Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Piątek 19-01-2018, imieniny Henryka, Mariusza
 
Rek

UWAGA!

Nie takie konopie straszne...

 
Elbląg, Nie takie konopie straszne... Jeszcze w latach 60. taki widok nie był rzadkością (fot. Michał Skroboszewski)
Rek

To one stały się tłem legendarnej sceny z filmu "Konopielka", w której naga zjawa kusi Kaziuka. Jeszcze kilka dekad temu ich widok nikogo nie dziwił, zwłaszcza w okolicach Elbląga. Z czasem konopi na polach było coraz mniej, bo i rynek się zmieniał. Teraz przemysł związany z tą rośliną odradza się. Jednym z pionierów tego powrotu jest Maciej Kowalski i jego firma – Hem Poland. Jej pola można znaleźć m.in. pod Elblągiem.

Wykorzystana w stu procentach
     Na siedzibę pierwszej firmy w Polsce, która zajmuje się obróbką konopi siewnych wybrał Elbląg, bo to właśnie tutaj otrzymał wsparcie z Elbląskiego Parku Technologicznego.
     - Dla firmy, w której półtora roku temu byłem tylko ja, kupno sprzętu za pół miliona było poważną barierą kapitałową. W EPT mieliśmy możliwość wykorzystania go na preferencyjnych warunkach – dodaje Maciej Kowalski, prezes Hem Poland.
     Teraz przedsiębiorstwo liczy ok. 20 osób i ma pod sobą 350 hektarów pól uprawnych. Część z nich znajduje się w okolicach Elbląga.
     - W latach 60. na tych terenach uprawiano bardzo dużo konopi. Dowiedziałem się o tym przez przypadek. Poszedłem do pani Genowefy Kwoczek, wójta gminy Elbląga, z takim nastawieniem, że trzeba będzie wytłumaczyć co to jest, tak jak w innych miejscach w Polsce – opowiada Maciej Kowalski. - Byłem zaskoczony, gdy pani wójt powiedziała mi, że ona doskonale wie o co chodzi, bo bawiła się na takim polu konopi jako dziecko.
     Z czasem tej rośliny było na polach coraz mniej.
     - Z tego, co udało mi się ustalić, większość włókna z tych ziem trafiała do zaopatrzenia radzieckiej marynarki wojennej. Dlatego jednym z powodów upadku branży konopnej był upadek Związku Radzieckiego. Pierwotnie konopie uprawiano dla łodygi, a dokładniej włókna, które się w niej znajduje. Stąd też nazwa: konopie włókniste. Odpadem po produkcji włókna był paździerz, czyli zdrewniała część łodygi, który rozrzucano na pole, natomiast górę rośliny pozyskiwano dla ziarna – opowiada Maciej Kowalski. - Obecnie pokruszony i wymieszany z wapnem paździerz stanowi bardzo dobry materiał budowlany. Włókna nie wykorzystuje się w tradycyjny sposób, na przykład do produkcji lin, ale m.in. do wytwarzania wysokiej jakości tekstyliów, szczególnie materiałów technicznych. Wiele marek niemieckich samochodów używa konopi do wyrobu kompozytów. Kwiaty, której do pory nie były wykorzystywane, stanowią surowiec do produkcji olejków. Z tym że jest to rynek zupełnie nowy, dopiero się rozwija. Ziarno, jak łatwo się domyślić, wykorzystywane jest na cele paszowe, do produkcji olejów spożywczych, a także do zrobienia pokostu.
     Jak wyjaśnia Maciej Kowalski tę jednoroczną roślinę bardzo lubią rolnicy.

  Maciej Kowalski (fot. arch. prywatne) Maciej Kowalski (fot. arch. prywatne)

 - Rzepak trzeba pryskać kilkanaście razy, przy jabłoniach trzeba pochodzić, a tu wystarczy zasiać [w maju – red.] i kilka miesięcy później zebrać [we wrześniu – red.] – wyjaśnia. - Jest to roślina mało wymagająca, sama radzi sobie z zielskiem, nie potrzebuje oprysków, praktycznie nie choruje. Nie bez powodu po angielsku nazywana jest chwastem.
     
     Impreza w polu
     - Niektórym wydaje się, że pośrodku takiego pola da się zasiać konopie indyjskie [znane ze swoich właściwości odurzających – red.] – przy okazji Maciej Kowalski rozwiewa jeden z mitów. - Tymczasem marihuanę produkuje się tylko z żeńskich roślin. Na polu każda roślina ma cechy męskie i żeńskie, więc jeśli na jednym hektarze jest milion samców i jedna samiczka, to nie ma możliwości, żeby tę samiczkę uchronić przed zapyleniem przez milion samców. Więc nawet jeśli ktoś wpadnie na taki głupi pomysł, to ta roślina po zapyleniu nie będzie miała właściwości psychoaktywnych, upodobni się do reszty.
     Poza tym, jak dodaje Kowalski, takie uprawy są szczególnie sprawdzane, m.in. przez samorządy, ale nie tylko.
     - Taka kontrola jest przeprowadzana raz w roku, badane jest 20 proc. losowo wybranego areału – tłumaczy. - Przychodzą pracownicy instytutu, pobierają kilka szczytów i sprawdzają, czy nie ma substancji psychoaktywnych.
     Mimo to zdarza się, że ktoś chce osobiście sprawdzić, czy po spaleniu konopi włóknistych nie zrobi się szczególnie wesoło.
     - Jeden z właścicieli takiego pola określił to tak: ze stu hektarów jeden jest dla młodzieży – tak o zniszczeniach mówi Maciej Kowalski. - Na jednym z pól sam widziałem leżące butelki po piwie, prezerwatywy, a nawet... tablicę rejestracyjną. I mnóstwo narwanych krzaków. Większych strat nie było.
     
     Współpracują, choć nie muszą
     Jak dodaje prezes firma cały czas współpracuje z policją, choć nie ma takie wymogu.
     - Rekomenduję wszystkim naszym rolnikom, żeby w momencie, gdy zasieją konopie poszli do najbliższej komendy i poinformowali o tym. Przez to, że roślina wygląda identycznie jak konopie indyjskie, może być tak, że sąsiad zadzwoni na policję i powie "oni uprawiają marihuanę". Ja mam zezwolenie i wszystko jest w porządku, ale policja musi wszcząć postępowanie. Dzięki temu, że policja wie o wszystkim można uspokoić tego sąsiada i nic się nie dzieje – tłumaczy tę zapobiegliwość Maciej Kowalski.
     I dodaje, że ten, kto chce uprawiać konopie nie musi "padać na kolana" i błagać, należy po prostu dopełniać wszelkich formalności
     - Kiedyś byłem na spotkaniu z rolnikami w malborskim starostwie. Powiedziałem tam, że w mojej ocenie konopie są normalną rośliną i powinny być tak samo swobodnie uprawiane jak buraki cukrowe, bez żadnych obostrzeń. W tym momencie jeden z panów nieśmiało się zgłosił i powiedział, że są obostrzenia na buraki cukrowe – mówi Maciej Kowalski. - Więc nie jest tak, że konopie są "gorzej traktowane".

Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
Reklama