Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Czwartek 08-12-2016, imieniny Marii, Wirgiliusza
 
Rek

UWAGA!

Grozi mu dożywocie (2)

- Tomasz D. przychodził do pracy jako pierwszy i wychodził jako ostatni. Był bardzo zaangażowany w pracę i skuteczny - opowiadała dzisiaj przed elbląskim sądem Elżbieta K., pracownica elbląskiego Monaru, w drugim dniu procesu, w którym Tomasz D. oskarżony jest o próbę zabójstwa taksówkarza.

We wtorek, drugim dniu procesu, przed elbląskim sądem zeznawały m.in. dwie pracownice elbląskiego Monaru Elżbieta K. i Agnieszka S. Obie były współpracownikami oskarżonego Tomasza D.
     - Przychodził do pracy jako pierwszy i wychodził jako ostatni. Dzięki niemu 10 osób trafiło do ośrodków. Chciał się uczyć, 15 października miał mieć pierwszy egzamin w CKU - zeznawała Elżbieta K.
     Obie kobiety zeznały rownież, że nie spotkały się z sytuacją, która dowodziłaby, że Tomasz D. nadużywał alkoholu.
     - Nigdy nie spotkałam go na kacu - zeznawała Agnieszka S., która dodała, że jest „całkowicie zaskoczona” oskarżeniem przeciwko Tomaszowi D.
     - To jest niemożliwe - mówił przed sądem. - Tomasz D. panował zawsze nad stresem, nie był skłony do zachowań agresywnych, potrafił zapanować nad emocjami.
     Jednak obie kobiety zauważyły feralnego dnia, że Tomasz D. zachowywał się inaczej niż zwykle.
     Podczas wtorkowej rozprawy zeznawał również Janusz W., barman w lokalu Sandra, gdzie przbywał oskarżony w dniu, w którym doszło do napaści na taksówkarza.
     Janusza W. tego dnia w pracy nie było, ale zeznał że zna oskarżonego z widzenia.
     - Przychodził do nas pograć na automatach i wypić piwo - powiedział przed sądem.
     
     Zobacz także "Grozi mu dożywocie (1)"

AK
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
Reklama