Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Piątek 09-12-2016, imieniny Wiesława, Leokadii
 
Rek

UWAGA!

Zamknij Zamknij
Rek

Powiedział, że ukarze

W elbląskim sądzie pracy odbyła się przedostatnia rozprawa w sprawie o przywrócenie do pracy założycielek Solidarności w odzieżowej spółce Hetman.

Dyrektorka zakładu, sekretarka elbląskiego Zarządu Regionu Solidarności, dziewięć zwolnionych szwaczek oraz nadzorująca ich pracę majstrowa zeznawały na temat okoliczności, jakie doprowadziły do zawiązania związku zawodowego i dwugodzinnego przestoju, jaki miał miejsce 18 grudnia ubiegłego roku. Dyrektor Hetmana, Bożena W. powiedziała, że krytycznego dnia prezes Jan Przezpolewski nie umawiał się z pracownicami na godz. 9.00, co, jak od początku opowiadały szwaczki, było powodem przestoju, lecz że spotkanie miało się odbyć po południu. Mówiła także, że już rano, gdy prezes się nie pojawił, przekazała pracownicom informację o tym, że wkrótce nastąpi wypłata części należności.
     - Prezes pojawił się o trzynastej, przewodnicząca podała mu kartkę z informacją o założeniu komisji zakładowej, szef powiedział tylko, że każda z pań za strajk zostanie ukarana - relacjonowała dyrektorka.
     Szwaczki zaprzeczały zeznaniom dyrektorki. Mówiły, że z nimi Jan Przezpolewski umówił się na godz. 9.00 i że o żadnych wypłatach nie słyszały.
     
     Pozory
     Bożena W. mówiła, że z powodu przestoju nie zostało zrealizowane zagraniczne zamówienie i w związku z tym zajmująca się kontraktami i także należąca do Jana Przezpolewskiego firma Truso nałożyła na Hetmana... 100 tysięcy złotych grzywny. Wartość samego kontraktu, jak powiedziała przed sądem dyrektorka, wynosiła 80 tysięcy złotych. Bożena W. przyznała także, że pensje w firmie były wypłacane nieregularnie i że nie było potrzeby wysyłania kilku kobiet do nieczynnego zakładu w Giżycku. Prowadząca rozprawę sędzia Alicja Romanowska, pytała również o kondycję postawionego przez prezesa w stan likwidacji zakładu.
     - Na najbliższy sezon, do marca Hetman ma zamówienia; nie słyszałam też o spowodowanej likwidacją sprzedaży majątku firmy ani o terminie zamknięcia zakładu - stwierdziła Bożena W.
     Powołując się na te zeznania prawnik "S", Jacek Mazur przekonywał sąd, że mimo przeprowadzenia formalności Hetman jest tylko w pozornej likwidacji - z powodu kłopotów z pracownikami i działającego w firmie związku zawodowego.
     - Od początku uważamy, że likwidacja jest pozorna - mówił Jacek Mazur. - Udowodnienie tego jest trudne, ale naszym zdaniem przesłanki i zeznania potwierdzają nasze zarzuty.
     Majstrowa Danuta K. zeznała m.in., że szwaczki często pracowały po godzinach i nie otrzymywały za to pieniędzy.
     - Sytuacja w zakładzie od dawna była napięta i wszyscy mówili o założeniu związku zawodowego - mówiła Danuta K.
     
     Chcemy do pracy
     Jedna ze szwaczek opowiadała w czasie rozprawy o przymusowym wyjeździe do Giżycka, który prezes Hetmana nakazał kilku kobietom 19 grudnia.
     - Nie dostałyśmy pieniędzy na delegację, nie zapewniono nam noclegu, prezes powiedział, że możemy jechać tam nawet rowerem, bylebyśmy o szóstej rano były przed zakładem - zeznała kobieta. - Do Giżycka pojechałyśmy w niedzielę, aby w poniedziałek nie spóźnić się ani minuty. Prezes miał być o szóstej, o 6.20 pojawił się jakiś człowiek i powiedział, że mamy wejść do środka. Było zimno, osiem godzin siedziałyśmy w nie ogrzewanych od dawna pomieszczeniach, nie mogłyśmy nawet skorzystać z toalety, bo woda w nich była zamarznięta. Tak było także w Wigilię, a 27 grudnia zostałyśmy dyscyplinarne zwolnienia.
     Sędzia Alicja Romanowska po raz kolejny pytała kobiety, czy wciąż chcą przywrócenia do pracy, czy wolą odszkodowania. Wszystkie dziewięć kobiet podtrzymało jednak swoje żądanie przywrócenia do pracy. Wyrok w sprawie zostanie ogłoszony 29 października.

