Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Poniedziałek 21-08-2017, imieniny Kazimiery, Joanny
 
Rek

UWAGA!

Zamknij Zamknij
Reklama w Elblągu
Rek
Rek
Telefon portElu Halo, tu portEl
512 918 555

Wiadomości

Na osiedlu

Gospodarka

Społeczeństwo

Kultura

Sport

Na uczelniach

Zbrodnia i kara

Prasówka

Jej portEl

Kina i teatr

Konkursy

Dawny Elbląg

Poradnik

Hit czy kit?

Po godzinach

Fotoreportel

IV  Motocyklowy Piknik w Pasłęku. IV Motocyklowy Piknik w Pasłęku.

Zostałem Mikołajem przez przypadek (Zawody znane i nieznane, odc. 16)

 
Elbląg, Zostałem Mikołajem przez przypadek  (Zawody znane i nieznane, odc. 16) Mikołaj odwiedził naszą redakcję (fot. Michał Skroboszewski)
Rek

Jest wesoły, tryska energią a przede wszystkim kocha dzieci. I te małe i te duże. Tylko u nas rozmowa z wyczekiwanym przez wszystkie dzieci św. Mikołajem, który mimo ogromu pracy znalazł chwilę przed świętami i odwiedził naszą redakcję.

- Dominika Kiejdo: - Dzień dobry, Mikołaju! Bardzo się cieszymy, że w tak pracowitym dla Ciebie okresie znalazłeś chwilę, by odwiedzić naszą redakcję. Masz teraz sporo pracy, ale chyba lubisz właśnie ten świąteczny czas?
     - Ten czas jest chyba najsympatyczniejszy dla każdego, bo jest związany z radością, z ogniskiem domowym, z obdarowywaniem, ze wszystkim, co dobre.
     
     - A tak poważnie. Od ilu lat wciela się Pan w rolę św. Mikołaja?

     - Ja wcale się nie wcielam. Ja nim po prostu jestem.
     
     - A jak to się stało, że stał się Pan św. Mikołajem?

     - Zajmuję się tym chyba już ze 20 lat. Kiedyś zupełnie przypadkiem przechodziłem obok pewnego lokalu i na szybie zobaczyłem ogłoszenie, że poszukiwani są Mikołaje. Wszedłem do środka i z marszu dostałem tę pracę. Najpierw pracowałem w tej firmie, prowadziłem Mikołajów i sam byłem Mikołajem. Przeprowadzałem też castingi na Mikołajów. Przyjmowałem takich ludzi, w których widziałem Mikołajów. Byłem odpowiedzialny za ich zatrudnianie i nadzorowanie, ale nie traktowałem tego jako pracę.
     
     - Jakie cechy predysponują do bycia Mikołajem?

     - Bez względu na wzrost, wiek czy wykształcenie Mikołaj musi mieć w sobie wiele empatii, być sympatycznym, miłym, kulturalnym, musi dbać o siebie.
     
     -A przede wszystkim lubić dzieci...
     - Musi lubić ludzi! Mieć pozytywne nastawienie do życia, być przyjaźnie nastawiony do dzieci, do zwierząt i przyrody, do wszystko wokół. Nie da się lubić dzieci a nie lubić zwierząt. Musi być też dobry i pozytywny dla siebie.
     
     - O co proszą najczęściej dzieci?
     - A z tym bywa różnie. Zdarza się, że proszą o dobry nastrój, żeby tata był w domu albo żeby był częściej albo żeby rodzice się nie kłócili. Mówię tu o rodzinach, w których źle się dzieje. Dla takich dzieci zabawki schodzą na drugi plan i są tylko jakimś dodatkiem. One oczekują w tym dniu czegoś więcej. Tylko wydaje się, że zaspokajają je zabawki. Jeżeli w domu nie ma ciepła i miłości, to i zabawka nie ucieszy, bo dziecko nie czeka tak naprawdę na zabawkę. To jest smutne i zawsze jest to szok dla Mikołaja.
     
     - I przez tak krótką chwilę udaje się Mikołajowi to wyczuć?

     - To się po prostu czuje. Jestem radosny, gdy rodzina jest radosna, a jestem smutny, gdy w rodzinie dzieje się źle. A to się czuje. Tego nie da się nie zauważyć. Nawet jak jest się w domu tylko chwilę. Tego, czego nie ma, nie da się nadrobić prezentem. Gdy w domu nie ma miłości, po prostu nie da się jej zastąpić czymś materialnym. W takich rodzinach dzieci na święta wcale nie chcą prezentów, chcą ciepła, uczucia, miłości. Prezenty są tylko dodatkiem.
     
