Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Poniedziałek 21-08-2017, imieniny Kazimiery, Joanny
 
Rek

UWAGA!

Zamknij Zamknij
Reklama w Elblągu
Rek
Rek
Telefon portElu Halo, tu portEl
512 918 555

Wiadomości

Na osiedlu

Gospodarka

Społeczeństwo

Kultura

Sport

Na uczelniach

Zbrodnia i kara

Prasówka

Jej portEl

Kina i teatr

Konkursy

Dawny Elbląg

Poradnik

Hit czy kit?

Po godzinach

Fotoreportel

Tramwaj już jeździ Tramwaj już jeździ

Sąd: To nie był handel ludźmi. Sprawa umorzona

 
Elbląg, Sąd: To nie był handel ludźmi. Sprawa umorzona Oskarżonych nie było na sali rozpraw (fot. Anna Dembińska)
Rek

Sąd Okręgowy w Elblągu umorzył dzisiaj sprawę pięciu mężczyzn, oskarżonych o handel kobietami, wywożonymi do domów publicznych w Niemczech. Zdaniem sądu kobiety wiedziały, po co tam jadą, więc oskarżeni mogą odpowiadać jedynie za nakłanianie do nierządu i czerpanie z tego korzyści majątkowych, a nie za handel ludźmi. Za swoje czyny jednak nie odpowiedzą, bo sprawa się przedawniła. Dotyczą bowiem wydarzeń z 2005 roku.

To była sprawa głośna w kraju. Pierwszy proces ruszył przed elbląskim Sądem Okręgowym jeszcze w 2010 roku, kiedy to na ławie oskarżonych zasiadło osiem osób. Przedstawiono im wówczas różne zarzuty, a najpoważniejszy to handel żywym towarem. „Mózgiem” operacji miał być Marek K., zaś jego kierowcą Robert W. Mężczyźni mieli proponować kobietom (w sumie 5) pracę w charakterze barmanek czy pomocy kuchennej. Ostatecznie trafiały one do domów publicznych na terenie Niemiec (w trakcie procesu ustalono, że część pań wiedziała, na co się decyduje). Za każdą z przewiezionych kobiet bandyci mieli otrzymywać od 2 do 2,5 tysiąca euro. Kobiety w końcu uciekły, ale dopiero po trzech latach zdecydowały się przerwać milczenie.
     Wyrok sądu w 2014 roku nie pozostawiał złudzeń. Najwyższa kara została wymierzona głównemu oskarżonemu, Markowi K. - 5 lat pozbawienia wolności. Z powodu braku dowodów sąd uniewinnił jednego z mężczyzn, Roberta Z. Pozostałym oskarżonym, wśród których była jedna kobieta (Anita W.), sąd wymierzył karę od roku do trzech lat pozbawienia wolności. Przy czym trzy kary zostały zawieszone.
     Od wyroku odwołali się i prokuratorzy, i obrońcy. Decyzją Sądu Apelacyjnego w Gdańsku proces musiał rozpocząć się od początku, ale dotyczył już tylko pięciu oskarżonych – Marka K., Roberta W., Waldemara W., Wojciecha K. i Kazimierza Z. Dzisiaj, gdy Sąd Okręgowy w Elblągu, ogłaszał wyrok, żadnego z nich nie było na sali rozpraw. Gdyby byli, usłyszeliby, że ich sprawa została umorzona. Przewodniczący składu sędziowskiego Michał Lasota tłumaczył w ustnym uzasadnieniu, że sąd nie miał innego wyjścia.
     - Oskarżeni stanęli przed sądem pod zarzutem handlu ludźmi. Do zarzucanych im czynów miało dojść w sierpniu i we wrześniu 2005 roku, a od tego czasu kodeks karny był zmieniany po wielokroć. Zmieniały się m.in. zagrożenia karą, były doprecyzowane przepisy typizujące poszczególne przestępstwa i zmieniony został okres przedawnienia. Sąd musiał stosować przepisy korzystniejsze dla oskarżonych - wyjaśniał Michał Lasota.
     Sąd wskazywał także w uzasadnieniu, że wszystkie pięć kobiet zdawało sobie sprawę z tego, że jadą do Niemiec, by pracować w domach publicznych. - Wynika to z zeznań pokrzywdzonych i z wyjaśnień złożonych przez pozostałych świadków - dodał Michał Lasota.
     Sąd zmienił więc kwalifikację czynu – z handlu ludźmi na „nakłanianie i ułatwianie prostytucji w celu osiągnięcia korzyści majątkowej”, a ten czyn przedawnia się po 10 latach od jego popełnienia, a więc w 2015 roku. Wobec oskarżonych wskutek przedawnienia zostały też cofnięte środki zapobiegawcze, m.in. dozór policyjny czy zakaz opuszczania kraju. Koszty procesu i koszty adwokatów z urzędu, których mieli oskarżeni, pokryje skarb państwa.
     Wyrok nie jest prawomocny, nie wiadomo jeszcze, czy prokuratura się od niego odwoła.

RG
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
Reklama