Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Środa 17-01-2018, imieniny Antoniego, Jana
 
Rek

UWAGA!

Zamknij Zamknij
Rek

Niby "na niby", ale kule świszczą

 
Elbląg, Niby "na niby", ale kule świszczą Z pola walki - obrona mostów w Tczewie (fot. nadesłana)
Rek

Powietrze przeszywają serie z karabinów maszynowych, wybuchają granaty i bomby. Pojawiają się wozy bojowe, słychać warkot silników motocykli. W tumanach piasku i kurzu padają wojskowe komendy, ranni konają, a kobiety i dzieci podnoszą krzyk. Na tym polu walki jednak krew jest sztuczna, naboje "ślepe", a nad całością czuwa reżyser. - To inscenizacja, ale przede wszystkim próba podtrzymania tradycji wojskowych i patriotycznych – mówią członkowie Samodzielnej Grupy Odtworzeniowej "Pomorze". Zobacz zdjęcia.

To przedstawiciele różnych grup zawodowych. Na co dzień łapią przestępców, uczą w szkole, pracują za biurkiem etc. Wiele ich różni, ale mocno wiąże historyczna pasja. Czują się kontynuatorami tradycji wojskowych, gdy wkładają mundury z czasów II wojny światowej, gdy przez ramię przewieszają karabin, wsiadają do wozów bojowych ruszają do walki. "Bronili" już mostów w Tczewie, uczestniczyli w szarży kawalerii pod Krojantami, a w Kaliningradzie wraz z Rosjanami "kończyli" wojnę. Grupa szczególny nacisk kładzie na jak najwierniejsze odtwarzanie wyposażenia, umundurowania, uzbrojenia i wyszkolenia Wojska Polskiego. Są wśród nich znawcy broni, są też i tacy, którzy każdą nitkę na mundurze wyłapią, że jest nie w tym kierunku poprowadzona.
     Grupa edukuje także młodzież prezentując "żywe" lekcje historii. W ten sposób pamięć o bohaterach sprzed dziesięcioleci nie odchodzi wraz z nimi.
     Jak sama nazwa SGO "Pomorze" wskazuje, grupa działa głównie na terenie Pomorza skupiając członków i sympatyków z województw – pomorskiego, kujawsko-pomorskiego i warmińsko-mazurskiego. Wśród jej członków są również elblążanie: Piotr Kędzierski, Patryk Kędzierski, Jacek Pietrzak i Dominik Mański.
     - Podtrzymujemy tradycje 2 Batalionu Strzelców z Tczewa , który we wrześniu 1939 r. bronił tam mostów. Specjalizujemy się w inscenizacjach, w odtwarzaniu uzbrojenia i umundurowania z okresu II wojny światowej – wyjaśnia Piotr Kędzierski.
     Sam ma pięć mundurów: żołnierza polskiego z września '39 (mundur służbowo-wyjściowy oraz polowy), Ludowego Wojska Polskiego, czerwonoarmisty oraz żołnierza Wehrmachtu. Jego syn, na potrzeby inscenizacji, zakłada mundur niemiecki.
     - Trzeba przecież odtworzyć też stronę przeciwną - tłumaczy.
     
     Wehrmacht z Chin
     Grupa "Pomorze" liczy ok. 50 członków i 30 sympatyków. To głównie członkowie ich rodzin i koledzy. Oprócz żołnierzy odtwarzana jest też ludność cywilna z danego okresu – mówi Jacek Pietrzak. - W zależności od potrzeb inscenizacji odgrywa się chłopa, nauczyciela, handlującego Żyda, a nawet i księdza proboszcza. Wszystko z dbałością o szczegóły. Nie robimy jednak rekonstrukcji, a odtworzenia.
     Pasjonaci przyznają, że najtrudniej jest odtworzyć Wojsko Polskie z września '39: - Bo umundurowanie, wyposażenie zaginęło – spieszy z wyjaśnieniem Jacek Pietrzak. - Polskie jednostki zostały szybko rozbrojone i potem weszły w skład na przykład sił alianckich. Tym samym weszły w umundurowanie m.in. brytyjskie – uzupełnia Dominik Mański.
     A kogo najłatwiej przedstawić?
     - Niestety, Wehrmacht – odpowiada Jacek Pietrzak. - Wszystko jest właściwie dostępne na rynku – z Chin (śmiech). -Wyposażenie odtwórców historycznych to głównie repliki – kontynuuje. - Jeżeli są oryginalne rzeczy to ich się nie używa w inscenizacji, bo to zbyt cenne pamiątki. Można zgubić np. bagnet. Ja mam oryginalny pas z 1939 r.
     - Całe nasze wyposażenie jest prywatne – dodaje Dominik Mański. - Każdy z nas kupuje, zbiera, szuka po rynkach, bazarach czy na Allegro ciekawych rzeczy.
     Każda sekcja ma kwatermistrza, który odpowiada za umundurowanie. Chodzi o to, by było jak najbardziej zbliżone do oryginału.
     - Na Kaszubach znaleźliśmy wiekowego krawca, który umie szyć mundury, przerabia nam też płaszcze – mówi Piotr Kędzierski. - Musieliśmy też zadbać o szewca, bo w tamtych czasach buty były podkute – też takie musimy mieć, a nie każdy rzemieślnik potrafi to zrobić.
     Co jeszcze mają "na stanie" członkowie SGO "Pomorze"?
     - Posiadamy niemiecki transporter opancerzony, odtworzyliśmy samochód pancerny Ursus wz.34, mamy motocykle stylizowane na niemieckie, radziecki motocykl z karabinem maszynowym, samochody dostawcze, zwiadowcze, cywilne, armaty przeciwpancerne, haubice, działko przeciwlotnicze, granatniki, moździerze oraz repliki broni maszynowej zasilane gazem – wylicza Piotr Kędzierski. - Trzymamy to w ogródkach, w garażach. Pojazdy są własnością prywatną, ale w ramach stowarzyszenia budujemy np. radziecki transporter opancerzony BA 64.
     
