UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później

Kierownictwo SLD powiedziało wyraźnie, że mnie nie potrzebuje

 
Elbląg, Kierownictwo SLD powiedziało wyraźnie, że mnie nie potrzebuje
(fot. AD)

Lokalnie – bo zagrażał Władysławowi Mańkutowi, centralnie – bo Napieralski uważa go za człowieka Olejniczaka. Dlatego SLD nie chciał, by Witold Gintowt-Dziewałtowski ponownie znalazł się w Sejmie. W środę na konferencji prasowej wieloletni poseł SLD wyjaśniał dziennikarzom powody swojej decyzji o kandydowaniu do Senatu z listy Platformy Obywatelskiej.

[Dziennikarze] – Co takiego się stało, że zdecydował się Pan kandydować do Senatu z Platformy Obywatelskiej?
     
Witold Gintowt-Dziewałtowski: – Już od pewnego czasu sygnalizowałem moje nie najlepsze wrażenia w związku z przygotowaniami do kampanii wyborczej wewnątrz Sojuszu Lewicy Demokratycznej. To są tego skutki.
     
     – A konkretnie?
     
– Do dziś nie otrzymałem ze strony władz wojewódzkich SLD, które konstruowały listy kandydatów do parlamentu, żadnej propozycji. O moim możliwym kandydowaniu do Senatu z listy SLD dowiedziałem się z gazet elbląskich, nikt ze mną na ten temat nie rozmawiał, nikt mnie nie pytał o zdanie, nikt nie chciał wiedzieć, co na ten temat myślę. Powtarzałem od samego początku, że to, co może mnie skłonić do kandydowania z list Sojuszu, to jedno z dwóch pierwszych miejsc na liście poselskiej, które dają jakąś szansę wyboru, szansę kontynuowania tej pracy, którą przez 14 lat na rzecz lewicy, ale również Rzeczypospolitej, wykonuję. Przez ten czas nie otrzymałem żadnej oferty, nie było też możliwości spotkania się z przedstawicielami władz wojewódzkich SLD, natomiast miałem informacje z innych źródeł, które jednoznacznie potwierdzały, że przewodniczący Rady Wojewódzkiej SLD Władysław Mańkut czyni wszystko, co tylko możliwe, żeby nie dopuścić mnie do kandydowania z listy SLD z okręgu elbląskiego do Sejmu.
     
     – Co na to władze krajowe SLD?
     
– Po kilku tygodniach oczekiwania na ewentualny kontakt, prób umawiania się z władzami wojewódzkimi, spotkałem się z przedstawicielami władz krajowych Sojuszu, którzy potwierdzili niechęć pana przewodniczącego Mańkuta do mojego kandydowania. Na moje pytanie, czy SLD zamierza mnie wykorzystać w najbliższych wyborach, odpowiedzieli, że owszem, będą się starali, żebym się znalazł na liście kandydatów do Sejmu. Mniej więcej na tydzień przed Radą Krajową SLD, która zatwierdzała listy kandydatów do Sejmu i Senatu, poinformowano mnie, że udało się wytargować piąte miejsce na liście elbląskiej. Nie wykazałem entuzjazmu po zapoznaniu się z tą informacją. Powtórzyłem, że interesuje mnie jedynka albo dwójka i poczekam na decyzję ostateczną.
     
     – I jaka była to decyzja?
     
– Dzień przed Radą Krajową otrzymałem informację, że piąte miejsce pozostaje aktualne, nic się nie dało zrobić. Odpowiedziałem, że ta propozycja jest dla mnie nie do przyjęcia, więc nie będę kandydował. Po paru godzinach otrzymałem telefon, że udało się wytargować trzecie miejsce na liście. Powtórzyłem, że nie interesuje mnie ta propozycja. Tuż przed posiedzeniem Rady Krajowej dowiedziałem się, że mam być kandydatem do Senatu. Też nie pytano mnie o zdanie. Powtórzyłem to, co wcześniej mówiłem, że rezygnuję z kandydowania, nawet, jeśli dostałbym jedynkę na liście do Sejmu.
     
     – Dlaczego odrzucił Pan Senat?
     
– Szanse dostania się do Senatu z okręgu elbląskiego z listy SLD są zerowe, to była ewidentna próba odsunięcia mnie. Uznałem, że to, co się wokół mnie dzieje, potwierdza, że SLD, jego kierownictwo nie jest w ogóle zainteresowane moją osobą, że jestem niepotrzebny, nikt nie zamierza zabiegać o to, żebym znalazł się wśród parlamentarzystów kolejnej kadencji.
     
     – Wie Pan, dlaczego?
     
