Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Wtorek 21-11-2017, imieniny Janusza, Konrada
 
Rek

UWAGA!

Zamknij Zamknij
Rek
Rek
Telefon portElu Halo, tu portEl
512 918 555

Wiadomości

Na osiedlu

Gospodarka

Społeczeństwo

Kultura

Sport

Na uczelniach

Zbrodnia i kara

Prasówka

Jej portEl

Kina i teatr

Konkursy

Dawny Elbląg

Poradnik

Hit czy kit?

Po godzinach

Fotoreportel

Otwarcie nowego odcinka trasy tramwajowej. Otwarcie nowego odcinka trasy tramwajowej.

Porwanie i zwłoki w walizce. Wśród oskarżonych "Samuraj" z Elbląga

 
Elbląg, Porwanie i zwłoki w walizce. Wśród oskarżonych "Samuraj" z Elbląga
Rek

W walentynki 2008 r. Artur B., ps. "Artuś", mieszkaniec Gdyni, koordynator dostaw kokainy z Ameryki Południowej do Polski, został uprowadzony ze swojego domu w Hiszpanii. Porywacze żądali pół miliona euro okupu. Gdy dostali pieniądze, mężczyzna został uwolniony. Kilka miesięcy później, w odwecie, zamordowano głównego zleceniodawcę porwania, Dariusza R. ps. "Rusił" (zwłoki gangstera znaleziono w walizce, wyłowionej z kanału w Amsterdamie). Obaj robili wcześniej "lewe" interesy. Obaj już nie żyją. Jednak sprawa porwania sprzed kilku lat znajdzie swój finał w sądzie. Na ławie oskarżonych zasiądzie sześciu mężczyzn, a wśród nich "Samuraj" z Elbląga.

Kim był „Artuś”?
     Zdaniem niektórych świadków Artur B., ps. „Artuś”, mieszkaniec Gdyni, był koordynatorem dostaw kokainy z Ameryki Południowej, nie tylko do Trójmiasta, lecz nawet na teren całej Polski. Gdy w 2006 roku CBŚ uderzyło w trójmiejskie środowisko handlarzy narkotyków, "Artuś" uciekł za granicę w obawie przed aresztowaniem. Początkowo ukrywał się w Ameryce Południowej, a później w Holandii i w Hiszpanii. Ostatecznie w kwietniu 2012 roku został zatrzymany w Hiszpanii, a w czerwcu deportowany do Gdańska.
     Artur B. zmarł 22 sierpnia 2012 roku w Szpitalu Uniwersyteckim w Bydgoszczy, do którego trafił z zakładu karnego w Sztumie. Prowadzone przeciwko niemu śledztwa (kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą, handel narkotykami, rozbój) zostały umorzone.
     
     Gangsterska historia
     Artur B., ps. „Artuś” i Dariusz R., ps. „Rusił” znali się i „robili ze sobą różne interesy”, z reguły sprzeczne z prawem. Zdaniem świadków, najczęściej były to interesy z zakresu międzynarodowego obrotu kokainą. Ustalono, że Artur B. miał wobec Dariusza R. dług w wysokości około pół miliona euro, którego konsekwentnie nie oddawał. Świadkowie twierdzą, że większe lub mniejsze długi finansowe „Artuś” miał także wobec wielu innych osób.
     W styczniu 2008 roku na terenie Polski zawiązała się zorganizowana grupa o charakterze zbrojnym, której celem było uprowadzenie Artura B. i uzyskanie okupu, w celu rozliczenia długów, których dobrowolnie nie chciał uregulować. W jej skład wchodzili: organizator porwania Dariusz R., a także: Jacek W., ps. „Samuraj” z Elbląga (50-letni palacz CO, wcześniej karany, a obecnie również odsiadujący wyrok w innej sprawie), Marek Sz., Bogdan G., Łukasz D., ps. „Czosnek”, Jacek P., ps. Nosek, Arkadiusz B. i ukrywający się podejrzany Bogdan W.
     Ustalenia śledztwa wskazują, że mężczyźni ci od 14 lutego do marca 2008 r. w Hiszpanii, w ramach przestępczych porachunków, uprowadzili i przetrzymywali Artura B., ps. „Artuś".
     
