Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Piątek 02-12-2016, imieniny Pauliny, Piotra
 
Rek

UWAGA!

O słabości

Rozmowa z Tomaszem Gdowskim, zastępcą głównego inspektora pracy.

Bożena Łopacka, która jako pierwsza nagłośniła problemy w sklepach Biedronki, wspomina, że ona i jej pracownice prosili inspekcję pracy w Elblągu o pomoc - i tej pomocy nie otrzymały. Byli pracownicy sieci oczekują, że Państwowa Inspekcja Pracy - i prokuratura wytoczą wojnę takim pracodawcom, jak Jeronimo Martins. Chcą, żeby pojedynczy pracownicy nie musieli sami dobijać się o pomoc, aby nie dopuszczano do nadużyć i zwalczano nieuczciwych pracodawców. Nietrudno te postulaty zrozumieć, bo Biedronka działa już od lat i – być może - gdyby nie hałas w mediach, to w setkach sklepów nic by się nie zmieniło.
     Z pewnością incydent w Elblągu nie był najszczęśliwszy i nie był nam potrzebny. Przykład opóźnionego zareagowania był naganny, ale nie można w oparciu o tę jedną sytuację stwierdzić, że inspekcja nic w sprawie Biedronek nie zrobiła. 700 kontroli, mandaty, zawiadomienia do prokuratury, wypłaty wynagrodzeń czy zakup wózków elektrycznych to konkretne i wymierne efekty. Dodam też, że w stosunku do dyrektora generalnego Jeronimo Martins skierowaliśmy wniosek o ukaranie za wykroczenia przeciwko prawom pracowników. To zaprzecza poglądowi, że inspekcja pracy karze tylko biednych kierowników sklepów, bo takie zarzuty też przecież padają.
     
     W odzieżowej spółce Hetman przez lata były problemy i do czasu strajku pracowników niewiele się działo. Pracownicy Hetmana i Biedronki mają żal, że inspekcja pracy wcześniej i w sposób bardziej zdecydowany nie zajęła się ich problemami. Czy sprawa Biedronki nie przekonuje Państwa, że być może trzeba ostrzej podejść do respektowania praw pracowników?
     Państwowa Inspekcja Pracy liczy zaledwie 1500 osób - na całą Polskę. Tymczasem przypadki rażącego łamania praw pracowników są bardzo liczne. Może też i sankcje, jakie wobec pracodawcy stosują inspektorzy, w odczuciu osób, które kierują skargi, nie są adekwatne do sytuacji. Nie zmienia to jednak postaci rzeczy, tego, że działamy konsekwentnie; i jeśli chodzi o Biedronkę - nadal będziemy ją kontrolowali. Inna sprawa, że oprócz nas są także inne organy kontroli i nadzoru, które tego rodzaju sprawami powinny się interesować. Jeśli np. prokuratura będzie działać równie skuteczne i z taką samą determinacją, to nasze wspólne działania przyniosą jakiś efekt.
     
     Trudno nie przyjąć tych wyjaśnień, ale docierają do mnie sygnały, że ludzie oczekują m.in. od Państwa zdecydowanych ruchów. Mówią: inspekcja jest utrzymywana z naszych podatków i chcemy, żeby reagowała, kiedy dzieje się coś złego.
     Takie myślenie jest jak najbardziej uprawnione. Rozumiem determinację człowieka, który nie ma pracy, ma rodzinę na utrzymaniu, a którego żona pracuje u pracodawcy, który nagminnie łamie prawo. On uważa, że po pierwszej wizycie inspektora pracy pracodawca natychmiast powinien pójść za kratki, a pracownik - otrzymać zaległe wynagrodzenie. To jest naturalne, ale nie zawsze możliwe i zgodne z prawem.
     
     Dlaczego się tak dzieje? Słabość systemu?
     Słabość systemu, ale i nie do końca skuteczność prawa i jego egzekwowania. Nie zawsze ten jeden inspektor, który w ciągu miesiąca ma do załatwienia kilkanaście skarg dotyczących różnych pracodawców, jest w stanie w każdym przypadku i w krótkim czasie uczynić wiosnę.
     
     Rozumiem jednak, że intensywnie pracujecie państwo nad poprawą sytuacji?
     Pracujemy, ale trzeba też zrozumieć nasze możliwości - mandat w wysokości maksymalnie 1000 złotych, możliwość skierowania wniosku do prokuratury, a potem nie mamy już wpływu na bieg sprawy, a - jak wiadomo - różnie z tym bywa, czasem postępowania i procesy ciągną się miesiącami, nawet latami.
     
     Zobacz także: "Bezwzględni wobec Biedronki?"

Rozmawiała Joanna Torsh
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
Pokazuj od
najnowszych
  • Jaskółki są zwiastunem wiosny, ale przylatują niezapowiadane. Inspektorzy PIP wolą się zapowiedziec, aby być godnie przyjetymi przez kierownictwo kontrolowanej jednostki.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    szpak(2005-02-03)
  • Nalezaloby raczej zmienic cale prawo,w szczególnosci karne-bo ci co maja na bakier z tym prawem smieja sie z tych kar.Trzeba calkowicie zmienic caly system karny w tym kraju-bo teraz jest on nie wydolny.Potrzebna jest szybka reforma prawa,sadownictwa -calego wymiaru sprawiedliwosci.Ciekawe tylko kto ma to zrobic i kiedy?/
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    piterek(2005-02-03)
  • Łopacka ma okładkę w Newsweeku - nazywano ją Wałęsą naszych czasów. Dla tych co nie widzieli: prezentuje reklamowy uśmiech i komplet pierścionków. Ale jest ok, że prokuratura wzięła się do roboty, a media o tym piszą. Sytuacja do jakiej doszło w Polsce jest skandaliczna, może rząd stuknie się w czoło, że - chciał nie chciał - trzeba coś zrobić!!! Tym bartdziej, że większość firm zagranicznych w Polsce wykazuje straty, bo pieniądze wyprowadza za granicę do firm macierzystych.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    szeba(2005-02-03)
Reklama