Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Środa 22-11-2017, imieniny Cecylii, Marka
 
Rek

UWAGA!

Rek
Telefon portElu Halo, tu portEl
512 918 555

Wiadomości

Na osiedlu

Gospodarka

Społeczeństwo

Kultura

Sport

Na uczelniach

Zbrodnia i kara

Prasówka

Jej portEl

Kina i teatr

Konkursy

Dawny Elbląg

Poradnik

Hit czy kit?

Po godzinach

Fotoreportel

Szpital Miejski ul.Komeńskiego Szpital Miejski ul.Komeńskiego

Polska dla wszystkich Polaków

 
Elbląg, Polska dla wszystkich Polaków Jarosław Kurski, pierwszy zastępca redaktora naczelnego "Gazety Wyborczej", odwiedził Elbląg (fot. MS)
Rek

Media społecznościowe są pomocne, ale nie zastąpią rozmów, a przede wszystkim działania. A to właśnie ono jest teraz najważniejsze. To ono przebija mury, które sami wokół siebie stawiamy oraz te, które stawia między nami władza. - Polska nie jest tylko dla Jarosława Kaczyńskiego, ale dla wszystkich Polaków – mówił Jarosław Kurski, dziennikarz, publicysta, pierwszy zastępca redaktora naczelnego "Gazety Wyborczej". Do Elbląga przyjechał na zaproszenie elbląskich działaczy Komitetu Obrony Demokracji. Zobacz zdjęcia. 

Jarosław Kurski w Elblągu sporo mówił o przeszłości. Mówił o działalności opozycyjnej, o tym, dlaczego zrezygnował z funkcji rzecznika prasowego Lecha Wałęsy ("Nie podzielałem jego sposobu myślenia, więc uznałem, że muszę zrezygnować"), o tym, jakie wrażenie zrobiła na nim pierwsza rozmowa z Janem Nowakiem-Jeziorańskim, a także jak wyglądało pierwsze spotkanie z Jarosławem Kaczyńskim. Nie było to jednak tylko i wyłącznie spotkanie wspominkowe, ale i dyskusja o teraźniejszości.
     
     Grzech zaniechania Platformy Obywatelskiej
     - Oczywiście, że Platforma zawaliła, ale czy to oznacza, że mając ciężki katar i grypę mamy wybrać dżumę? - pytał Kurski. - Nie dalej jak wczoraj rozmawiałem z Ireną Lipowicz, poprzednią rzecznik praw obywatelskich, która mówiła mi, że wielokrotnie próbowała i Donaldowi Tuskowi, i Bronisławowi Komorowskiemu unaocznić na czym polega problem. Tłumaczyła, że w poszczególnych grupach społecznych, wśród matek samotnie wychowujących dzieci, niepełnosprawnych, rencistów narasta frustracja, że tam kocioł kipi. To było lekceważone. Na rozmaite konferencje, które organizowała Irena Lipowicz zaproszeni byli wszyscy. Kto przychodził? Przychodziło Prawo i Sprawiedliwość. I wyciągało wnioski. W związku z tym postanowili dawać nie to, co lubi rybak, a to, co lubi ryba. A ryba brała na obietnicę podwyżki, na 500 plus, na obniżenie wieku emerytalnego – opowiadał Jarosław Kurski. - Rozsypał się worek obietnic i teraz, moim zdaniem, jesteśmy na greckiej ścieżce. Za dwa, trzy lata to wyjdzie. Już widać, że nie ma czym finansować tego narastającego deficytu.
     Wicenaczelny "Wyborczej" próbował odpowiedzieć na pytanie, co stanie się dalej, jak może wyglądać rzeczywistość po obecnych rządach Prawa i Sprawiedliwości. Podkreślił, że przebijanie propozycji partii rządzącej do "droga donikąd".
     - 500 plus jest zdobyczą równościową, to jest obowiązek państwa, pewien rodzaj redystrybucji i spłaszczania tych różnic. Tylko, że 500 plus jest źle adresowane, nie do wszystkich, którzy potrzebują – mówił Kurski. - Trzeba mówić innym językiem. Nie możemy stać na pozycjach ultraliberalnych, bo przegramy jak dwa razy dwa, ale nie możemy również wejść w taką populistyczną licytację, bo utopimy nasz kraj.
     
