Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Sobota 03-12-2016, imieniny Franciszka, Ksawerego
 
Rek

UWAGA!

Energetycy bez winy

Winę za wypadek, do którego doszło w ubiegłym tygodniu w Malborku nie ponoszą pracownicy Elbląskich Zakładów Energetycznych - taka na razie jest decyzja malborskiej prokuratury. Nie jest jednak ona ostateczna.

W ubiegłym tygodniu dwóch nastoletnich chłopców dostało się do środka jednej z malborskich stacji transformatorowych. Jeden z nich został porażony prądem. Z poparzeniami rąk i nóg trafił do szpitala.
     Malborska prokuratura sprawdzała czy winy za wypadek nie ponoszą pracownicy malborskiego rejonu EZE. Nie znalazła jednak podstaw, aby postawić pracownikom zarzuty.
     - Postępowanie jednak wciąż jeszcze trwa - mówi Waldemar Zduniak, malborski prokurator rejonowy. - Być może zmienimy jeszcze zdanie. Decyzja ostateczna będzie znana prawdopodobnie pod koniec miesiąca.
     Tymczasem wewnętrzne śledztwo przeprowadziły Elbląskie Zakłady Energetyczne. Jego wyniki stwierdzają, że stacja była prawidłowo zabezpieczona oraz oznakowana.
     - Naszym zdaniem doszło do wtargnięcia do stacji - informuje Marek Dymowski, rzecznik EZE. - Chłopiec sforsował także drzwi do tzw. celki średniego napięcia. Dowodem na to był kluczyk do otwierania kłódki znaleziony w stacji, inny od tych, którech używamy.
     Porażony chłopiec trafił do szpitala z poparzonymi rękami i nogami. Miał dużo szczęścia. Zadziałały bowiem specjalne zabezpieczenia, które na moment wyłączyły napięcie w stacji. Dzięki temu 13-latek został odrzucony, a nie przytrzymany przy transformatorze.
     - To uratowało mu życie - dodaje Dymowski.
     Na terenie działania EZE stoi kilkadziesiąt stacji transformatorowych. Są one odpowiednio oznakowane. Na każdej ścianie budynku widnieje znak informujący o zagrożeniu życia. Czasami zdarzają się próby wejścia do środka, nikt jednak jeszcze nie próbował dostać się do jednej z celek średniego napięcia. Właśnie tam istnieje bezpośrednie zagrożenie życia. Ostatni wypadek porażenia prądem jest jednocześnie pierwszym od długiego czasu.

OP
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
Reklama