     Wojsko zmęczone, krew się leje
     Dlaczego zainteresowali się historią II wojny światowej, a nie chcą być wikingami czy legionem rzymskim?
     - Od zawsze interesowała mnie II wojna światowa, człowiek słuchał opowieści, bo weterani, gdy byli w pełni sił chętnie opowiadali – mówi Piotr Kędzierski. - Teraz szukamy osób żyjących, które pamiętają tamte czasy i próbujemy ich wspomnienia udokumentować, by nie zaginęły.
     Jesteśmy przedłużeniem żywej historii – dodaje Jacek Pietrzak. - Czasami przy naszych inscenizacjach pojawiają się starsi ludzie. Ostatnio w Olsztynku taki starszy pan mówił: "Tam Niemcy idą. Dajcie mi karabin to jednego ustrzelę. Znowu."
     Każda inscenizacja jest jak teatralne widowisko. Najpierw powstaje scenariusz, później są próby pod okiem reżysera. Na polu walki, nad zachowaniem realizmu, czuwają charakteryzatorzy.
     - Nie ukrywam, pracują z dobrymi rezultatami - śmieje się Dominik Mański. - Wyglądamy jak wojsko zmęczone, głodne i brudne po wielu dniach boju.
     Gdy padają strzały, leje się krew?

  Z pola walki (fot. nadesłana) Z pola walki (fot. nadesłana)


     - Czasem używamy sztucznej krwi, ale nie epatujemy nią – mówi Piotr Kędzierski. - Wśród publicznością są też dzieci więc nie ma co ich dodatkowo straszyć. Wystarczą wystrzały albo widok leżącej osoby udającej zabitego. To też powoduje czasami płacz.
     Czy zdarza się, że kogoś z inscenizatorów za bardzo poniosą emocje?
     - Bywa, że ktoś kogoś szturchnie czy poddusi – śmieje się Jacek Pietrzak. - Posługujemy się prawdziwą bronią wypożyczoną na potrzeby inscenizacji od profesjonalnych firm, ale strzelamy ze "ślepych" naboi. Efekt jest prawie identyczny.
     Podczas inscenizacji bardzo ważna jest rola lektora, który przekazuje publiczności to, co właśnie rozgrywa się na jej oczach.
     - To połączenie teatru z historią. Tytułujemy nasze inscenizacje jako "żywe lekcje historii" – dodaje Piotr Kędzierski.
     