– Próbując wyjaśnić tę sytuację, ja sam i moi przyjaciele z Warszawy w sposób jednoznaczny oceniliśmy, że jest to skutek tego, że kiedyś byłem bliskim współpracownikiem Wojtka Olejniczaka i nadal pozostałem – w przekonaniu obecnego przewodniczącego SLD Grzegorza Napieralskiego – człowiekiem Olejniczaka. Nie jestem więc godny ani zaufania, ani jakichkolwiek awansów. Z drugiej strony, świadomość tego, że przewodniczący Rady Wojewódzkiej SLD, pan Mańkut, czyni wszystko, by uniemożliwić moje kandydowanie z listy SLD, a jednocześnie na liście znalazł się pan Henryk Słonina i jeszcze parę innych osób, co do których miałem zastrzeżenia, praktycznie rzecz biorąc, wykluczyły zarówno możliwość, jak i chęć mojego kandydowania. [ostatecznie na liście SLD Henryka Słoniny raczej nie będzie, przekonamy się o tym za kilka dni, gdy listy zostaną zarejestrowane – PD].
     
     – A oferta Platformy, kiedy się pojawiła?
     
– Na parę dni przed niedzielną [21 sierpnia – PD] konferencją prasową w Warszawie, o której państwo pisaliście. Ta propozycja nie była warunkowana czymkolwiek, nie żądano ode mnie ani zmiany poglądów, ani zmiany przekonań. Stwierdzono, że ta propozycja jest adresowana do mnie głównie z powodów profesjonalnych – Platforma uważa, że byłem dobrym, kompetentnym i skutecznym posłem, moje działania, z którymi politycy Platformy też mieli do czynienia, legitymizują moją wartość. Budując taką, a nie inną, ofertę dla wyborców, starając się wzmocnić frakcję lewicową Platformy, uznano, że taka osoba, jak ja, może być przydatna.
     
     – Kiedy zdecydował się Pan kandydować z Platformy?
     
– Decyzję o przyjęciu tej oferty podjąłem w poniedziałek [22 sierpnia – PD]. Również w poniedziałek – z tego, co wiem – tę decyzję zaaprobowały organy statutowe Platformy Obywatelskiej.
     
     – A co z członkowstwem w SLD?
     
– Podjąłem decyzję o rezygnacji z przewodniczenia Radzie Miejskiej SLD, a we wtorek [23 sierpnia – PD] na posiedzeniu koła SLD, do którego należę, złożyłem rezygnację z członkowstwa w SLD. Nie przewiduję wstąpienia do Platformy Obywatelskiej. W miejskiej organizacji SLD jest bardzo wielu przyzwoitych, rzetelnych ludzi, w tym moich przyjaciół. Mam nadzieję, że nadal pozostaniemy w przyjaznych relacjach.
     
     – No właśnie, organizacja miejska SLD nie próbowała nic robić w Pańskiej sprawie?
     
– Organizacja miejska rekomendowała mnie do umieszczenia na liście kandydatów do Sejmu, natomiast decyzję o kształcie listy podejmowały władze wojewódzkie SLD i w tym procesie nie uczestniczyłem ani ja jako przewodniczący Rady Miejskiej SLD, ani nikt z przedstawicieli Rady Miejskiej. Decyzje zostały podjęte bez naszej wiedzy. Prosiliśmy władze wojewódzkie o udostępnienie projektu listy, bośmy jej nie znali. Otrzymaliśmy tylko informację, że pan przewodniczący Mańkut ma listę, zabrał ją ze sobą i pojechał do Warszawy.
     
     – Jakie, Pańskim zdaniem, były kryteria układania listy SLD w okręgu elbląskim?
     
– Lojalność i brak zagrożenia, że ten, kto jest na liście, dostanie więcej głosów niż zainteresowany. Tu raczej nie mam żadnych wątpliwości.
     
     – Czy nie obawia się Pan, że taka Pańska decyzja tuż przed wyborami może się odbić na zachowaniach Pańskiego elektoratu?
     
– Oczywiście, że jest taka możliwość, natomiast otrzymałem bardzo dużo e-maili, sms-ów, telefonów dotyczących tej sytuacji. Były też krytyczne, ale dziewięć na dziesięć było takich wyrażających zrozumienie albo wręcz poparcie. Miałem świadomość, że moja decyzja wzbudzi wielkie kontrowersje, żal, krytykę, natomiast zanim tę decyzję podjąłem – mówię o kandydowaniu do Senatu z PO – rozmawiałem z wieloma osobami, które od lat kojarzone są jako najwybitniejsze postacie polskiej lewicy. Duża większość spośród nich rekomendowałam mi przyjęcie takiego stanowiska, również po to, żeby realizować to, co jest ważne dla lewicy, w programie Platformy Obywatelskiej.
     
