Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Wtorek 21-11-2017, imieniny Janusza, Konrada
 
Rek

UWAGA!

Zamknij Zamknij
Rek
Rek
Telefon portElu Halo, tu portEl
512 918 555

Wiadomości

Na osiedlu

Gospodarka

Społeczeństwo

Kultura

Sport

Na uczelniach

Zbrodnia i kara

Prasówka

Jej portEl

Kina i teatr

Konkursy

Dawny Elbląg

Poradnik

Hit czy kit?

Po godzinach

Fotoreportel

Czekamy tygodnie czy miesiące na pierwsze złamania ? Czekamy tygodnie czy miesiące na pierwsze złamania ?

To były wspaniałe chwile liczone w latach

 
Elbląg, To były wspaniałe chwile liczone w latach Elbląskie formacje taneczne wielokrotnie pokazały, że nie mają sobie równych (fot. Katarzyna Tomczyńska)
Rek

19 razy mistrz Polski, brązowy medalista mistrzostw świata, wicemistrz świata oraz 2 razy mistrz świata – z takim dorobkiem elbląskie formacje taneczne już wkrótce będą świętować 20. urodziny. Uroczysty benefis zaplanowano na 27 września. A tancerze już dziś wspominają swoje pierwsze kroki na parkiecie.

Przed formacjami kolejne mistrzostwa. Czy wywalczą dwudziesty tytuł mistrza Polski, który byłby ukoronowaniem ich dwudekadowej działalności, okaże się już 13 września. Zanim jednak dowiemy się, kto zostanie tegorocznym mistrzem, powspominajmy. Jubileusz to najlepszy czas na podsumowania i bilans zysków i strat. Tych pierwszych formacje mają znacznie więcej. Przynajmniej tak twierdzą formacyjni tancerze. Do swoich pierwszych tanecznych wspomnień z wielkim sentymentem wraca Edyta Beńko, która przygodę z tańcem zaczęła w wieku 17 lat: - To był chyba 1987 rok. Ćwiczyliśmy w salach tanecznych w różnych szkołach – wspomina. - Trafiłam do ówczesnej "budowlanki" przy ul. Obrońców Pokoju. Tam właśnie Antoni Czyżyk i Roman Koszper zaczynali tworzyć zalążki klubu tańca w Elblągu. Tam właśnie trafiłam na kurs tańca, moim instruktorem był Antoni Czyżyk i można powiedzieć, że od tamtego czasu zaraziłam się tańcem.
     Początki formacji tanecznych tak wspomina Antoni Czyżyk: - Pamiętam jak dziś, kiedy taniec towarzyski w Elblągu zaistniał… - mówi. - W pewnym momencie, a było to w 1995 roku mieliśmy dużo młodzieży, która tańczyła. Chcieliśmy dać jej cel. Tak zrodził się pomysł utworzenia formacji tanecznych. Został on podpowiedziany przez mojego przyjaciela – sędziego Jerzego Miotka, który wówczas był wiceprezesem Polskiego Towarzystwa Tanecznego. Z uwagi na to, że formacyjny taniec standardowy wówczas w Polsce nie istniał, skorzystaliśmy z pomocy trenerki z Mołdawii Swietłany Gozun. Wraz z parą pokazową przyjechała ona na obóz do Iławy. Powstał układ choreograficzny oraz muzyczny inspirowany muzyką Straussa.
     Olga Korbolewska i Piotr Czyżyk nie tańczą już zawodowo, miłość do tańca nie dała jednak o sobie zapomnieć. On, po pracy, prowadzi kurs tańca. Ona, jako fizjoterapeuta, zajmuje się prewencją urazów i doradza tancerzom, jak zapobiegać kontuzjom. - Miałam tę przyjemność, że tańczyłam w LOTOS Jantar właściwie od samego początku – mówi Olga Korbolewska - Tańczyłam tam dokładnie 16 lat. Zaczynałam od formacji latynoamerykańskiej jako zupełnie mała dziewczynka. Pamiętam, że była to choreografia Króla Lwa. Potem przyszedł czas na formację standardową LOTOS Jantar.
