Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Piątek 02-12-2016, imieniny Pauliny, Piotra
 
Rek

UWAGA!

Dobre wieści dla szuwarowo-bagiennych

Elbląg, Dobre wieści dla szuwarowo-bagiennych Nowe zarządzenie spowoduje, że być może puste w sezonie wody Zalewu nieco się zapełnią

Pojawiły się długo oczekiwane ułatwienia w żegludze po Zalewie Wiślanym i Bałtyku.

Od dawna w środowisku żeglarskim, głównie żeglarzy z głębi lądu, słychać głosy, że aby z jezior wypłynąć na wody morskie, trzeba pokonać zbyt wiele formalności. Za duże - zdaniem niektórych - były także wymagania dotyczące wyposażenia jednostki w sprzęt zapewniający bezpieczeństwo. Być może teraz narzekań będzie trochę mniej, a niemal puste w sezonie wody Zalewu nieco się zapełnią.
     Te zmiany ma wywołać wydane pod koniec kwietnia przez dyrektora Urzędu Morskiego w Gdyni zarządzenie w sprawie warunków uprawiania żeglugi przez małe jednostki: żaglówki, motorówki, kajaki czy deski surfingowe - liczące do 5 metrów długości oraz przez niezatapialne jachty do 8 metrów długości.
     Zarządzenie zezwala im na żeglowanie po polskich morskich wodach wewnętrznych w strefie do 2 mil morskich od brzegu, od wschodu do zachodu słońca.
     Aby wypłynąć na Zalew Szczeciński czy Wiślany, na jachcie czy pontonie będą się musiały znajdować: kamizelki ratunkowe, koła ratunkowe (jedno koło na dwóch członków załogi; na jachtach niezatapialnych wystarczy tylko jedno koło), pomarańczowa pławka dymna, gaśnica (na jachtach motorowych i tych wyposażonych w instalację gazową) oraz środek łączności umożliwiający wezwanie pomocy.
     Odpowiedni patent wymagany jest teraz tylko od kapitana jednostki. Jego także dotyczy zakaz prowadzenia jachtu czy motorówki w stanie wskazującym na spożycie alkoholu.
     Wojciech Żurawski, dyrektor elbląskiej delegatury Urzędu Morskiego uważa, że nowe przepisy są liberalne.
     - Ten dokument, którego kopia powinna znajdować się w jachtklubach i każdym miejscu, w którym wypożycza się sprzęt wodny, ma być przewodnikiem naprawdę ułatwiającym spokojny, ale i bezpieczny wypoczynek bez zbędnych formalności - mówi dyrektor. - Byłoby także dobrze, gdyby każda jednostka zgłosiła się do kapitanatu czy bosmanatu, bo może to być pomocne w razie np. potrzeby przekazania informacji od rodziny. To prośba, a nie wymóg - zastrzega Wojciech Żurawski.
     W zarządzeniu sprecyzowano także warunki, jakie musi spełniać osoba lub firma, która prowadzi wypożyczalnię sprzętu wodnego czy szkółkę żeglarską lub zajmuje się transportem wodnym.

Joanna Torsh
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
Pokazuj od
najnowszych
  • Macie błąd "....Wojciech Żurawski, dyrektor elbląskiej delegatury Urzędu Miejskiego uważa...". UM nie ma delegatury.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    BUBA(2002-05-14)
  • BUBA: Oczywiście, chodziło w Urząd Morski. Dzięki.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    Redakcja(2002-05-14)
  • Z Trzcińsko-Bagiennego są wszystkie dobre wieści - jedna lepsza od drugiej. Ino nie bardzo mogę pojąc, na czym polega inowacyjność działań tak skostniałej i zastałej instytucji, jaką jest Urząd Morski. To, co ta instytucja od początku swego istnienia proponuje jest kpiną w biały dzień. Niech te najważniejsze z powyższej przejadą się na Bornholm do Szwecji nie wspominając już nic o Finlandii i jej bardzo specyficznym brzegom - w wielu przypadkach przypominającym nasz Zalew. Nasz UM działa na zasadzie psa ogrodnika albo ideologii Kalego - nic ująć nic dodać. Znamiennym jednak zjawiskiem i charakterystycznym jest to, co się dzieje w obrębie tego ogromnego i pięknego akwenu - to znaczy nic. A co jest tego powodem - nasze ulubione, tumaństwo urzędników państwowych - tak znane i opiewane przez cały otaczający nasz świat (niestety normalny). A więc dalej Szlachetni Panowie na pohybel wszystkim i wszystkiemu, co się rusza na wodzie i obok niej. To jest taki syndrom konserwatora zabytków - do wszystkiego się wtrąca i wszystko neguje - nie odpowiadając wręcz za nic i nie wnosząc nic do sprawy nie wspominając o kompletnym braku odpowiedzialności za jakoweś swoje decyzje. Do dupy z taką instytucją fasadowo-państwową.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    AborygenMiejscowy(2002-05-14)
  • Aborygen Miejscowy osobiście zetknąłem sie z obiema instytucjami wymienionymi przez Ciebie ( UM i Konserwator). Zgadzam sie z twierdzeniem, iż wiele wymagają nie ponosząc za swoje decyzje praktycznie żadnej odpowiedzialności. Mało tego, potrafią skutecznie zniechęcić do podejmowanych inicjatyw Niestety musimy z nimi jakoś żyć bo na zmiany systemowe w tych obszarach nie zanosi się - niestety.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    zen(2002-05-15)
  • Aborygen ! Napisz bracie jak to jest w tej Szwecji czy Finlandi i czarno na białym udowodnij, że jest lepiej. Inaczej szkoda miejsca na sieci !
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    Toni(2002-05-17)
  • Co ja ci Koleś mam tłumaczyć i Cię przekonywać? Pojedź, zobacz - sam ocenisz. To jest moja opinia z autopsji, z którą Ty wcale sie nie musisz godzić. Ale z drugiej strony - jeśli każesz mi to udowadniać - to wybacz - pozostawiam to bez komentarza.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    AborygenMiejscowy(2002-05-17)
Reklama