     Porwanie
     Z zeznań Kai K., konkubiny "Artusia" wynika, że do porwania doszło 14 lutego 2008 r. Para wynajmowała dom w prowincji Alicante, w Calpe. Kaja K., była wówczas w 3 miesiącu ciąży.
     Artur B. i Kaja K. spędzili walentynkowy wieczór na romantycznej kolacji we włoskiej restauracji poza miejscowością Calpe. Pojechali mercedesem. Gdy wrócili około północy, zatrzymali się przed domem, wysiedli z samochodu i wówczas, w ciemnościach usłyszeli okrzyk „POLICJA!”. Zdaniem Kai K., ten okrzyk zabrzmiał typowo po polsku, ale wówczas nie zwróciła na to uwagi. Wszystko przebiegało bardzo szybko. Jednocześnie napadło na nich kilka osób. Jeden z mężczyzn skuł kajdankami ręce Kai K., i mówiąc po hiszpańsku „clave”, zażądał wydania klucza do budynku. Pokrzywdzona dała klucze i została wprowadzona do środka.
     Artura B., ps. „Artuś”, leżącego na ziemi, przytrzymywało trzech lub czterech mężczyzn. Kaja była przekonana, że są to policjanci, bo byli ubrani w czarne, militarne uniformy. Według niej wyglądali, jak policjanci i zachowywali się, jak policjanci. Mieli przy sobie broń długą, karabiny oraz broń krótką, pistolety.
     Jeden z mężczyzn kazał jej usiąść w salonie na kanapie i przesłuchiwał ją po hiszpańsku i po angielsku. Jako jedyny był bez kominiarki, i jako jedyny znał biegle hiszpański. Mężczyzna ten powiedział, że jest z Policji i pytał, gdzie w domu są przechowywane pieniądze i narkotyki. Praktycznie tylko to go interesowało. Pozostali mężczyźni w ogóle nie odzywali się. Mężczyzna, który rozmawiał z Kają K., powiedział jej, że Artur B., jest poszukiwany, jako podejrzany o przemyt narkotyków na dużą skalę i z tego powodu zostanie zatrzymany.
     Z uwagi na ciążę, mężczyźni pozwolili położyć się Kai K., w sypialni gdzie zasnęła. Gdy się obudziła, rano, w domu nikogo już nie było. Obeszła cały dom i zobaczyła, że wszystkie rzeczy z szaf były porozrzucane. Zauważyła, że z domu zginęły wszystkie wartościowe rzeczy: biżuteria; dwa zegarki "Artusia"  - wysadzane diamentami i szafirami, dwa lub trzy laptopy nieznanej marki; dwa lub trzy aparaty cyfrowe w tym jeden do robienia zdjęć pod wodą; kamera cyfrowa.
     Z kolei z portfela Kai K.  zabrano wszystkie pieniądze – łącznie z drobnymi. Kobieta nie potrafiła określić wartości i marek poszczególnych urządzeń, które zostały skradzione. Nie była też w stanie określić wartości biżuterii i zegarków.
     Ponadto mężczyźni zabrali samochód też mercedesa klasy S. Z wyjaśnień złożonych przez porywaczy wynika, że z domu Artura B., zabrali także kilogram kokainy. Kaja K., w pierwszej kolejności zawiadomiła o zdarzeniu matkę Artura B., Urszulę B., a następnie planowała zająć się poszukiwaniem pomocy prawnej dla Artura B.
     Zanim jednak skontaktowała się z adwokatem i zanim ustaliła, jaka jednostka policji zatrzymała Artura B., odebrała SMS, z nieznanego jej numeru telefonu, w którym została poinformowana, że Artur B. został uprowadzony i będą kolejne informacje.
     Następnego dnia zatelefonował do niej znajomy Artura B., Wiesław K., ps. „Lakiernik”, który powiedział jej, że wszystkim się zajmie. W pierwszej kolejności polecił Kai K., natychmiast wyjechać z Hiszpanii, albowiem według niego też groziło jej niebezpieczeństwo, bo widziała twarz jednego z porywaczy. Kaja K., około 16 lutego 2008 r., wróciła do rodzinnego Fromborka.
     Cały czas utrzymywała kontakt z Wiesławem K., ps. „Lakiernik”, który informował ją, że pertraktacje są na najlepszej drodze i można już zbierać pieniądze na okup, ale nie podał kwoty. Kaja K. próbowała uzyskać pieniądze od matki Artura B., a ta z kolei od byłej konkubiny Artura B., Małgorzaty. Niestety, bezskutecznie.
     Pieniądze na okup - 500 tys. euro - ostatecznie zorganizował Marek Z., znajomy "Artusia". Razem z Romanem K., na polecenie porywaczy, pojechali samochodem z otwartym dachem autostradą w kierunku Walencji. Po około 5 minutach od wjazdu na autostradę otrzymali telefonicznie polecenie zatrzymania się na moście i zrzucenia pieniędzy, które przewozili w plecaku. Pod mostem znajdowała się polna droga albo wyschnięte koryto jakiejś rzeki. Polecenia porywaczy zostały wykonane.
     Mimo złożenia okupu Artur B. nie został uwolniony. Porywacze zażądali dodatkowo 150 tys. euro, których jednak nie wypłacono. Artur B. został ostatecznie uwolniony w marcu. Był wychudzony, miał ranę na czole, poobijane palce, spuchnięte i sine jedno kolano. Honorowo milczał na temat swojego porwania. Na pokazanych mu przez policjantów zdjęciach rozpoznał Jacka W., ps. „Samuraj” i Arkadiusza B. Mówił, że to jego znajomi.
     Matce swoich dzieci "Artuś" jednak powiedział, że został uprowadzony, pobity, że organizatorem akcji był Dariusz R., ps. „Rusił”. Swoje straty materialne wycenił na około milion euro.
     