     Ważne są efekty, a nie efektowność
     - Myśmy powstali w dużej mierze dzięki fenomenowi facebooka, gdyby nie on, to by nas nie było. Przynajmniej nie tak szybko i nie tak dużo. Z drugiej strony komunikatory społeczne mają tę wadę, że dają pozór działania. Wywalamy naszą frustrację i energię w komentarzach i grupach społecznościowych i uważamy, że sprawa jest załatwiona – mówił Jarosław Kurski, który odniósł się do działalności Komitetu Obrony Demokracji. - My nie wygramy dopóki nie wejdziemy do środka społeczeństwa, dopóki nie wyjdziemy z naszego własnego getta, dopóki nie będziemy nieśli tego przysłowiowego kaganka oświaty. Mimo że "praca organiczna" brzmi nieco staroświecko, to jest to praca, na którą ja bym stawiał. Ona może nie jest efektowna, ale efektywna.
     Wicenaczelny "Wyborczej" przywołał przykład grupy Rolnik, która powstała w ramach Komitetu Obrony Demokracji w Piasecznie. Organizuje ona spotkania, na których prawnicy informują rolników, jak daleko sięgają ograniczenia w obrocie ziemią pod rządem nowej ustawy.
     - Oni się dowiadują, że nie mogą ziemi przekazać dzieciom, bo dzieci nie mają uprawnień rolniczych albo dowiadują się, że mogą sprzedać, ale tylko za pośrednictwem księdza – mówił Kurski. - Jeżeli na takim spotkaniu jest 150 osób i jeśli 20 procent wyjdzie z niego z wątpliwościami, to jest te 20 procent, których nam trzeba. To jest ten języczek u wagi.
     Jarosław Kurski przyznał, że daleki jest od zachwycania się działaniami obecnie rządzącego obozu politycznego, ale przyznał, że obecnie rządzącym nie można odmówić konsekwencji działania.
     - Jeśli mówimy o pracy organicznej, która oczywiście była podlana złymi emocjami, tą "liturgią smoleńską" oraz mitem założycielskim polegającym na kłamstwie, to naszym adwersarzom nie można odmówić konsekwencji. I oni tą konsekwencją wygrali. A my powinniśmy wyciągnąć z tego wnioski – mówił wicenaczelny "Wyborczej".
     
     Liczy się wspólny mianownik
     - Zjednoczona opozycja wygrywa wszystkie wybory, bo bierze premię za jedność. Oczywiście to konstrukt czysto teoretyczny, bo jak wiadomo jest jeszcze partia Razem, która zawsze idzie osobno. Są tu również osobiste ambicje i to, co mówiłem cytując Jana Nowaka – Jeziorańskiego, czyli, że każdy Polak jest ministrem bez teki, każdy chce być wodzem. To jest problem – mówił Kurski. - Osobiście uważam, że cała zjednoczona opozycja powinna iść z jednej listy. Nie ma co udawać, że każdy inny scenariusz jest dobry, bo ten jest najlepszy i właściwie jedyny. Nie chcę tutaj "meblować" całej sceny politycznej, ale według mnie rolą KOD-u jest stworzenie logiki najszerszego, wspólnego mianownika. Siła KOD-u polega właśnie na tym, że w jednym szeregu, obok Aleksandra Halla może iść Kazimiera Szczuka, obok prawicy idzie lewica i wszyscy odnajdują się na jednej płaszczyźnie, w tym jednym wspólnym mianowniku, jakim jest obrona polskiej demokracji.

mw
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
Reklama