     – Tuż przed wyborami przejść do obozu przeciwnika politycznego – etyczna ocena takiego postępowania z pewnością nie jest jednoznaczna.
     
– Takie wątpliwości też miałem. Natomiast myślę tak – mam świadomość, że jeszcze mogę się do czegoś przydać, a kierownictwo SLD powiedziało wyraźnie, że mnie nie potrzebuje – tak to zostało sformułowane. Wybrałem to rozwiązanie, bo uważałem, że to rozwiązanie jest najlepsze z tych, które były możliwe. Odejście z SLD to dla mnie przykre wydarzenie. Mam świadomość, że kończy się dla mnie bardzo ważny etap w życiu. Wiem, że byłem utożsamiany z lewicą, z lewicowością w Elblągu przez wiele, wiele lat. Dzisiaj doszedłem do wniosku, że moje obawy co do lewicowości SLD są bardzo mocno uzasadnione. Lewicowość to nie nazwa partii, nie koneksje towarzyskie, tylko program, który się realizuje.
     
     – Więc SLD nie spełnia kryteriów partii lewicowej?
     
– Wiem, że w kierownictwie SLD dominuje pogląd, że największym wrogiem SLD jest Platforma Obywatelka. Nie PiS, a PO. Wiem, że są prowadzone przez różnych ludzi rozmowy z osobami z kierownictwa Prawa i Sprawiedliwości. To nie jest już ta partia, którą kiedyś zakładałem – byłem współzałożycielem SDRP a później SLD. To nie jest ta partia, której poglądy reprezentuje wielu członków SLD w Elblągu. Znajdziemy bardzo wiele polityków lewicy, którzy w tych wyborach z list SLD nie będą kandydować. Jest tego naprawdę jakaś przyczyna, ja, być może, pierwszy powiedziałem, że król jest nagi. Natomiast jestem przekonany, że w Polsce jest miejsce na formację lewicową, z trzydziestoprocentowym elektoratem, ale dzisiaj ci wyborcy, którzy głosują na SLD – a jest ich około 10 procent – są jedynymi, którzy wierzą, że SLD jest partią lewicową. Pozostałe 20 procent nie bardzo w to wierzy. Jeżeli pan Napieralski na bardzo ważnej konwencji programowej partii mówi tak: spłacimy dług publiczny, przyśpieszymy wzrost gospodarczy, a jednocześnie podniesiemy płace do poziomu europejskiego – to przecież jest to obraz absolutnej nieodpowiedzialności. Nawet Kaczyński nigdy nie powiedział takich rzeczy. Gdybyśmy chcieli to zrealizować, Polska znalazłaby się w gorszej sytuacji niż dzisiaj Grecja. Oczywiście, jacyś ludzie to kupią, bo iluzje bardzo chętnie są kupowane, ale politykowi, zwłaszcza przywódcy – było, nie było – jednej z czterech największych partii w kraju, nie wolno takich rzeczy mówić. Nie na tym polega lewicowość.
     