     Zemsta
     9 października 2008 r. z kanału wodnego w Amsterdamie wyłowiono walizkę, w której były zwłoki Dariusza R., ps. „Rusił”. Na zwłokach widoczne były liczne ślady pobicia. Najistotniejsze były jednak dwie rany kłute klatki piersiowej, o długości wkłucia minimum 10 cm. Ich charakter świadczył o tym, iż zostały zadane z dużą siłą i agresją długim nożem bądź nożami.
     Policja holenderska ustaliła mieszkanie, w którym doszło do zabójstwa. Sąsiedzi z tego budynku, przesłuchani w charakterze świadków zeznali, że w nocy z 23 na 24 września słyszeli dochodzące z tego lokalu odgłosy szamotaniny, głośnych uderzeń, przestawiania mebli, sprzątania i szumu lejącej się wody. Jeden ze świadków zaobserwował dwóch mężczyzn wynoszących bardzo ciężką walizkę, z tego mieszkania, do samochodu. Zdaniem świadka walizka była tak ciężka, że musiała być przenoszona przez dwóch mężczyzn.
     Zidentyfikowano również samochód (Volkswagen Golf), do którego zapakowano tę walizkę. W samochodzie zabezpieczono liczne ślady biologiczne, z których wyizolowano ślady DNA, zidentyfikowane, jako bezsprzecznie pochodzące od Artura B., ps. „Artuś”.
     Ustalono, że Artur B., ps. „Artuś” przyleciał do Amsterdamu 19 września, natomiast 23 września przyleciał Dariusz R., ps. „Rusił”, którego z lotniska odebrali ustaleni mężczyźni, pochodzący z Polski. „Rusił” został przewieziony do mieszkania, w którym znalazł się także Artur B.  Zdaniem jednego ze świadków, "Artuś" opowiadał później, że rozliczył sprawę swojego porwania. Mówił, że nie mógł darować "Rusiłowi" tamtej akcji i uderzył go z taką siłą, że jego głowa rozbiła się o ścianę.
     Śledztwo w sprawie zabójstwa Dariusza R., ps. „Rusił”, zostało przejęte od holenderskich organów ścigania, do kontynuowania w Polsce. Jest obecnie prowadzone przez funkcjonariuszy gdańskiego Zarządu CBŚP, pod nadzorem prokuratora Prokuratury Apelacyjnej w Gdańsku.
     Postępowanie w sprawie udziału Artura B., ps. „Artuś” w popełnieniu tego zabójstwa zostało umorzone  z powodu jego śmierci. Śledztwo wobec pozostałych osób, podejrzanych o popełnienie tego zabójstwa, jest kontynuowane.
     
     Śledztwo przeciwko 6 mężczyznom, w tym pochodzącemu z Elbląga "Samurajowi", zakończyło się skierowaniem aktu oskarżenia do Sądu Okręgowego w Gdańsku. Prokuratura zarzuca im, oprócz porwania "Artusia", posiadanie broni bez zezwolenia, posiadanie kilograma kokainy, zabór mienia należącego do Artura B. Oskarżonym grozi kara od 3 do 15 lat pozbawienia wolności, kara grzywny oraz obowiązek zwrotu korzyści osiągniętych z popełnienia przestępstw.

oprac. A na podstawie inf. Prokuratury Apelacyjnej w Gdańsku
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
Reklama