AJ
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
Pokazuj od
najnowszych
  • Dokopać J.P. to cham ...
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    krojczy(2003-10-20)
  • Czy jest możliwe, aby owe szwaczki nadal pracowały w firmie Hetman? Co wyniknie z takiego stosunku pracy, jeżeli strony nie mają do siebie zaufania?
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    oset(2003-10-21)
  • Zastanawiajacy jest fakt ,ze te kobiety chca powrotu do pracy,a tak naprawde to cos tu nie tak,a na miejscu pracodawcy nigdy bym sobie nie pozwolil na powrot tych osob
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    (2003-10-21)
  • Nic nie stoi na przeszkodzie, aby szwaczki wróciły do pracy, pod warunkiem przestrzegania praw pracowniczych ze strony pracodawcy i przestrzegania obowiązków pracowniczych ze strony szwaczek.Szwaczkiwykonują określone czynności, oceniane przez nadzór i kontrolę jakości - zaufanie do nich ze strony pracodawcy może wynikać tylko z wykonywania przez nie jakościowo dobrej pracy.Upieranie się pracodawcy przy zwolnieniach, w moim przekonaniu świadczy tylko o jego złej woli.Jeśli nie chce ich przyjąć, niech ogłosi zwolnienia grupowe, wypłaci, co im się należy, zaprosi na kawę i podziękuje za współpracę. Sprawa ta ośmiesza ustawodawstwo polskie /kodeks pracy jest ustawą/, instytucje kontrolne/ Państwowa Inspekcja Pracy jest bezradna/, sądownictwo / oczywista sprawa jest rozpatrywana miesiącami w sytuacji, gdy ludzie nie mają środków do życia/, związki zawodowe/ustawa ozwiązkach zawodowych jest ignorowana przez pracodawcę/.Również w sposób zdecydowany nie zajął stanowiska samorząd i Zarząd Miasta, wychodząc z założenia, że ich sprawa nie dotyczy/firma jest prywatna/, co jest absolutnie błędne, gdyż te instytucje są gospodarzami Elbląga, a szwaczki są obywatelami miasta.Jednym słowem, wróciliśmy do XIX-wiecznego, drapieżnego kapitalizmu.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    Obiektywny(2003-10-23)
  • Pan obiektywny ,na pewno chcialby miec w pracy takie panie SZWACZKI - AKTORKI
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    (2003-10-23)
  • czy te szwaczki sa pod ochrona,a moze jeszcze ma przed nimi pasc na kolana i przeprosic Panie Wyborco nie ma winy bez ognia i warto sie zastanowic nad slowami,pracodawca nie moze byc zawsze tym najgorszymRozumiem prawo i koniecznosc wywiazywania sie z obowiazkow ale nie zawsze jest ono sprawiedliwe, a medal ma zawsze dwie strony
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    (2003-10-26)
  • Znam Przezpolewskiego ze starych cwanickich lat, na szczęście nie mieszkam już w Elblągu. Nie dorobił się niczego uczciwą pracą tylko kombinacją, która w osiągnięciu "sukcesu" kompensowała mu gołym okiem widoczne braki w wykształceniu. Razem ze starymi kumplami wykupili za bezcen pół miasta. Po latach, ale jednak spotkała go zasłużona kara. Zawsze kombinował i udawało mu się wywinąć, teraz z zaciekawieniem obserwuję te sytuację , szum jest duży i chyba nie ucichnie.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    Na szczęście były elblążanin(2003-12-07)
Reklama