Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Niedziela 21-01-2018, imieniny Agnieszki, Jarosława. Dzień Babci
 
Rek

UWAGA!

U prząśniczki siedzą jak anioł dzieweczki

 
Elbląg, U prząśniczki siedzą jak anioł dzieweczki fot. Michał Skroboszewski
Rek

Przywitali nas w progu w strojach z dawnej epoki. Ona zasiadła przy kołowrotku, on pokazał nam uprawę konopi i lnu. W ciągu dnia oddają się codziennym obowiązkom, a popołudniami przenoszą się w czasy dawnego średniowiecza. Tak wygląda codzienność Aleksandry Olszewskiej i Jakuba Bronickiego, mieszkańców Łęcza. Zobacz zdjęcia. 

Wszystko zaczyna się od małego ziarenka. Najpierw sieje się konopie i len, a gdy rośliny urosną, ścina się je sierpem. Później ścięta roślina musi poleżeć na łące, żeby stwardnieć. Gdy tak się stanie, przychodzi czas międlenia czyli oddzielenia paździerza od włókna na specjalnej międlicy. To jednak jeszcze nie koniec. Włókno trzeba jeszcze wyczesać, uprząść i dopiero wtedy można je wyplatać. Tak przed wielu laty pozyskiwano materiał na odzież. Tak też odzież krok po kroku wytwarzają Aleksandra Olszewska i Jakub Bronicki, mieszkańcy Łęcza, którzy ziemię przed swoim domem zamienili w prawdziwy warsztat włókienniczy: w przydomowym ogródku uprawiają len i konopie włókniste, a pod wiatą, na zielonej trawce i w budynku warsztatowym prezentują kolekcję dawnego sprzętu włókienniczego: kołowrotki, wrzeciona, międlice, cierlice, gręple do wełny, krosno tkackie oraz czesaki do lnu i konopi.
     Wszystko zaczęło się wiele lat temu, gdy mała Ola obserwowała swoją babcię przędącą wełnę na kołowrotku.
     - Dzieciństwo spędziłam wpatrzona w kołowrotek – mówi Aleksandra Olszewska. - Potem przez dłuższy czas nie miałam do czynienia z przędzeniem, dopiero w dorosłym życiu zaczęłam się tym interesować. Po wielu, wielu latach otrzymałam w prezencie kołowrotek i od tamtego czasu sama zajęłam się rzemiosłami dawnymi – dodaje prząśniczka.
     Tak powstała Pracownia Rzemiosł Dawnych. W budynku warsztatowym znajdują się kołowrotki i krosna tkackie, a w wiacie odbywają się warsztaty dla dzieci i dorosłych. W ubiegłym tygodniu w zajęciach tkackich uczestniczyli uczniowie miejscowej szkoły, a wkrótce warsztat odwiedzą dwie grupy dorosłych. W trakcie zajęć mali i duzi uczestnicy poznają poszczególne etapy obróbki lnu, konopi włóknistych i wełny. W przystępny sposób uczą się o dawnych sposobach pracy z włóknem, sami czeszą, międlą i gręplują. - Zajęcia poprzedzone są prezentacją dostosowaną do grupy wiekowej – mówi pani Aleksandra. - Oferta obejmuje przygotowanie autorskiego scenariusza lekcji, nieodpłatne zapoznanie się z tym, co dzieje się w pracowni i w warsztatach, opracowanie kart pracy, przygotowanie materiałów dydaktycznych do wykorzystania na lekcjach, poczęstunek i przymierzanie dawnych strojów.
     Uczestnicy warsztatów dowiadują się przede wszystkim o tym, że finalny efekt, jakim jest powstanie odzieży, poprzedza nakład pracy wielu ludzi.
     - By uzyskać ubranie, musiała pracować cała wioska – mówi Jakub Bronicki. - Stąd wyznacznikiem statusu człowieka, była ilość posiadanej odzieży, była ona bowiem bardzo kosztowna. Chłop miał przez większość swojego życia dwie lub trzy koszule, jedną nosił na co dzień, a drugą w niedzielę.
     Aleksandra Olszewska i Jakub Bronicki z wielką pasją uprawiają len i konopie i przechodzą przez wszystkie etapy powstawania tkanin, zarażając swoją pasją innych. W przyszłym roku szkolnym trafią z ofertą edukacyjną do elbląskich szkół i przedszkoli.
     - Dzieci stworzą swój lniany ogródek, najpierw zasieją ziarenko, by obserwować wszystkie etapy powstawania rośliny, nauczą się w ten sposób, że powstawanie ubrań poprzedzone było kiedyś ciężką pracą – mówi prząśniczka. - Praca przy kołowrotku to moja pasja, ale także cały czas nauka, bo wszystko się zmienia, ewoluuje – dodaje. - Gdyby nie było w tym pasji, nie miałoby to racji bytu, bo jest to zajęcie niszowe. Na pewno wynika to z serca.

dk
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
Reklama