     Historia na wyciągnięcie ręki

     W ostatnim czasie rekordy popularności bił serial "Czas honoru", namnożyło się także grup rekonstrukcyjnych i odtwórczych specjalizujących się w okresie II wojny światowej. Czy na tym tle "Pomorze" się wyróżnia?
     - Ze względu na naszą strukturę, liczbę członków, doświadczenie i możliwości jesteśmy w stanie wziąć udział w wielu różnych inscenizacjach obejmujących okres całej II wojny światowej wystawiając równocześnie dwie walczące strony - zapewnia Dominik Mański. - Grupy opatrzyły się troszeczkę, ale my staramy się iść w innym kierunku, rozszerzając formułę. By dodać realizmu przeprowadzamy również inscenizacje w skansenach – wyjaśnia. - Skanseny odtwarzają genialnie ówczesne warunki. Są chałupy z okresu przedwojennego, cała wioska właściwie wygląda jak żywcem wzięta z tego okresu.
     Inscenizacja zwykle trwa 20-30 minut, ale bywa, że i kilka godzin.
     - W skansenie we Wdzydzach Kiszewskich najpierw atakowali nas Niemcy, a po godzinie my ich – wspomina Dominik Mański. - Wszystko działo się wśród ludności cywilnej. Niemcy pacyfikowali wioskę, a Polacy łapali "piątą kolumnę", czyli dywersantów. Były "przesłuchania", a nawet i "egzekucje". I to trwało cały dzień. Z kolei w tym roku w Olsztynku zjechało ponad 200 inscenizatorów oraz czołgi, wozy pancerne, działa, transportery opancerzone – kontynuuje. - Akcja rozgrywała się na kilku hektarach, a publiczność chodziła między nami. - Trzeba było jednak zachować strefę bezpieczeństwa.– dodaje Jacek Pietrzak
     Pasjonaci zapewniają, że po zakończeniu inscenizacji nie mają nic przeciwko temu, by publiczność podeszła bliżej.
     - My to nazywamy "sesja foto" – mówi Piotr Kędzierski. - Stoimy na polu walki i wtedy można zrobić sobie zdjęcie, obejrzeć i dotknąć karabin wsiąść do czołgu. Ludzie z tego chętnie korzystają, szczególnie dla dzieciaków to wielka frajda.
     A gdzie można zobaczyć inscenizacji w wykonaniu "Pomorza"?
     - Mamy modelowe inscenizacje, na których jesteśmy co roku np. w Tczewie, Starogardzie Gdańskim, na pardzie z okazji Święta Niepodległości, Europejskiej Nocy Muzeów – mówi Dominik Mański. - Chętnie współpracujemy również z innymi stowarzyszeniami. Jesteśmy zapraszani i sami zapraszamy do współpracy inne grupy i stowarzyszenia – dodaje. - Mamy również zaprzyjaźnioną grupę z Kaliningradu, która corocznie zaprasza nas w maju na Dzień Zwycięstwa. W rewanżu uczestniczą w naszych inscenizacjach wnosząc własną kulturę i język, co w połączeniu z oryginalnym umundurowaniem tworzy unikalny klimat.
     
     Kiedy w Elblągu?
     A dlaczego elblążanie nie mieli dotąd okazji obejrzenia tak ciekawych widowisk?
     - Elbląg to dawne Prusy Wschodnie, polskiego wojska tu nie było. A my zaczęliśmy od pokazywania właśnie Wojska Polskiego – wyjaśnia Jacek Pietrzak. - Natomiast Elbląg był zdobywany przez Rosjan i mieliśmy pomysł, aby zrobić huczną inscenizację i pokazać fragment walk. W 2015 r. będzie okrągła rocznica zakończenia II wojny światowej i zdobycia Elbląga. Może to temat do przemyślenia dla władz miasta.
     Jesteśmy w stanie takie przedsięwzięcie zorganizować – zapewnia Piotr Kędzierski. - Możemy ściągnąć "Panterę", czołgi T34, mamy mnóstwo własnego sprzętu. Powstałoby coś, czego w Elblągu jeszcze nie było.
     Członkowie SGO nie do końca traktują odtwarzanie historii jako hobby.
     - To nie jest dla nas tylko zabawa. To też wyrażenie czci dla tamtych ludzi i szacunku dla historii – podkreśla Jacek Pietrzak.
     Dzięki wysiłkom członków stowarzyszenia udało się odtworzyć na podstawie jedynego egzemplarza ze zbiorów Muzeum Wojska Polskiego, Dziennika Rozkazów nr 15/31 poz.181 oraz materiałów fotograficznych odznakę 2 Batalionu Strzelców z Tczewa.
     Zabawę jednak lubią i spotykają się także między inscenizacjami
     - Ale po cywilnemu i z rodzinami – śmieje się Piotr Kędzierski.

Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
Pokazuj od
najnowszych
  • Miło usłyszeć, że są elblążanie bawiący się w II-gowojenną rekonstrukcję. Tylko pochwalić. Życzę dynamicznego rozwoju. Może kiedyś się do Was przyłączę. Na razie, od kilku lat, wraz z kolegami mamy tu, w Elblągu, oddział XVII-to wiecznej piechoty polskiej. To tak na marginesie, aby przypomnieć, że przed Prusami Wschodnimi, były tu przez ponad 300 lat Prusy Królewskie. Zainteresowanych zapraszam. Pozdrawiam Adam Nieczuja-Ostrowski
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    4 0
    (2013-12-07)
  • mój Ojciec był więziony w Auschwitz. Nie mam co odtwarzać. .. ..
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    (2013-12-07)
  • Och. .. jaki ty biedny jestes popatrz. Wspolczuje ci cały naród bohaterze
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    czesiozpegieeru(2013-12-08)
Reklama