech). A w Albanii można rowerem poruszać się po autostradzie, co mnie też zdziwiło.
     Paweł wszędzie spotykał się z życzliwością. Przyjaźnie pozdrawiali go inni, rowerowi turyści m.in. z Niemiec, Danii czy z Anglii, ale i miejscowi spieszyli z pomocą, gdy zaszła taka potrzeba. Na stacji benzynowej w Albanii, na przykład, trzech mężczyzn rzuciło się, by napompować oponę w jego rowerze.
     Paweł przyznaje, że podróż była przyjemna, no, może poza odcinkami, gdy lał deszcz lub wiatr dawał się we znaki. - Wtedy przychodził kryzys, który szybko mijał – śmieje się. - Były też zaskoczenia pozytywne – zauważa. - Jak spotkanie z kuzynką. Nie widzieliśmy się chyba ze 20 lat, a teraz spotkaliśmy się w Chorwacji, gdzie ona spędzała urlop.
     Po 30 dniach podróży Ateny przywitały Pawła słońcem. Przywitała go także miejscowa Polonia. Była wizyta w ambasadzie polskiej, na którą strażak-rowerzysta … spóźnił się dwie godziny. - Bo GPS wskazał ulicę o tej samej nazwie, ale znajdującą się w zupełnie innej dzielnicy – wyjaśnia Paweł. Było też spotkanie z młodzieżą uczącą się w polskiej szkole.
     Elbląski strażak cały czas pamiętał o celu charytatywnym, jaki przyświecał jego podróży. Jego relacje na bieżąco były publikowane na facebooku „Rozjedź z nami raka Jagody!”.
     - Stan konta, w związku z zamieszaniem wokół akcji Pawła, wynosi 10 tys. zł – informuje ciocia Jagódki, Beata Abramowska. - Jednak wraz z jego powrotem do kraju nie kończy się zbiórka pieniędzy. Zgłosił się kolejny organizator, który dochód z imprezy chce przeznaczyć dla Jagody. Liczymy też na innych ofiarodawców. Aby wesprzeć Jagódkę wpłat można dokonywać na konto Europejskiej Fundacji KrewAktywni z Gdyni, KONIECZNIE z dopiskiem: "Dla Jagódki" nr konta 65 2030 0045 1110 0000 0259 4170.
     A Paweł, lżejszy o 4 kilogramy, opalony i - jak zapewnia - wypoczęty, wrócił do służby. I już myśli o kolejnej wyprawie rowerowej. - W przyszłym roku, do Islandii – zdradza.

Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
Reklama