Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Sobota 10-12-2016, imieniny Bogdana, Julii
 
Rek

UWAGA!

Zamknij Zamknij
Rek

A chłopak siedzi w areszcie...

Przed Sądem Okręgowym w Elblągu rozpoczął się proces w sprawie o napad na stację dystrybucji gazu. Oskarżonymi są dwaj młodzi mężczyźni: 20-letni Łukasz J. i 24-letni Jarosław S. Napad miał miejsce 5 marca bieżącego roku.

Na stację przy ul. Legionów wtargnęło trzech mężczyzn w kominiarkach. Dwóch weszło do pomieszczenia stacji, a jeden został na czatach. Mężczyźni mieli ze sobą kij bejsbolowy. Od pracownika stacji zażądali pieniędzy. Damian K. wyjął je z kasy, a sprawcy uderzyli go kilkakrotnie kijem w głowę i użyli gazu łzawiącego. Zabrali około 900 zł. Najważniejszym świadkiem w tej sprawie jest właśnie pracownik stacji. Zeznał, że rozpoznał obu sprawców po kolorze oczu i sylwetce ciała. O trzecim mężczyźnie, stojącym przed wejściem nie potrafił nic powiedzieć, bo widział jego sylwetkę przez oszklone drzwi.
     Damian K. zeznał też, że w pomieszczeniu, do którego weszli napastnicy, było ciemno. Światło padało tylko z ekranu monitora.
     Sąd przeprowadził na sali eksperyment, dotyczący rozpoznania głosu sprawcy, który podczas napadu krzyknął: "Dawaj kasę!". Niestety, świadek nie wskazał żadnego z oskarżonych jako wypowiadającego te słowa.
     Tymczasem Łukasz J. i Jarosław S. nie przyznają się do winy. Mówią, że policja zatrzymała wtedy prawie 12 osób. Tłumaczą, że to pomyłka i że tego wieczoru nigdzie nie wychodzili z domu kolegi.
     - Mam chyba straszliwego pecha, ponieważ akurat mnie też policja zabrała. Ja tego nie zrobiłem - mówił w korytarzu sądowym Jarosław S. - Po prostu jest niemożliwe, aby kilku świadków ustaliło sobie akurat jedną wersję wydarzeń, tym bardziej, że zeznaje się kilkakrotnie, na policji, w prokuraturze. Każde kłamstwo wyjdzie na jaw.
     Matka drugiego z oskarżonych Łukasza J. uważa, że dowody zebrane przeciwko jej synowi są słabe i podważalne.
     - Świadek rozpoznał go tylko po kolorze oczu, posturze i ubraniu. Nie znaleziono przy nim przecież ani pieniędzy, ani kija, ani kominiarek – mówiła. - A chłopak siedzi w areszcie z przestępcami...
     Obaj oskarżeni byli już wcześniej karani za kradzieże. Po pierwszym dniu procesu wydaje się, że prokurator będzie musiał wiele się natrudzić, by obu mężczyznom udowodnić winę.

J
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
Reklama