Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Sobota 03-12-2016, imieniny Franciszka, Ksawerego
 
Rek

UWAGA!

TRYBUNALSKA 23: Marek Gulda

Dzięki współpracy z TV “Vectra El” Czytelnicy Elbląskiej Gazety Internetowej "portEl" mogą zadawać pytania gościom zaproszonym do telewizyjnego programu “Trybunalska 23”, a potem usłyszeć odpowiedzi w "Vectrze", albo przyczytać je w "portElu". Dzisiejszym gościem “Trybunalskiej...” jest Marek Gulda, harcerz i radny, który odwiedził z darami od elblążan Morawicę koło Kielc.

Joanna Ułanowska Horn: Był pan w Morawicy, gminie koło Kielc, która ucierpiała podczas ostatniej powodzi . Dlaczego Pan tam pojechał?
     Marek Gulda: Chyba odruch serca...To dzięki Julkowi Markowi tak się "sprężyliśmy". Praktycznie w 48 godzin udało mu się zorganizować pomoc, dary i wyjazd. Zatelefonował i powiedział: Byłeś, pracowałeś w 1997 roku, więc chodź z nami ". I Julek potraktował mnie jako "recydywistę". Nie odmówiłem.
     
     J.U.: Jaki widok pan tam zastał? Czy na pierwszy rzut oka widać było zniszczenia?
     M.G.: Dojechaliśmy do Morawicy o 4.00 nad ranem. Nic nie było widać z ulicy, ale jak wysiedliśmy z autobusu, poczuliśmy tak straszny odór, że od razu uświadomiliśmy sobie, gdzie jesteśmy.
     
     J.U.: Spotkał się pan z mieszkańcami?
     M.G.: Nikogo na ulicach o tej porze nie było. Poszliśmy do pobliskich domostw i dopiero tam przeżyliśmy szok. Niektóre domy parterowe były zalane do wysokości rodzinnych obrazków i świętych... One wszystkie tam jeszcze wisiały... Rozmawialiśmy z ludźmi. Jedni pomagali drugim. Z pomocą szli przede wszystkim ci, którzy jeszcze mieli gdzie mieszkać, np. ci z piętrowych domów, gdzie zachowało się piętro i którym pozostało trochę dobytku. Byliśmy też na posesji pewnego państwa, którzy przed tragedią świętowali odbiór nowo wybudowanego domu. Tydzień później fala, mająca półtora metra, zabrała wszystko, sprzęty domowe, ale i komputery oraz kserokopiarki z mieszczącej się tam małej firmy. Właściciel nie wytrzymał psychicznie. Trafił do szpitala. Często widać było taki obrazek: ludzie chodzą po szosie i zazdroszczą drugim tego, że ci już mogą powoli doprowadzać wszystko do ładu. Sąsiad już sprząta, a obok : " zobaczcie państwo, ja nawet nie mogę wejść, błoto po kolana" i wchodzi po drabinie do domu...
     
     J.U.: Chyba nie muszę pytać, czy cieszyli się z darów, które otrzymali od elblążan...
     M.G.: Dary już od jakiegoś czasu docierały do gminy. Wójt powiedział, że jesteśmy setnym pojazdem z pomocą. Niemniej dary od elblążan bardzo się przydały. Wieźliśmy to, co niezbędne, bo wiedzieliśmy, czego potrzebują. Zawieźliśmy łopaty, miotły, środki czystości, napoje, a nawet dwie stare pralki „Franie”. Na początku nie chciałem ich wziąć, ale proszę sobie wyobrazić, że stały się "przebojem". Ludzie niemalże je sobie wyrywali!
     
     J.U.: A dzieci, które zabraliście stamtąd do ośrodka w Mikoszewie? Jak one odniosły się do wyjazdu?
     M.G.: Rodzice żegnali je z pewną obawą o ich bezpieczeństwo. Wyszukali szybko na mapie miejscowość Mikoszewo i obawiali się, czy przypadkiem wielka fala tam nie dotrze. Przywieźliśmy czterdzieści czworo dzieci do ośrodka w Mikoszewie. Niektóre z nich po raz pierwszy są poza domem. Ksiądz Rysztowski od razu przyjął je do siebie, bez pytania o cokolwiek. Rodzice chcieli, by dzieci wyjechały. Nie było rozpaczliwych pożegnań, jedynie smutek i niepewność.
     
     J.U.: I dwa pytania od czytelników „portEla”: Marku pomagasz a i tak wdzięczności mieć nie będziesz. Czy nie lepiej zostawić te zadania pomocy społecznej i lub innym urzędnikom?
     M.G.: Zawsze powtarzam, że jestem harcerzem, a jest się nim zawsze. Tego przynajmniej uczono mnie w Związku Harcerstwa Polskiego. Nigdy nie wiadomo, kiedy my będziemy potrzebowali pomocy. A co do pomocy społecznej: sami wiemy, że społeczeństwu żyje się coraz gorzej, widać kolejki pod urzędem po pieniądze na chleb. Te służby naprawdę mają co robić.
     
     J.U.: I kolejne pytanie: Jak pomóc tym ludziom, by było to zauważalne i skuteczne i jak to robić, by nie być posądzanym o inne, ukryte cele?
     M.G.: Tutaj nie trzeba być zauważanym, to nie ma znaczenia. Najważniejsze, żeby być skutecznym. Nasz wyjazd jest tego dowodem. Wolontariusze poszli do sklepów, domów handlowych i w 48 godzin zawieźliśmy pełen autobus darów. A jeżeli ktoś chce być zauważony to zapraszamy. Tu każdy gest będzie zauważony.
     
     
     
     Program „Trybunalska 23” emitowany jest w Telewizji „Vectra El” we wtorki i piątki w godzinach 17.15 i 22.20.

Joanna Ułanowska - Horn (Radio Olsztyn)
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
Pokazuj od
najnowszych
  • Na Marka G. można zawsze liczyć, na J.Marka też! Czy św. Marek zacznie rozdawać fundusze powodzianom uzbierane przez Rząd, TV i inne organizacje? Wiecie, ze Rząd zarabia jak hiena na darach dla powodzian? Przykład: telefoniczne linie komercyjne, dzwonisz... płacisz na fundusz dla powodzian a Rząd nalicza podatek VAT ! SKANDAL !!!
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    Drzazga(2001-08-14)
  • Drzazga: masz rację! Lae nie tylko rząd (budżet) zarabia. Banki i poczta mówiły, że za wpłaty na powodzian nie biorą opłat, a jak wpłacałem na kubek vectry (pomoc powodzianom!) to wzięli. Co niektórzy zacierają ręce, bo na nieszczęściu można też się nieźle dorobić.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    Mariusz(2001-08-15)
Reklama