     - Do ilu rodzin Pan trafia w wigilijny wieczór?
     - Mi nie zależy na ilości. Ja podchodzę to tego indywidualnie. Nie siedzę za długo i nie siedzę za krotko. Trzeb mieć wyczucie. Średnio trafiam do dziesięciu rodzin. Poza tym zapraszają mnie też do szkół, do przedszkoli, do zakładów pracy, do firm. Wręczam prezenty i dzieciom i dorosłym. Staje się wtedy dobrym duchem danego zakładu i empatycznej dyrekcji, która umie uszanować swoich pracowników.
     
     - A jak reagują dzieci, gdy przychodzi do nich święty Mikołaj?
     - Były i takie, które nie wierzyły w Mikołaja! Po pierwsze przed każdym spotkaniem wypytuję się o członków rodziny, chcę dowiedzieć się jak najwięcej o rodzinie, którą mam odwiedzić. Bo co to za święty Mikołaj, który nic nie wie o domownikach?!
     
     - Mikołaju, a dałeś kiedyś komuś rózgę?
     - A jakże!
     
     - Miała być to forma żartu czy kara za coś?
     - Na pewno miał być to przedmiot, który coś danej osobie sugeruje.
     
     - A była to rózga dla dziecka czy dla dorosłego?

     Raz była to rózga dla dziecka a dwa razy dla dorosłych. W jednym przypadku była to rózga i surowe kartofle.
     
     - A to dziecko dostało tylko rózgę i nic więcej?
     - Dokładnie tylko to i nic więcej. Ja w tym wypadku wręczyłbym po rózdze również rodzicom. Według mnie wychowanie dziecka do dorosłości jest obowiązkiem rodzica. Za wszystko co dziecko robi, jak się zachowuje i reaguje, są odpowiedzialni rodzice.
     W tym roku miałem propozycję odwiedzin rodziny kilkaset km od Elbląga tylko po to, by wręczyć jej członkom rózgę. Jako że jest to za daleko, to nie pojadę. Poza tym ten termin mam już zajęty i choćby nie wiem za jakie pieniądze, to tego nie odwołam. To jest święty obowiązek Mikołaja. Jeśli się zobowiązał, musi to wykonać.
     
     - Musiało być Panu przykro, gdy wręczał te rózgi?

     - Nie, gdy dawałem je rodzicom. Gdy dawałem dziecku, było mi przykro. Rodzicom z przyjemnością dawałem rózgi. W kontekście całości jest to refleksja dla wszystkich, bo mimo wszystko i dorosły i dziecko ma rozeznanie dobra i zła. W mniejszym lub większym stopniu. Najczęściej jednak za zachowanie dziecka winę ponoszą rodzice.
     
     - A jakie pytania dzieci zadają Mikołajowi?
     - Często pytają, gdzie jest mój renifer.
     
     - I co Pan im wtedy odpowiada?
     - Że renifery pojechały do lasu rozdawać zwierzątkom prezenty.
     
     - A żaden elf Panu nie towarzyszy?

     - Różnie. Czasami jest ze mną i wtedy jest jeszcze weselej. Najczęściej towarzyszy mi na większych zorganizowanych imprezach.
     
     - Zdarza się, że dzieci płaczą, bo boją się Mikołaja?
     - Przeważnie maluszki, które pierwszy raz widzą św. Mikołaja.
     
     - A starsze muszą powiedzieć wierszyk lub zaśpiewać piosenkę...

     - Zawsze się pytam, czy chcą. Nie wymagam tego. Jeśli chcą, to śpiewają. Niczego nie wymuszam.
     
     - A czy Mikołaj też dostaje prezenty?

     - O tak! Dostaję wspaniale laurki od dzieci. Mam ich w domu całe mnóstwo. Jest to zawsze bardzo miłe.
     
     - Zdarzają się jakieś komiczne sytuacje?
     - Zdarza się, że dziecko chce pociągnąć Mikołaja za brodę, a nie zawsze ona mocno się trzyma. Łapię je wtedy za rączkę i mówię, że nie wolno. Nie chcę zostać zdemaskowany.
     
     - W swoim rodzinnym domu też jest Pan Mikołajem?

     - Oczywiście! Zaczynam od swoich wnuków, to są moje aniołki! Potem starsza wnuczka mówi do mnie: „Dziadku, wyobraź sobie, że ten Mikołaj miał taki dar, że tak potrafił Ciebie naśladować, miał taki głos, że myślałam, że to ty!”. Kiedyś rozdawałem prezenty dzieciom w całej rodzinie. Gdy tylko zdobyłem strój, nie było dla mnie ograniczeń. Gdy jestem Mikołajem, znajduję się jakby w innym wymiarze, tak jak w filmie „Maska” zakładam maskę i jestem zupełnie inną osobą. Wtedy wszystko co przyziemnie, schodzi na ostatni plan.

rozmawiała Dominika Kiejdo
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
Reklama