Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Piątek 19-01-2018, imieniny Henryka, Mariusza
 
Rek

UWAGA!

To długi pchnęły go do zabójstwa?

Elbląg, To długi pchnęły go do zabójstwa? Przed sądem Robert R. stwierdził, że nie wie, dlaczego zabił (fot. Anna Dembińska)
Rek

Robert R. miał długi. Bankom był winien ok. 30 tysięcy złotych, do tego dochodziły zaległości w opłatach za mieszkanie, dług u kolegi. – Coś mi strzeliło do głowy, że może ta kobieta ma jakieś pieniądze. (…) Rurkę wziąłem z pokoju i uderzyłem panią Beatę z całej siły w twarz – tak zeznał przed prokuratorem. W sądzie natomiast upiera się, że nie wie, dlaczego zabił.

Robert R. jest oskarżony o zabójstwo przedstawicielki firmy udzielającej pożyczek. Do zdarzenia doszło w marcu ubiegłego roku w Ostródzie. W wynajmowanym przez siebie mieszkaniu uderzył kobietę wielokrotnie metalową rurką w głowę. Ciało zmarłej ukrył w przydomowym śmietniku. Mężczyzna przyznał się do winy, ale nie potrafił podać motywu swojego działania. Jednak podczas przesłuchania prokuratorskiego zdradził, że to z powodu długów i domniemania, że Beata G. miała przy sobie znaczną ilość gotówki, zadał jej śmiertelne ciosy.
     Dziś (27 stycznia) przed Sądem Okręgowym w Elblągu zeznawał m.in. policjant kryminalny z Ostródy, który zatrzymał Roberta R. do sprawy zabójstwa przedstawicielki firmy udzielającej pożyczek.
     - Robert R. został dowieziony do komendy jako jeden z klientów Beaty G. – mówił policjant. – Chcieliśmy ustalić ostatnie godziny życia kobiety. Podczas rozmowy oskarżony przyznał się do zabójstwa, choć nie mieliśmy jeszcze co do niego żadnych podejrzeń. Przyznał się i opisał okoliczności zdarzenia. Powiedział, że nie wie, dlaczego to zrobił. Mężczyzna był spokojny, przeżywał to wszystko. Widać było, że dopiero do niego dotarło, co zrobił. Ustaliliśmy, że pani Beata miała mieć przy sobie ok. 3 tys. zł, a Robert R. twierdził, że zabrał tylko ok. 500 zł – dodał policjant.
     Oskarżony nie potrafił podać policjantom motywu swojego działania, również przed sądem zarzekał się, że nie wie, dlaczego zabił Beatę G. Jednak przytoczone dziś słowa Roberta R., które wypowiedział w ubiegłym roku w obecności prokuratora mówią co innego: - Tamtego dnia wypiłem cztery piwa w godz. od 17 do 19. Byłem rozdrażniony brakiem pieniędzy, ale kwotę na ratę dla pani Beaty miałem odłożoną. (…) Gdy poszedłem do pokoju po portfel coś mi strzeliło do głowy, że może ona ma jakieś pieniądze. Mi brakowało na spłatę długów [przyznał, że 2 tys. zł zalegał za stancję i właściciel mieszkania dopominał się o pieniądze; miał 200 zł długu u kolegi, a bankom był winien ok. 30 tys. zł – red.].Pani Beata siedziała w kuchni i coś pisała. Rurka leżała w pokoju w regale. Nie wiem co sobie myślałem. Wróciłem do kuchni i uderzyłem panią Beatę z całej siły w twarz. (…).
     Pojawił się więc motyw rabunkowy. Oskarżony jednak zaprzecza jakoby takie słowa wypowiedział. Policjant z kolei zapewnia, że notował wszystko, co mówił Robert R.
     - Nic nie zostało dopisane – potwierdził dziś w sądzie. – To z resztą nie jest jedno zdanie odnośnie zaboru pieniędzy i długów.
     Dziś zeznawali także inni świadkowie, m.in. rodzice dziewczyny Roberta R. Ona nadal utrzymuje kontakt ze swoim chłopakiem. Pisze do niego listy, ale na widzenia się nie zdecydowała.
     - Oskarżonego znam od kilku lat – mówiła matka dziewczyny. – Przez miesiąc czy dwa mieszkali nawet razem z moją córką. Jednak nie był to dobry pomysł. Córka się uczyła, nie pracowała, nie miała więc własnych pieniędzy. Nie chciałam, by on ją utrzymywał. Wróciła więc do domu. Myślę, że wzięła pod uwagę moje argumenty.
     Kobieta zeznała też, że jej córka nigdy nie mówiła, by Robert R. nadużywał alkoholu czy brał narkotyki. Jej zdaniem, nie był on również agresywny.
     Rodzina dziewczyny nie wiedziała o długach Roberta R. Dowiedzieli się dopiero z gazet.
     - Nigdy nie miałam zastrzeżeń do jego zachowania – mówiła matka dziewczyny. – Był przez nas akceptowany. To był normalny chłopak. Zaskoczeniem był dla nas zarzut mu postawiony.
     Rodzice Roberta R. skorzystali z możliwości odmówienia składania wyjaśnień w sprawie. Po chwili opuścili salę rozpraw.
     
     Zobacz też:
     Zabił, ale nie wie dlaczego
     To był taki sympatyczny chłopak…
     

A
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
Pokazuj od
najnowszych
  • A co pchnęło rodzinki komendantów tumanów z placu wolności do bandyckich czynów przestępczych w zmowie z bandytami milicyjnymi działając w zorganizowanej grupie przestępczej uzbrojonej przez państwo polskie ?????
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    (2010-01-27)
  • Bidulek nie wiedział dlaczego ? Rodzice nie powiedzieli, że nie wolno zabijać. Taki biedny. Jak posiedzi w jednej celi z kolegami po fachu, to sobie przypomni. I lepiej, żeby sypiał na plecach, bo to nie wyrzuty sumienia, nie pozwolą mu zasnąć.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    (2010-01-27)
  • żal mi bardzo rodziny zamordowanej i rodziny tego chłopca. Dla rodziców to trauma, porażka życiowa. Ból i cierpienie. I pytanie bez odpowiedzi: gdzie popełniliśmy błąd?
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    JUras.(2010-01-28)
  • zapewne tm gdzie slonce nie dochodzi. ..
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    (2010-01-29)
Reklama