Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Środa 13-12-2017, imieniny Łucji, Otylii
 
Rek

UWAGA!

Zamknij Zamknij
Rek
Rek
Telefon portElu Halo, tu portEl
512 918 555

Wiadomości

Na osiedlu

Gospodarka

Społeczeństwo

Kultura

Sport

Na uczelniach

Zbrodnia i kara

Prasówka

Jej portEl

Kina i teatr

Konkursy

Dawny Elbląg

Poradnik

Hit czy kit?

Po godzinach

Fotoreportel

Brak mostku Elewów Brak mostku Elewów

Jednak wytrzymaliśmy...

Elbląg, Jednak wytrzymaliśmy... Elblążanin Krzysztof Grygo był szefem grupy strażaków pomagających powodzianom

Do Elbląga powrócili strażacy, którzy w ramach Kompani Specjalnej Centralnego Odwodu Operacyjnego województwa warmińsko - mazurskiego nieśli pomoc powodzianom na południu kraju. Jednostką z woj. Warmińsko-mazurskiego dowodził strażak z Elbląga - Krzysztof Grygo.

43 strażaków z całego województwa m.in. z Elbląga, Braniewa, Morąga czy Olsztyna pod dowództwem Krzysztofa Grygo wyjechało w kierunku gór 26 lipca. Dzień później byli na miejscu i od razu przystąpili do akcji.
     - Podzieliliśmy się na dwie grupy - opowiada dowódca kompani. - Jedna część przez wszystkie dni naszego pobytu zajmowała się wycinką drzew ze zboczy. Ile oni tych drzew wycięli, nie wiem. One spływały razem z błotem i zagrażały domom.
     Druga grupa przed godz. 17 została przerzucona alarmowo do Lachowic, gdzie spływające ze zbocza woda utworzyła tamę. Gdyby gromadząca się woda popłynęła na domy, z miejscowości nic by nie zostało. Strażacy umacniali tamę balami z drewna oraz workami z piaskiem. Dopiero o 22 rzeka wróciła do starego koryta.
     Kolejne dni również upłynęły na bardzo intensywnej pracy. Nazajutrz strażacy starali się uprzątnąć jedyną drogę, która prowadzi do kościoła. Praca znowu trwała od 8 do 22.
     - W niedzielę przestał padać w końcu deszcz i wyszło słońce - mówi Krzysztof Grygo. - Zrobiliśmy więc sobie takie "świąteczne sprzątanie". Cały dzień usuwaliśmy z Makowa ogromną masę błota, gruzu i połamanych drzew. Skończyliśmy o 22.
     Poniedziałek strażacy spędzili w miejscowości Wieprzec, gdzie wprost na budynki mieszkalne zaczęło osuwać się podmywane przez wodę zbocze. Stalowymi linami związano drzewa i taką zaporę umocniono workami z piaskiem. O 21 mieszkańcy byli już bezpieczni.
     Najbardziej strażakom dokuczało zmęczenie. Niekiedy szli na wołanie o pomoc słaniając się na nogach.
     - Zmęczenie było okrutne, lecz pojechaliśmy tam pracować, a nie wypoczywać - wspomina dowódca grupy. - Wracając do bursy tylko jedliśmy, kąpaliśmy się i zaraz szliśmy spać, gdyż od rana czekała nas znowu praca. Wszyscy się o nas martwili - żebyśmy wytrzymali. Kierowniczka bursy nie chciała nas wypuszczać do ludzi w brudnych i mokrych rzeczach. Sama wszystko prała i suszyła. Mieliśmy także dwa ciepłe posiłki - rano i wieczorem, a w środku dnia suchy prowiant. Jednak ludzie przynosili nam obiady. Pracowaliśmy niemal bez przerwy.
     - Całe mienie tych ludzi zostało zniszczone - mówi Krzysztof Grygo. - Przeżywali dramat. A mimo tego mieli ogromną chęć pomocy bliźnim. Bardzo nas to dopingowało. Ludzie, którzy stracili niemal wszystko, dzielili się z nami tym, co im zostało. Nie mieliśmy serca odmówić. To było fantastyczne uczucie.
     Ostatnie dni grupa pod dowództwem Krzysztofa Grygo spędziła już na północy Polski patrolując wały Wisły.
     - Po przejściach poprzedniego tygodnia, to były niemal wakacje - wspomina strażak z Elbląga. - Najbardziej męczące było użeranie się z ludźmi, którzy przyszli obejrzeć sobie powódź. Udało nam się uratować grupkę saren, które woda odcięła na jednej z wysepek.
     Krzysztof Grugo miał z początku obawy, czy poradzi sobie z ogromną odpowiedzialnością, jak na nim spoczywała.
     - Jechałem do Makowa z ludźmi, których nie znałem, na obcy zupełnie teren, a jednak wytrzymaliśmy. Chciałbym im podziękować za to, że położyli na ten wyjazd na szalę wszystkie swoje umiejętności, siłę i doświadczenie. Za to ich podziwiam.

OP
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
Pokazuj od
najnowszych
  • Jak zwykle można liczyć na strazaków. A może na posłów wybrać strazaków, potrafią pomagać innym za płace niższej od średniej krajowej !!!!!!!!!!!! Elito rządząca!!!!!!!! Wstyd !!!!!!!!!!!!!!!!! Jeszcze do wyborów zotsało trochę czasu - na naukę nie jest nigdy zapóżno !!!!!!!
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    Wyborca(2001-08-06)
  • dlaczego my wszyscy ,którzy ratujemy ludzkie życie i mienie zarabiamy tak mało????
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    huda(2001-08-07)
Reklama