Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Środa 07-12-2016, imieniny Ambrożego, Marcina
 
Rek

UWAGA!

Rek
Telefon portElu Halo, tu portEl
512 918 555

Wiadomości

Gospodarka

Społeczeństwo

Kultura

Sport

Na uczelniach

Zbrodnia i kara

Prasówka

Jej portEl

Kina i teatr

Konkursy

Dawny Elbląg

Poradnik

Hit czy kit?

Po godzinach

Fotoreportel

Play Remont Lidla ul.Ogólna Remont Lidla ul.Ogólna

Żartowniś przed sądem

Przed Sądem Okręgowym w Elblągu toczy się proces przeciwko 50-letniemu Ryszardowi P., oskarżonemu o to, że informując o podłożeniu bomby naraził na niebezpieczeństwo życie i zdrowie pacjentów szpitala w Kwidzynie.

Zdarzenie miało miejsce we wrześniu ubiegłego roku. Mężczyzna zatelefonował dwukrotnie na centralę szpitala i poinformował, że na terenie placówki jest bomba. Po tej informacji ewakuowano wszystkich 170-ciu pacjentów, wśród nich dwóch ciężko chorych i cztery noworodki będące w inkubatorach. Zawiadomiona o zdarzeniu policja przeszukała pomieszczenia szpitala. Ładunku wybuchowego nie znaleziono. Koszty ewakuacji wyniosły ponad 14 tysięcy zł. Policja ustaliła, że telefonowano w numeru domowego Ryszarda P. Mężczyzna nie przyznał się do winy. Przebywa obecnie w areszcie.
     Dzisiaj zeznawał jako świadek dyrektor szpitala.
     - Ewakuacja naraziła pacjentów przede wszystkim na stres. Na szczęście nikomu nic się nie stało i nie prowadziliśmy w tym czasie żadnych operacji - stwierdził dyrektor Mirosław Górski.
     Z jego informacji wynika, że u dwóch pacjentów przez ewakuację stan zdrowia mógł się pogorszyć.
     - Jeden mężczyzna po rozległym zawale serca czuł się bardzo źle. Drugi pacjent musiał przerwać dializę - stwierdził dyrektor.
     Mirosław Górski dodał, że szpital przez około 5 godzin w ogóle nie pracował, więc aby zabezpieczyć ewentualną pomoc medyczną dla pozostałych mieszkańców regionu w nagłych przypadkach, zaangażowano szpitale w Prabutach i Sztumie.
     - Wszystkie karetki i samochody sanitarne były skierowane do ewakuacji, nie pracowała ani Izba Przyjęć ani Dział Pomocy Doraźnej. Gdyby wydarzył się jakiś poważny wypadek, pacjenci trafiliby prawdopodobnie do szpitali w okolicy, oczywiście z pewnym opóźnieniem, co też mogłoby być zagrożeniem - powiedział dyrektor Górski.
     Oskarżonemu mężczyźnie grozi kara od 6 miesięcy do 8-u lat więzienia.

J
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
  • No tak dać dziadkowi telefon....A swoją drogą to sam numer telefonu chyba nie jest wystarczającym dowodem winy. Telefon jaki jest - każdy widzi, być może nie on z niego wówczas dzwonił....:)))
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    enol(2001-07-07)
Reklama