Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Sobota 03-12-2016, imieniny Franciszka, Ksawerego
 
Rek

UWAGA!

Ofiary błędów

Nie żyje druga ofiara wybuchu w bazie paliw w Kurowie Braniewskim.

Mężczyzna zmarł w klinice w Gryficach, gdzie został przetransportowany ze Szpitala Wojewódzkiego w Elblągu. Miał poparzone około sześćdziesiąt, siedemdziesiąt procent powierzchni ciała oraz drogi oddechowe.
     Śledztwo w tej sprawie prowadzi prokuratura w Braniewie. Tymczasem elbląska inspekcja pracy ustaliła, że przy organizacji podziemnych robót remontowych, podczas których doszło do tragedii, miało miejsce szereg uchybień.
     - Pracodawca złamał prawie wszystkie przepisy, jakie tylko mógł naruszyć w tym przypadku - mówi Eugeniusz Dąbrowski, szef inspekcji pracy. - Potwierdziło się, że kierownik zawiózł pracowników na miejsce, kazał im zejść pod ziemię, po czym odjechał, choć przepisy mówią, że przy wykonywaniu niebezpiecznych prac w studzienkach, kanałach czy zbiornikach, na zewnątrz powinna czuwać co najmniej jedna osoba. Pracownicy powinni też mieć na sobie szelki z linką zabezpieczającą, aby w razie wypadku osoba stojąca na górze mogła ich wyciągnąć. Poza tym, jeszcze przed rozpoczęciem prac trzeba było sprawdzić poziom stężenia oparów. Tego nie zrobiono, a robotnicy nie otrzymali wentylatora, który by rozpraszał opary i wypychał je na zewnątrz.
     Dąbrowski dodaje, że potwierdziły się również podejrzenia co do tego, że pracujący pod ziemią nie posiadali odpowiedniego oświetlenia.
     - Mieli lampę 220 volt, podczas gdy przepisy mówią o urządzeniach o tzw. napięciu bezpiecznym, czyli nie wyższym niż 25 volt lub w specjalnej przeciwwybuchowej obudowie - wyjaśnia inspektor. - To zresztą nie jedyne stwierdzone przez nas naruszenia przepisów. Wspomnę tylko, że praca tego rodzaju powinna być wykonywana na pisemne polecenie, w którym powinny być określone wszelkie wymogi bhp. Takiego dokumentu nie było.
     W wybuchu oparów etyliny w miniony wtorek zginęły dwie osoby, a dwie inne zostały ranne. Wszyscy to pracownicy gdańskiej firmy, która od jesieni prowadziła modernizację stacji paliw w Kurowie.
     

SZ
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
Pokazuj od
najnowszych
Reklama