     - Taniec formacyjny bardzo zbliża ludzi. Do tego stopnia, że gdy grupa nie widzi się latami, kiedy się spotyka, to jakby widziała się wczoraj – mówi Piotr Czyżyk. - Tworzyliśmy bardzo zżytą ekipę. Wyjazdy nas zbliżały i mimo, że nasze ścieżki się rozeszły, z wielką radością spotkamy się po latach i powspominamy stare dzieje.
     Katarzyna Goszka (Tomalczyk) i Bartosz Mateusiak wspominają, jak zakuwali w trasie do egzaminów, bo na szkołę tancerze nie mieli na co dzień wiele czasu. Nie wspominając o rozrywkach, spotkaniach ze znajomymi, chwilach tylko dla siebie. - Wielokrotnie pamiętam sytuacje, kiedy musieliśmy się uczyć w samochodzie jadąc na turniej – mówi Katarzyna Goszka (Tomalczyk), która w formacji tańczyła w latach 1995 – 2000. - Bardzo często braliśmy zeszyty do samolotu i tam przygotowywaliśmy się do egzaminów – czy to na studiach, czy w szkole średniej. Cała formacja to byli dobrzy i obowiązkowi uczniowie. Musieliśmy być dobrze zorganizowani. Po szkole mieliśmy tylko dwie godziny do treningu i przez ten czas trzeba było zjeść obiad, odrobić lekcje – wspomina.
     - Mieliśmy dużą pomoc ze strony rodziców i ze strony szkoły – dodaje Bartosz Mateusiak, który przetańczył w Jantarze 15 lat. - Z tego, co pamiętam, nikt z nas nie miał indywidualnego toku nauczania. Jak to się mówiło: za dnia chodziło się do szkoły, a wieczorami trenowało. - Nie zamieniłabym ani jednej minuty z tamtych czasów. Te chwile, które przeżyliśmy, były o wiele cenniejsze niż te, które straciliśmy – dodaje Olga Korbolewska.
     Nie byłoby takich wspaniałych tancerzy i nadzwyczajnych wyników bez trenerów i mistrzów. Pod okiem Ariane Schiessler i Antoniego Czyżyka tancerze wylewali strugi potu i łez. A jak wspominają swoich nauczycieli? – Ariane jest bardzo stanowczym i konsekwentnym trenerem – mówi Katarzyna Goszka. - Po przyjeździe do Polski dostała niedoświadczonych, ale pełnych zapału młodych ludzi. Wykonała wspaniałą pracę, wszyscy czuliśmy na sobie tego rezultat. Była bezkompromisowa. Wielokrotnie mieliśmy dość. Będąc na skraju wytrzymałości psychicznej i fizycznej potrafiła przyjść na salę i powiedzieć charakterystyczne „one more time!”. Zawsze osiągała zamierzony cel, prosząc o konkretną figurę akrobację czy podnoszenia. Nasze indywidualne umiejętności znacznie przyspieszały pracę. Grupa była bardzo zmobilizowana. Antoni Czyżyk także był wymagający i zdecydowany. Wiedział w jakim kierunku podążamy.
     - Dokładnie. Proszę sobie wyobrazić prawie dwudziestu młodych, gniewnych nastolatków… Czasami trudno było zapanować nad emocjami – dodaje Bartosz Mateusiak. - Czasami iskrzyło, musiało ikrzyć, bo by nie było tego „czegoś”. W formacji, jest dokładnie tak, jak w małżeństwie, czasami bywały spięcia. Sukces dobrego zgrania z tego wynika. Przy przebywaniu ze sobą 24 godziny na dobę nie raz emocje wychodziły. To było na tyle zdrowe, że przeradzało się w przyjaźnie. Byliśmy w niektórych momentach więcej niż rodziną, dlatego te przyjaźnie przetrwały do dzisiaj.
     My tymczasem z niecierpliwością czekamy na kolejny sukces elbląskich formacji podczas czekających nas mistrzostw Polski 13 września.

dk
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
Reklama