Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Poniedziałek 05-12-2016, imieniny Sabiny, Krystyny
 
Rek

UWAGA!

Żeglowanie pod napięciem

Rozmowa z Tadeuszem Karpowiczem, żeglarzem, komandorem Morskiego Klubu Żeglarskiego "Dal" we Fromborku

Joanna Torsh: Jaki akwen jest Pana ulubionym, choć chyba nie powinnam pytać...?
     
     Tadeusz Karpowicz: Każdy akwen jest dobrym akwenem. Zalew Wiślany choćby z tego tytułu, że nad nim mieszkamy i żeglujemy. Lubię morze i jeziora - mamy [tj. ma Klub Żeglarski "Dal" - przyp. red.] swoje jachty na Jezioraku. Woda jest wszędzie tak samo mokra, tak samo przyjemna i wszędzie dobrze się pływa, jeśli nie ma brawury. Kto próbuje walczyć z żywiołem, z wodą, zawsze przegrywa. Woda nie uznaje kompromisów. Trzeba być posłusznym i pokornym, i wtedy jest dobrze.
     
     Które miejsca szczególnie wspomina Pan po latach?
     
     Och, byłoby ich kilka. Jedną z moich większych wypraw była wyprawa do Algieru. Przepłynęliśmy cały Atlantyk, kawałek Morza Śródziemnego, Gibraltar... To była frajda, choć już dawno, dawno temu. Bałtyk jest przyjemny i oczywiście Zalew Wiślany włącznie z Zalewem Kalinigradzkim i Kurońskim, z przejściem przez Cieśninę Pilawską do Bałtyku, a potem np. do Kłajpedy. Tyle, że nasz akwen, jeśli chodzi o warunki pogodowe jest niestabilny. W ciągu dwóch godzin może nastąpić całkowita zmiana kierunku wiatru, pogody i żeglarz musi być na to przygotowany. Taki stan może trwać całą dobę, nawet i dwie, ale może być też tak, że wypływamy w słońcu, a wracamy w deszczu. Szczególnie lipiec jest na Zalewie miesiącem bardzo kapryśnym.
     
     Zawsze zachęcam do odwiedzania Zalewu, który mimo wielkiego uroku wciąż świeci pustkami.
     
     My też to odczuwamy. Organizacja regat w Nowej Pasłęce (regaty odbyły się 5 lipca - red.) pozwoliła trochę rozciągnąć żeglarstwo po całym Zalewie. Dotąd gros imprez gromadziło się w okolicy Krynicy, czasem Fromborka i na tym się zwykle kończyło. Rosyjska część Zalewu to także bardzo ładny akwen, jeszcze większy, niż nasz - i też świeci pustkami z powodu przepisów granicznych, zakazu żeglugi nocą itp. Nie mam zresztą nic przeciwko temu, że takie przepisy istnieją, bo Zalew to akwen chimeryczny i potrafi się zmieniać jak dziewczyna. Jeśli chodzi o pływanie nocą, od tego roku jest to możliwe na jeziorach. Rybacy mają swoje argumenty i podejrzenia, że np. żeglarze ryby wyjmą z sieci, choć to się u nas nigdy nie zdarzyło. Takie obawy jednak istnieją. U nas bliskość granicy wywołałaby - i jest to częściowo uzasadnione, niekontrolowane przekraczanie granicy nocą.
     
     Od wielu lat ma Pan kontakty z Rosjanami. Jak ocenia Pan możliwości pływania do Rosji żeglarzy z głębi Polski czy naszych zachodnich sąsiadów? Wiem, że nasi żeglarze nie mają z tym kłopotów.
     
     Żeglarze z innych części kraju tak samo nie mają żadnych kłopotów przy przekraczaniu granicy. Kilka dni temu wróciła ekipa jachtów z Gdańska, która była w Bałtijsku. Z ich relacji wiem, że pływali bez najmniejszych kłopotów. Wrócili cali, zdrowi i szczęśliwi, że coś nowego zobaczyli.
     
     W tym roku Frombork będzie organizatorem kilku żeglarskich imprez.
     
     Od 9 do 11 sierpnia zapraszam na Zlot Honorowych Obywateli Fromborka. Powiem tylko, że grupa Honorowych Obywateli zawiązała się w roku 1973, przy okazji pięćsetnej rocznicy urodzin Kopernika. My organizujemy regaty. Na pewno przypłyną Rosjanie, może Litwini i Niemcy. Planujemy też dużo imprez towarzyszących, występy zespołów szantowych. Wcześniej, w ostatnią sobotę i niedzielę lipca, zapraszam do Bałtijska. Nasz klub przyjaźni się z tamtejszym klubem "Pilawa", który organizuje regaty o Puchar Dowódcy Floty Bałtyckiej. Od kilku lat jesteśmy współorganizatorami tej imprezy. Regaty odbywają się na Bałtyku. Wychodzimy przez Cieśniną Pilawską na otwarte morze. Aby wziąć udział w zawodach, potrzebne jest tylko dodatkowe wyposażenie, m.in.: pławka dymna, rakiety. Z kolei jesienią, 6 i 7 września, odbędą się już 47. Międzynarodowe Regaty "Fromborska Jesień". Na te wszystkie wydarzenia zapraszam żeglarzy ze śródlądzia, ale też z Zalewu i Zatoki Gdańskiej. Port mamy mały, ciasny, ale wszyscy się zmieścimy... Zapraszam wszystkich, którzy czują, że mają w sobie choć iskierkę sportowego ścigania się, wzajemnej rywalizacji.
     
     Sezon żeglarski w pełni. Niestety trwa też sezon wypadków na wodzie. Wciąż aktualny pozostaje też postulat alkoholowego umiarkowania.
     
     Na pewno tak. Kilkanaście dni temu nasz jacht z Fromborka wjechał na linię wysokiego napięcia. Zakład energetyczny prowadząc linię nad Pasłęką w ogóle jej nie oznakował. Żeglarze gwiazd nie liczą. Jeśli płyną, to w dzień. Okazało się, że druty wysokiego napięcia umieszczono bardzo nisko i stały się one przyczyną wypadku. Na szczęście, żeglarze uszli z życiem i wszyscy są w domu. Znów jednak był tu - prawdopodobnie - mały alkohol wśród załogi i może był on jedną z przyczyn wypadku. Apeluję, aby zakłady energetyczne i wszystkie służby, które odpowiedzialne są za bezpieczeństwo sprawiły, by wszystkie przewody nad rzekami, ciekami wodnymi były pokryte izolacją albo by puszczono je pod wodą, a przynajmniej dobrze oznakowano. Wtedy wiadomo będzie, czy kłaść maszt i przechodzić pod tak oznakowaną linią, czy zawracać. Wypadek na Pasłęce nie jest pierwszym. Dwa lata temu miała już miejsce podobna historia.

rozmawiała Joanna Torsh
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
Reklama