     
***
     
     W kilku ostatnich wyborach parlamentarnych SLD w okręgu elbląskim zdobywał jeden mandat – konkretnie Witold Gintowt-Dziwałtowski, który był jedynką na liście. Przed czterema laty władze wojewódzkie Sojuszu postanowiły, że jedynkę na liście otrzyma Władysław Mańkut, Dziewałtowski był dwójką. Mandat zdobył Dziewałtowski.
Piotr Derlukiewicz
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
Pokazuj od
najnowszych
  • Proszę nie ściemniać nikt Pana nie chce ani w SLD ani w PO!!
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    PLS(2011-08-25)
  • z dwojga złego WGD lepszy niż mań-kut
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    jądruś kiełbaska(2011-08-25)
  • mieszkańcy Elblaga tez nie !
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    (2011-08-25)
  • my też ciebie nie potrzebujemy I sekretarzu PZPR skończ z udawaniem i propagandą KOMUNISTYCZNĄ !
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    (2011-08-25)
  • Wielu działaczy zwracało mi uwagę, iż toleruję postępki Dziewałtowskiego. - Komu Ty ufasz - mówili - on ma na ustach pełno sloganów, dopuszcza się łajdactw, a odgrywa rolę ofiary. Ten człowiek nie zna innego punktu widzenia jak tylko osobisty. W jego postępowaniu nie ma najmniejszego etycznego momentu. Kieruje się tylko osobistą nienawiścią. - Bolesław Smagała "Kiedy Prawda Milczy"s
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 1
    vfsfc(2011-08-25)
  • Nie jestem elektoratem SLD ergo nigdy nie udzieliłem poparcia Panu W. G-D, ale trzeba uczciwie przyznać że w Sejmie RP był w mniejszości która uczciwie brała pieniądze za to do czego ją tam powołano. Pan poseł ziemi elbląskiej zawsze był w czołówce najlepiej pracujących parlamentarzystów, nie latał po TVN i innych pieprzyć farmazony, nie tańczył z małolatami w rytmach RAP i Disco Polo, nie rozdwał buraków uciśnionym robotniką, jednym słowem nie pajacował tylko kompetetnie robił swoje, jak widać i tu kopernikańska zasada o wypieraniu dobrej monety złą znajduje swoje odbicie.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    1 0
    Bob B.(2011-08-25)
  • - Posłuchaj - mówili mi ludzie, którzy go znali o wiele lepiej - co on mówi. W swoich mowach politycznych, które tak lubi wygłaszać, jest płytkim i bałamutnym. Hipokryta, egoista, intrygant i pasożyt polityczny. On nie umie zamaskować osobistej pychy, chciwości i cynizmu. - Bolesław Smagała "Kiedy Prawda Milczy".
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 1
    popol(2011-08-25)
  • W dniu 10 kwietnia 1986 roku przyszedł do mnie komisarz Stradowski i powiedział mi przy okazji omawiania jego programu uzdrowienia EKB, że w kilka dni po powołaniu go na komisarza był wezwany przez sekretarkę do I sekretarza KM PZPR Witolda Gintowt-Dziewałtowskiego. Stawił się na wyznaczony dzień i godzinę, gdzie został ordynarnie potraktowany przez wzywającego. Dziewałtowski krzyczał na mnie, że on tu rządzi w Elblągu i nikt mu nie będzie się wtrącał. Miał pretensje, że nie przyszedłem do niego poinformować go, że mam propozycję objęcia funkcji komisarza w EKB. Od niego dużo zależy w Elblągu i niech Stradowski nie liczy na jego pomoc. Bolesław Smagała "Kiedy prawda milczy"
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    rerwr(2011-08-25)
  • Co zrobiła partia której ideały i program na terenie elbląskiego najlepiej utożsamia Witold Gintowt Dziewałtowski – Józef Piłsudski wysiadł z czerwonego tramwaju na przystanku „ Niepodległość” , a PO z tramwaju liberalnego na przystanku władza Z zapowiadanej reformy podatkowej 3x15 (proponowane stawki PIT, CIT i VAT) nic nie zostało. Nie dość, że porzucono zamysł podatku liniowego po sprzeciwie PSL, to jeszcze VAT poszedł w górę z 22 do 23 proc. Choć Platforma stara się wywołać wrażenie partii, której zależy na gospodarce mocno zadłużyła kraj i nie zrealizowała licznych zapowiedzi, jak wprowadzenie budżetu zadaniowego, zrównanie wieku emerytalnego i usunięcie przywilejów służb mundurowych. Ograniczyła za to transfery do OFE. Partia opowiada się za szybką prywatyzacją. Niestety, prywatyzacja nabrała tempa dopiero wtedy, gdy kryzys zmusił rząd do desperackiego poszukiwania pieniędzy. Po drugie, w ubiegłym roku partia przeżyła okres fascynacji ideą tworzenia narodowych czempionów i zamiast na prywatyzację część energii skierowano na łączenie firm państwowych. Platforma nie ograniczyła biurokracji, która urosła w cztery lata o 100 tys. ludzi, ale także nie przeprowadziła reform, których można się było po niej spodziewać, np. zniesienia ulg rodzinnych dla ludzi zamożnych. Swój aktualny program ma przedstawić w połowie września. Jaka partia taki senator.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    (2011-08-25)
  • Kiedyś oglądałem transmisję z obrad Senatu. P. Mańkut bardzo smacznie spał, stąd uważam, że głosowanie na Niego to po prostu marnowanie głosu.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    mały człowieczek(2011-08-25)
  • Wićka, czas odejść. Twój czas sie dawno skończył i twoje poglady były ci wbijane do głowy jak jeszcze nie było komputerów i telefonów kom.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    Bolek Bierut(2011-08-25)
  • W tej sytuacji trzeba zastanowić się nad głosowaniem na mniejsze ugrupowania typu Nowa Prawica, PJN, PSL lub do senatu Obywatelski Ruch Prezydentów Miast. :-) Przeechrztom mówimy nie!
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    (2011-08-25)
Reklama