Czwartek 13-12-2018, imieniny Łucji, Otylii
 

UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później
Zamknij Zamknij
Rek

Prezydent musi mieć silne poparcie

Po raz kolejny Elbląg może czuć się oszukany przez władze naszego województwa. Tylko silny prezydent, mający większość w Radzie Miejskiej, może skutecznie działać na rzecz rozwoju miasta – uważa Jerzy Wilk, kandydat na prezydenta Elbląga.

30 listopada dojdzie do dogrywki w wyborach na prezydenta Elbląga. Czy czuje się Pan faworytem przed II turą?
     - Przede wszystkim chciałem podziękować elblążanom, że tak licznie poparli mnie w pierwszej turze wyborów. Zdobyłem największą liczbę głosów jako kandydat na prezydenta, ale także do Rady Miejskiej – aż 1462. Mój kontrkandydat otrzymał zaledwie 406 głosów. O tym kto wygra ostatecznie, zdecydują mieszkańcy 30 listopada.
     Cieszę się natomiast, że moje ugrupowanie zdobyło aż 13 mandatów w Radzie Miejskiej, czyli wymaganą większość. Dzięki temu, w przypadku wygranej, będę mógł bez przeszkód realizować swój program wyborczy.
     
     Pana konkurent nie ma swojej reprezentacji w Radzie Miejskiej, komitet Witolda Wróblewskiego uzyskał tylko jeden mandat w Radzie.

     - Nie wyobrażam sobie pracy prezydenta miasta, który nie ma zaplecza i musi zawierać doraźne koalicje z innymi ugrupowaniami, aby przeforsować swoje pomysły. To nie służy rozwojowi miasta. Oczywiście przedsięwzięcia, które są korzystne dla miasta, mają szansę poparcia opozycji, choć nie zawsze tak się dzieje. Sam tego doświadczyłem w tej skróconej kadencji. Opozycja zablokowała np. na kilka miesięcy sprzedaż działek przy ul. Lotniczej, na które byli chętni. Dopiero w listopadzie dwie firmy kupiły tam działki. Gdyby do sprzedaży doszło w czerwcu, dziś kolejnych kilkudziesięciu elblążan już miałoby pracę.
     
     A elblążanie najbardziej oczekują nowych miejsc pracy.

     - I tu uważam, że w ciągu półtora roku zrobiłem więcej niż obaj moi poprzednicy. Jeszcze rok temu na Modrzewinie funkcjonowały zaledwie trzy firmy. Za mojej kadencji ulokowały się tam aż cztery firmy. Kolejni trzej przedsiębiorcy podpisali listy intencyjne i również chcą otworzyć tam swoje zakłady. Dzięki mojej pomocy trzecią fabrykę mebli otwiera Leszek Wójcik. Dwie firmy ulokują się przy ul. Lotniczej i prowadzę rozmowy z kolejnymi zainteresowanymi. To daje w sumie kilkaset nowych miejsc pracy.
     I takie działania, zachęcające przedsiębiorców do lokowania swoich środków w Elblągu, będę kontynuował. Być może zdecyduję się na wprowadzenie dodatkowych ulg w podatkach lokalnych dla przedsiębiorców, np. od środków transportowych, jeśli będą tworzyli nowe miejsca pracy.
     
     Mieszkańcy oczekują również rozwoju Elbląga, nowych inwestycji. Co można zrobić, gdy kasa miasta świeci pustkami?

     - To jest poważny problem. W spadku po Platformie, ale i po Witoldzie Wróblewskim, który przez 8 lat był zastępcą Henryka Słoniny, otrzymałem miasto zadłużone na prawie 300 mln złotych. Naprawa finansów miasta potrwa zapewne dłużej niż jedną kadencję. Ale już w ciągu ostatniego roku udało mi się ograniczyć wydatki samorządu, dlatego w przyszłorocznym budżecie Elbląga powinniśmy mieć nadwyżkę operacyjną na poziomie 10 mln złotych. To zabezpieczy wkład własny do projektów realizowanych w oparciu o środki unijne.
     Naszej sytuacji nie ułatwia nam również stronniczość władz województwa. Kilka dni temu dowiedzieliśmy się, że Elbląg nie otrzyma praktycznie nic z tzw. Kontraltu Terytorialnego. Mieliśmy złożonych kilkanaście projektów, które miały otrzymać dofinansowanie. Ostatecznie tylko cztery znalazły się na liście rezerwowej. A Olsztyn może otrzyma
     kilkaset milionów. To krzywdzące, niesprawiedliwe. Podam przykład: Elbląg, który od 120 lat ma tramwaje, nie otrzymał środków na zakup 6 nowych wozów. A Olsztyn już w poprzedniej perspektywie otrzymał 400 mln na budowę od podstaw sieci tramwajowej i nowe wagony.
     Szanuję Witolda Wróblewskiego. Wiem, że w Olsztynie jego praca w sejmiku województwa jest dobrze oceniana. Mam jednak trochę żalu, że nasi przedstawiciele nie zadbali należycie o interes swojego rodzinnego miasta.
     
     Te inwestycje ułatwiłyby rozwój miasta.
     - Oczywiście. 85 procent kosztów tych inwestycji pokrywa rząd. Kontrakt terytorialne pozwalają samorządom na realizację inwestycji niewielkim kosztem. To jest jak „manna z nieba”, która… niestety pada głównie nad Olsztynem.
     
     W tej sytuacji mieszkańcy tym bardziej chcieliby wiedzieć, jakie inwestycje planuje Pan zrealizować w przypadku wygranej?

     - Będę realizował kolejne etapy Centrum Rekreacji Wodnej, czyli basen odkryty, a następnie zbiornik do uprawiania sportów wodnych, który znajdzie się w miejscu dawnego kąpieliska przy ul. Spacerowej. W najbliższych dniach ruszy kolejny etap modernizacji stadionu przy ul. Agrykola, czyli przebudowa trybuny od strony ul. Wspólnej. Będę realizował inwestycje w elbląskim porcie. Wierzę w to, że budowa kanału żeglugowego przez Mierzeję Wiślaną zostanie zrealizowana, a wtedy elbląski port musi już być przygotowany na gwałtowny wzrost przeładunków.
     
------- Materiał wyborczy K.W. Prawo i Sprawiedliwość -------
.
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl