Wtorek 11-12-2018, imieniny Damazego, Daniela
 
Rek

UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później
Zamknij Zamknij
Reklama w Elblągu
Rek

Żartowniś przed sądem

Przed Sądem Okręgowym w Elblągu toczy się proces przeciwko 50-letniemu Ryszardowi P., oskarżonemu o to, że informując o podłożeniu bomby naraził na niebezpieczeństwo życie i zdrowie pacjentów szpitala w Kwidzynie.

Zdarzenie miało miejsce we wrześniu ubiegłego roku. Mężczyzna zatelefonował dwukrotnie na centralę szpitala i poinformował, że na terenie placówki jest bomba. Po tej informacji ewakuowano wszystkich 170-ciu pacjentów, wśród nich dwóch ciężko chorych i cztery noworodki będące w inkubatorach. Zawiadomiona o zdarzeniu policja przeszukała pomieszczenia szpitala. Ładunku wybuchowego nie znaleziono. Koszty ewakuacji wyniosły ponad 14 tysięcy zł. Policja ustaliła, że telefonowano w numeru domowego Ryszarda P. Mężczyzna nie przyznał się do winy. Przebywa obecnie w areszcie.
     Dzisiaj zeznawał jako świadek dyrektor szpitala.
     - Ewakuacja naraziła pacjentów przede wszystkim na stres. Na szczęście nikomu nic się nie stało i nie prowadziliśmy w tym czasie żadnych operacji - stwierdził dyrektor Mirosław Górski.
     Z jego informacji wynika, że u dwóch pacjentów przez ewakuację stan zdrowia mógł się pogorszyć.
     - Jeden mężczyzna po rozległym zawale serca czuł się bardzo źle. Drugi pacjent musiał przerwać dializę - stwierdził dyrektor.
     Mirosław Górski dodał, że szpital przez około 5 godzin w ogóle nie pracował, więc aby zabezpieczyć ewentualną pomoc medyczną dla pozostałych mieszkańców regionu w nagłych przypadkach, zaangażowano szpitale w Prabutach i Sztumie.
     - Wszystkie karetki i samochody sanitarne były skierowane do ewakuacji, nie pracowała ani Izba Przyjęć ani Dział Pomocy Doraźnej. Gdyby wydarzył się jakiś poważny wypadek, pacjenci trafiliby prawdopodobnie do szpitali w okolicy, oczywiście z pewnym opóźnieniem, co też mogłoby być zagrożeniem - powiedział dyrektor Górski.
     Oskarżonemu mężczyźnie grozi kara od 6 miesięcy do 8-u lat więzienia.
J
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
  • No tak dać dziadkowi telefon....A swoją drogą to sam numer telefonu chyba nie jest wystarczającym dowodem winy. Telefon jaki jest - każdy widzi, być może nie on z niego wówczas dzwonił....:)))
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    enol(2001-07-07)
Reklama

To kupisz w pasażu portElu

Okulary korekcyjne Oscar Ventura
Okulary korekcyjne EVA MINGE
OKOWOKO s.c.
Okulary korekcyjne JUST CAVALLI