Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Czwartek 18-01-2018, imieniny Małgorzaty, Piotra
 
Rek

UWAGA!

Zamknij Zamknij
Rek

"Odprysk" sprawy Olewnika. Ruszył proces laborantów

 
Elbląg, "Odprysk" sprawy Olewnika. Ruszył proces laborantów Proces policyjnych laborantów ruszył dziś przed Sądem Rejonowym w Elblągu (fot. arch. portEl)
Rek

Przed Sądem Rejonowym w Elblągu ruszył dziś (13 listopada) proces dwójki byłych pracowników laboratorium kryminalistycznego Komendy Wojewódzkiej Policji w Olsztynie. Zdaniem prokuratury, dopuścili się oni nieprawidłowości związanych z badaniem identyfikacyjnym DNA Krzysztofa Olewnika, co w efekcie spowodowało konieczność ekshumacji jego zwłok. Oskarżeni twierdzą, że są niewinni. Grozi im kara do 5 lat więzienia.

Bogdan Z. jest oskarżony o to, że 30 października 2006 r., jako biegły z zakresu medycyny sądowej, w sprawozdaniu z badań DNA poświadczył nieprawdę, gdyż podał, że próbki do analizy porównawczej pobrane zostały tylko talerza biodrowego i kości udowej, gdy w rzeczywistości również z kości ramienia. Co więcej, wyniki badania DNA z kości ramienia były odmienne od pozostałych. Według prokuratury, Bogdan Z. miał również nie dopełnić ochrony dowodów, co uniemożliwiło ponowne przeprowadzenie badań, a to z kolei spowodowało konieczność ekshumacji ciała Krzysztofa Olewnika, o czym zdecydowała ostatecznie Prokuratura Apelacyjna w Gdańsku.
     Natomiast Jolanta D., która była wówczas naczelnikiem laboratorium kryminalistycznego w Olsztynie, odpowiada za podobne przestępstwa, jako, że sprawowała nadzór nad pracą Bogdana Z.
     Laboranci nie przyznają się do winy.
     - Dlaczego gdańska prokuratura z taką zajadłością rzuciła się na nas – pytała dziś w sądzie Jolanta D. - To historia tworzenia zasłony dymnej. Kwestionowana opinia z zakresu badań DNA wydana przez Bogdana Z., w konkluzji, jest poprawna i jej kardynalne ustalenia nie tylko nie zostały podważone, ale zostały potwierdzone przez Zakład Medycyny Sądowej w Gdańsku. A wszystkie wątpliwości czy niedociągnięcia opinii można było rozstrzygnąć uznając ją za niepełną czy niejasną – przekonywała była szefowa laboratorium KWP w Olsztynie. - Ponadto, niczego, co dotyczy kwestionowanej opinii nie ukrywałam, dokumentacja badawcza była dostępna zarówno dla organów ścigania, jak i dla wymiaru sprawiedliwości. Jeśli chodzi o dowody rzeczowe – kontynuowała – rocznie przez laboratorium przewijało się ok. 100 tys. obiektów badań. W czasie, gdy kierowałam jednostką było ich ok. pół miliona. Czy ponoszę odpowiedzialność za każdy z nich?
     - Twierdzimy, że w postępowaniu pani naczelnik nie doszło do żadnych naruszeń - czy to formalnych, czy materialnych – przekonywał w rozmowie z dziennikarzami mecenas Jacek Potulski, obrońca Jolanty D. - Wydana opinia też nie wskazuje nieprawdy, a zawiera tylko pewne nieścisłości, które mogły być spokojnie uzupełnione w toku postępowania przed sądem. - Ale za treść opinii nie odpowiada naczelnik – podkreślał. - Laboratorium w Olsztynie rocznie wydaje kilka tysięcy takich opinii i nie jest możliwe, by szef odpowiadał za treść każdej, niezależnie od tego, jak ważnej sprawy ona dotyczy.
     Ale czy szef nie odpowiada za swojego pracownika?
     - Szef nie może prowadzić micromanagementu, czyli zarządzać każdą opinią czy ją sprawdzać – przekonywał mecenas Potulski. - Szef odpowiada za to, by pracownik miał zapewniony sprzęt i możliwości do wykonywania zadań, a także za stworzenie procedur.
     O co będzie wnioskowała obrona, gdy proces się zakończy?
     - Czyli za 2-3 lata? - pytał obrońca Jolanty D. - O uniewinnienie, oczywiście.
     Dlaczego proces ma trwać tak długo?
     - Jest bardzo wielu świadków wskazanych przez prokuraturę, ale i my mamy kilka wniosków dowodowych, które będziemy składali – wyjaśniał mecenas Jacek Potulski. - Na razie jest za wcześnie, by o nich mówić.
     Czyli zdaniem obrony nie doszło do błędów w działaniu Jolanty D.?
     - Jeżeli doszło do jakichś drobnych błędów to z pewnością są to kwestie, które powinny być wyjaśnione i uzupełnione w toku wcześniejszych postępowań - odpowiadał jej obrońca.
     Sąd Apelacyjny w Gdańsku zdecydował jednak o przeprowadzeniu ekshumacji zwłok Krzysztofa Olewnika.
     - Ta decyzja była chyba przesadzona, ale nie wypada mi jej oceniać - zakończył mecenas Potulski.
     Swojego klienta, Bogdana Z.,  broni też Ewa Tokarzewska: - Z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że ta opinia, która jest przedmiotem postępowania nie została sfałszowana. Żywię głębokie przekonanie, że sąd dojdzie do wniosku, że jedynym możliwym rozwiązaniem jest uniewinnienie.

A
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
Reklama